Z londyńskiego metra

dees (12.07.2019, 10:33)
A.I, nie wiem co Ci radzić, w ogóle bardzo ciekawa, ale przy tym rozdziale o handlu dziewczynkami rozglądałam się za miską. Może go pomiń.
A.I. (11.07.2019, 19:46)
Nie wiem czy czytać; podniesie mi się zapewne znowu ciśnienie. (Ale pewnie i tak przeczytam).



---
Miałam wrażenie, że to książka o dziewczynach, które wyjechały do Omanu za mężem, i nie skończyło się to dla nich dobrze. Od razu pierwszy zwięzły rozdział rozwiał to przeczucie. Autorka jest w nim w ciąży, w Omanie od dwóch miesięcy, przyjechała tam z polskim mężem i rozmawia z młodą Omanką. Ta jej tłumaczy o małżeństwach aranżowanych, drugich żonach, kontraktach ślubnych i zapisanych w nich prezentach za urodzenie dziecka. Słucha z kolei o Polki małżeństwie z miłości i konkluduje "Z miłości? To współczuję, musisz wszystko robić sama, rodzić wszystkie dzieci, i możesz zostać z niczym". Autorka zamyka te dywagacje suchym "dziewięć lat później przekonałam się, że miała rację". Podobny punkt widzenia pojawi się ponownie w rozdziale trzecim, gdzie Bożena, polska Omanka, powie, że wszystkie żony dziedziczą po mężu po równo i lepiej przecież być drugą żoną, niż kochanką, która zostaje z niczym. Podobno jej matka przyjechała kiedyś z wizytą, obejrzała tamtejsze życie i westchnęła, że sama by została czyjąś drugą żoną.

Historia Bożeny w ogóle jest bardzo ciekawa: jako osiemnastolatka w 1968 poznała we Włocławku przyszłego męża, Omańczyka. Wzięli ślub, urodziły się dzieci, zamieszkali w Polsce. Ona była oczywiście katoliczką, on muzułmaninem, ale to mu nie przeszkodziło w zaniesieniu dzieci do chrztu. Przekonywał, że to przecież ten sam Bóg (rzeczywiście dużo moich znajomych twierdzi tak samo). W roku 1970 do władzy w Omanie doszedł nowy sułtan (o nim można tu przeczytać w drugim rozdziale), który wezwał Omańczyków do powrotu i budowania nowego kraju. W 1976 Talib wyjechał, rok później wysłał zaproszenie Bożenie. Nie bez obaw pojechała - i została. Jej mąż był nowoczesnym Arabem, prosił, żeby się nie zakutała w szaty, zachęcał ją do pracowania, i nie zamierzał brać kolejnych żon.

To jedna strona medalu. Po drugiej jest to, że Omanki muszą mieć prawnego opiekuna - oczywiście mężczyznę. Bez niego nie mogą na przykład zajmować się handlem. Mąż może się rozwieść z żoną kiedy chce, nawet bez jej wiedzy (nowoczesna technologia pomaga, teraz kobiety dostają z sądu smsem informację o rozwodzie); kobieta o rozwód może co najwyżej prosić. W Omanie nie istnieje pojęcie gwałtu małżeńskiego ani przemocy domowej. Jedynym powodem do rozwodu jest zdrada męża.

Natomiast nieoczekiwanie wielożeństwo może sprzyjać lesbijkom. Agata Romaniuk dotarła do pary żon jednego mężczyzny: pierwsza wybrała tę drugą dla siebie. Jedyną niedogodnością jest konieczność spełniania obowiązków małżeńskich, poza tym żyją razem szczęśliwie, nikt nie się nie interesuje tym, że chodzą wszędzie razem, ani tym, co robią w łóżku za zamkniętymi drzwiami. Ba, nawet wizyty u ginekologa odbywają się pod nadzorem męża i pierwszej żony, którzy stoją za parawanem.

Mimo tak sprzyjającego mężczyznom klimatu, ci nadal wyprawiają się po młode żony do Indii, gdzie kwitnie handel dziewczynkami. Są podobno bardziej uległe niż Omanki, w co trudno mi uwierzyć, zważywszy wszystko powyższe. To najcięższy rozdział tej książki. I w ogóle tylko z trudem potrafię uwierzyć, że świat gdzieś tak może wyglądać w roku 2019. Ogromna część świata w dodatku.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani