Z londyńskiego metra




---
Znacznie lepiej się czyta niż poprzednie dwie, ponieważ relacja z Mironem uległa zmianie, chociaż wcale się nie uprościła, ale doceniam, że przestał być taki irytująco idealny. Dora i przyjaciele muszą na jakiś czas wyjechać z Thornu, i po pierwsze opiekują się pewnym nastolatkiem, oczywiście nie ludzkim, a po drugie w piekle ma być przewrót. Po trzecie pojawia się tu Nikita, widziana z zupełnie innej strony niż w książkach o niej, bo ta naturalnie dzieje się trzy lata wcześniej. Przy okazji jest tu dziura logiczna, co niby cbjfgemlznłb Avxvgę cemrq cemrzvnaą v mnovpvrz jfmlfgxvpu? Cemlfvętn xejv ol whż avr bobjvąmljnłn, tqlol Qben avr żlłn. Irytuje mnie również powtarzanie w kółko, jaka to Dora niezwykła, ze wszystkimi się cudownie dogaduje, wszystkie moce ma, oraz jak to wszyscy uważają ją za nieznośną, ale bez niej przecież kroku by nie zrobili. Już przy trzecim podkreśleniu tego stanu rzeczy wywróciłam oczami i mruknęłam "wiemy, wiemy przecież, jaka to superhiperbohaterka nadzwyczaj wszechstronna i wszystkomająca, zauważyliśmy już", ale to bynajmniej nie było ostatnie. Można tu było nieco delikatniej. Obraziłam się również za przypuszczenie, że czytelnik zapomni o hzvrwęgabśpvnpu Zveban. Tani chwyt!

Natomiast nieodmiennie podziwiam autorkę za bardzo sprawne żonglowanie mitami i religią. Udaje się jej połączyć te wszystkie światy w zaskakująco spójną i pomysłową całość. Podoba mi się też, że ani diabły nie są z gruntu złe, ani anioły nie są wyłącznie dobre. Oraz przyznanie, że nawet mocarni władcy kawałka świata nie wiedzą wszystkiego. "Nadnaturalna opera mydlana w realu" rozbroiła mnie już całkiem. Ten tom nie ma zakończenia, urywa się na początku kolejnej tajemnicy i trzeba natychmiast sięgać po kolejny.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani