Z londyńskiego metra

A.I. (13.01.2017, 15:57)
Powtórzenie po raz n-ty: uwielbiam Cię czytać.
dees (05.01.2017, 16:51)
vienna, nie
vienna (21.12.2016, 21:01)
Czy Ty mieszkasz w Polsce? :)
dees (20.12.2016, 15:03)
maglp, to niesamowite co piszesz. ale jeśli z wyboru... tylko szkoda, że taki koniec.
maglp (19.12.2016, 21:55)
wystarczyl jeden.

i bycie samemu, gdy mozna bylo jeszcze zawrocic.

wszyscy pewnie byli zbyt zajeci,zeby


choc z drugiej strony moj brat uwielbial byc bezdomny.
lecial (!!)lub jechal w rozne miejsca -ojciec mu kupowal bilet, bo tyle tylko mogl mu dac wobec tego dziwactwa- i on w roznych miastach europy bywal miesiacami bezdomny. sypial na ulicy i zebrql. wiem bo raz w amsterdamie spotykala go cyklicznie nasza bliska kuzynka.
potem nagle zjawial sie w domu ojca,gdzie zawsze mial swoj pokoj. i odpoczywal. i znowu za pare miesiecy to samo. mowil,ze lubi byc brudny i w szmatach bo wtedy jest niewidzialny.
az sie zmeczyl.



---
Wracam metrem po nocy z imprezy firmowej, wsiadam w sam środek jakiegoś zgromadzenia staruszków. Trzy mocno dojrzałe panie licytują się ze śmiechem, która ustąpi której miejsca, moralnie wygrywa ta, która z pobłażliwym uśmiechem upiera się, że bardzo jej dobrze na stojąco (ciekawe, ile potem będzie po cichu w domu cierpieć). Do tego dosiada się para jeszcze bardziej zaawansowana w życiu, koło osiemdziesiątki jak nic, pani o bielutkich włosach związanych w kucyk, musiała kiedyś być bardzo piękna, nadal nosi puder na twarzy i czerwoną szminkę na ustach. Jej mężowi o lasce ustępuje miejsca jedna z tamtych starszych pań. W tle peroruje młody facet w koralowych butach, chyba nie jest pijany, ale musi być albo chory, albo pod wpływem czegoś, usta mu się nie zamykają, nie sposób powiedzieć o czym mówi, ale myślą przewodnią są najwyraźniej ludzie, którzy mają i wykonują zawód. Nie mówi bardzo głośno, ale z ogromnym zaangażowaniem. Przez pierwsze parę minut wydaje mi się, że po prostu z kimś rozmawia, dopiero potem orientuję się, że rozmówca jest imaginacyjny. Kiedy na sekundę milknie, ktoś z całkowitą powagą i bez śladu sarkazmu mówi "dziękujemy panu za to przemówienie".

Obserwuję to wszystko podpierając drzwi, a najbardziej kobietę naprzeciwko, którą na pierwszy rzut oka klasyfikuję jako kloszardkę, a potem długo zastanawiam się dlaczego. Chyba przez ten wymięty papieros, który trzyma w palcach i co pewien czas wkłada do ust. A może przez sposób, w jaki stoi, właściwie raczej wisi opierając się na składanym siedzeniu. Ma oczy człowieka permanentnie niedopitego, pod nimi niewiarygodne wory na pół twarzy. To przez nie dopiero po namyśle spostrzegam, że kiedyś z pewnością była naprawdę ładna: struktura kostna twarzy, kości policzkowe, wygięte teraz w permanentnym wyrazie pogardy usta. Po jeszcze dłuższym namyśle dociera do mnie, że wcale nie jest taką staruszką jak otoczenie. Prawdopodobnie jest niewiele starsza ode mnie - i to spostrzeżenie mnie dopiero otrzeźwia. Jej długie włosy przetyka siwizna, chyba nigdy nie były farbowane, ale pewnie nie ma jeszcze pięćdziesiątki, nie zdziwiłabym się, gdyby niedawno przekroczyła czterdziestkę. Dalszą część drogi przebywam snując w głowie opowieści na jej temat, wymyślalając, co mogło sprawić, że jedzie taka wychudzona i zmięta, z tym wyrazem pogardy na twarzy, z tym papierosem w palcach. Zrobiła jeden zły krok w swoim życiu, czy było ich więcej?
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani