Z londyńskiego metra




---
Podoba mi się tu świat, znany mi już z cyklu o Nikicie, ale tutaj oglądamy go od nieco innej strony. Toruń ma swoją wersję magiczną, Thorn, ale Dora Wilk mieszka po stronie realnej, choć jest wiedźmą. Jest też bowiem policjantką, a swoją nadnaturalną stronę akceptuje nie do końca. Z racji jej zawodu na otwarcie akcji mamy trupa starszej pani, z dziwnymi rankami na szyi. Ucieszyłam się więc, że to będzie połączenie urban fantasy z uczciwym kryminałem, spotkał mnie jednak zawód, te zwłoki są tylko pretekstem. Właściwa akcja jest magiczna. Podoba mi się pokojowe współistnienie istot z różnych systemów wierzeń, czyli aniołów i diabłów razem z magią, podobają mi się też różne rodzaje magii. Natomiast do szału doprowadzał mnie niezwiązek Dory z diabłem Mironem. Postanowiła otóż go nie konsumować, żeby nie zepsuć ich przyjaźni, wobec czego ćwierć książki to opisy powalającej urody piekielnika, wzajemnego lecenia na siebie z wizgiem, oraz różnych szamotanin, kiedy prawie już dochodzi do aktu, ale bohaterowie jednak ostatkiem sił się powstrzymują, kompletnie nie wiadomo dlaczego (podejrzewam, że z powodu mody zapoczątkowanej bodaj przez Zmierzch). Dora doskonale wie, że bliskość nie wyłącznie na seksie polega, więc jej upór w tej kwestii jest idiotyczny. Czyta się to jak na mękach piekielnych. Miron ma również przyjaciela anioła, który Dory z kolei nie cierpi. W pierwszym tomie wyjaśni się, dlaczego.

Drugi tom ("Bogowie muszą być szaleni") jest już całkowicie magiocentryczny, Dorze przybywa tutaj siły oraz poczucia humoru, co dobrze robi narracji. Wstawki o powstrzymywaniu się od skonsumowania związku są nadal, ale nieco mniej nachalne, chociaż uzasadnienie jest jeszcze głupsze niż poprzednio (avr pupą ebovć cemlxebśpv Wbfuhv). Oprócz tej iście clintonowskiej hipokryzji - bohaterowie robią ze sobą wszystko, ale najwyraźniej bez penetracji się nie liczy - irytuje mnie tu brak spójności wewnętrznej: mamy fajną, silną, niezależną bohaterkę, używającą seksu radośnie i bez skrupułów, a tu nagle wychodzi, że jednak wstrzemięźliwość cenniejsza. Po co, pytam dramatycznie. Przyznaję jednak, że w drugim tomie motyw okazał się w miarę przydatny. Dora jest również nieco zbyt ewidentnym alter ego autorki (rude włosy i imię magiczne), co nie zmienia tego, że czytelnik ją polubia i kibicuje. Akcja jest przemyślana, świat jeszcze bardziej, każda postać ma swoje pięć minut, i nawet jeśli dialogi bywają nieco drętwe, zdradza to wszystko ogromny potencjał.

Łącznikiem między tomami jest długie opowiadanie "Wilk w owczej skórze", bardzo dobre, ponieważ nie ma w nim Mirona, jest natomiast kryminał.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani