Z londyńskiego metra




---
Kolejna i chyba ostatnia ze znakomitych powieści Silverberga (1972, potem chrolonogicznie wyszedł "Stochastyk", którego czytałam parę miesięcy temu, i właśnie się orientuję, że nie napisałam o tym słowa), o której kompletnie nie pamiętałam czytając "Crosstalk", a szkoda, bo tematyka i częściowo konkluzja jest ta sama. Willis jest bardziej uniwersalna, Silverberg koncentruje się na jednym bohaterze, który ma swój dar i przekleństwo od urodzenia. Właściwie jest dużo podobieństw między Seligiem a Willisowym C.B., obaj są z tego powodu odludkami; Silverberg sygnalizuje problem z niechcianym odbiorem natłoku ludzkich, banalnych, natrętnych, albo wręcz obrzydliwych myśli, Willis rozwija ten wątek. Teraz zastanawiam się, czy przypadkiem nie dlatego właśnie Wilis obdarzyła swojego bohatera żydowskim nazwiskiem.

Możliwość zaglądania ludziom do umysłów skazuje na samotność, oboje pisarze tu się zgadzają. I tu się podobieństwa kończą. Selig jest totalnym nieudacznikiem, egzaltowanie użalającym się nad sobą rozmemłanym żydowskim intelektualistą, a widzimy po jego przyjacielu Nyquiście, że telepatia wcale nie musi na to skazywać. Można by jej użyć do urządzenia sobie wygodnie życia. Selig tego kompletnie nie potrafi, miota się, marzy o zrozumieniu i miłości, w której znalezieniu przeszkadza mu dar. Gdyby go nie miał, przeszkadzałoby mu coś innego, to taki typ. Zresztą clou powieści polega właśnie na utracie. Starzejący się bohater czuje, że ta tajemnicza moc go opuszcza, i nie potrafi się z tym pogodzić. Może i niechciana, ale definiowała go, była z nim zawsze, wiedział kim jest: teraz to traci. Tu jest cała siła tej powieści, ona jest o bezpowrotnym odchodzeniu młodości. Jeśli mamy coś w zamian, można się jakoś pogodzić z tą naturalną koleją rzeczy. Selig nie ma, i nie potrafi tego zaakceptować, a Silverberg opowiada o tym w mistrzowski sposób. Jest to oczywiście punkt widzenia nader męskocentryczny, jak stale u tego pisarza, pełno tu kobiet z obfitym biustem. Wyjątkowo nie mam ochoty się czepiać, bo po pierwsze ten typ tak ma i trudno, a po drugie i ważniejsze postać Dawida jest uniwersalna. Jego poczucie inności i alienacja odmalowane są precyzyjnie, wnikliwie, i bardzo przekonująco. Ja sie zawsze awanturuję nad tym oklepanym poczuciem inności, bo w końcu nikt nie jest taki sam jak inni, każdy ma coś, przeciętni istnieją jedynie w statystykach - lecz prawda jest taka, że ci nieliczni naprawdę odmienni mają tę świadomość od najmłodszych lat i jakoś muszą się z nią borykać. Nie ma znaczenia, czy to telepatia, czy coś bardziej przyziemnego (spokojnie, nie jestem telepatką). Nawet towarzystwo sobie podobnych niekoniecznie załatwia sprawę, i to Silverberg też cudownie pokazał na Nyquiście.

To naprawdę dobry pisarz, stwierdzam, i dręczy mnie przez chwilę myśl, że z tym talentem mógł napisać coś bardziej, coś naprawdę olśniewającego... ale niby co. Ta książka jest właśnie doskonała w swojej gorzkiej melancholii, w bohatera użalaniu się nad sobą. I wspaniale prawdziwa. Wychodzi poza sf ze zdumiewającą łatwością, i powinna być bardziej znana.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani