Z londyńskiego metra

dees (21.08.2016, 21:26)
Iskra, wróć, warto
Iskra (09.08.2016, 21:30)
Czytałam to dość dawno temu, ale wrażenie wywarło na tyle, że pamiętam dość szczegółowo. Silverberg to Silverberg. I tak, potrafi dużo zbudować, oj, dużo. Bardzo go cenię. Muszę kiedyś wrócić do tych wszystkich jego książek, które połknęłam jeszcze jako nastolatka i odkryć je na nowo, z pozycji kobiety dorosłej. Choć pewnie teraz przygnębią mnie jeszcze bardziej niż wtedy.



---
Niemożliwe, żebym przedtem nie czytała tej książki, musiałam ją w takim razie czytać tylko raz i nie docenić. Silverberg kreuje tu utopijny świat ludzi żyjących na Ziemi w przyszłości w trzykilometrowych samowystarczalnych wieżowcach, nigdy ich nie opuszczając, mnożąc się w nich entuzjastyczne i nieskrępowanie, miejsca bowiem wystarczy przecież dla kolejnych miliardów. Rozmnażanie jest absolutnym priorytetem, każdy jest więc seksualnie dostępny dla każdego, wymiana partnerów następuje co noc, odmów nie ma - również po to, żeby unikać frustracji związanych z życiem w mrowisku (naciągany argument, wiem). To jest ta z pewnego punktu widzenia przyjemna wizja, którą autor zawarł w opowiadaniu "Szczęśliwy dzień w roku 2381", i którą powieść rozwija pod innymi kątami: okazuje się, że to nie taka znowu sielanka. Po pierwsze kobiety nie przechadzają się w celach seksualnych, to mężczyźni lunatykują, a kobieta siedzi w domu i czeka, kto przyjdzie ją pokryć, ładne mi wyzwolenie. (Jasne, że Silverbergowi akurat to w niczym nie przeszkadzało, mnie już bardziej). Po drugie z monady nie można wyjść. "Po co mielibyśmy wychodzić" dziwi się szczerze prawomyślny protagonista "przecież tu mamy wszystko, czego nam potrzeba!". Są jednak tacy, którzy zobaczyliby chętnie świat zewnętrzny - i realizują to marzenie, płacąc za nie bardzo wysoką cenę. Zresztą świat poziomy na Ziemi też wcale nie jest utopią. Po trzecie wiadomo, są równi i równiejsi. Wejście do grona równiejszych wymaga poświęceń nawet w tym pozornie totalnie wyzwolonym społeczeństwie. Są również inżynierowie moralni, którzy łagodnie naprostowują tych, którym życie w mrówkowcu cokolwiek przestało się podobać. A że przy okazji traci się dotychczasową osobowość - komu by to przeszkadzało, skoro osobowości jest na planecie 75 miliardów i nieustannie przybywa. Dlatego też tych, których naprostować się nie da, higienicznie i bez zbędnych rozważań wrzuca się do zsypni.

Kolejny raz jestem pod wrażeniem precyzji, z jaką Silverberg tworzy świat i pokazuje go z punktów widzenia różnych bohaterów. Jasne, ponosi go temperament twórcy erotyków, szczegółowo opisane biusty czy pośladki, nagość w różnych stadiach i pokrywanie z detalami przewijają się co chwila wszędzie: ale to nie przeszkadza. Przeciwnie, pozwala namacalnie odczuć możliwość takiej ewolucji gatunku homo sapiens, i się przerazić. Choć przecież - zupełnie przewrotnie - Silverberg wcale nie stara się nas straszyć. Na pierwszy rzut oka ten świat może wyglądać kusząco, żadnych problemów z miejscem do życia ani pokarmem, radosna swoboda obyczajowa, raj. Kiedy trochę poskrobać pozłotkę, wygląda to jednak inaczej - a autor umie skrobać. Zaskakujące, jak na tym, co pod innym piórem byłoby co najwyżej naciąganą i lekko niesmaczną fantazją erotyczną, i co prawdopodobnie z takiego pomysłu się zrodziło, Silverberg potrafi jakoś mimochodem zbudować dużo więcej.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani