Z londyńskiego metra




---
Rok 1981. Sześćdziesięcioletnia Juliet w Londynie wpada pod samochód i martwi się, że nie pójdzie na kolejne koncerty Szostakowicza. To dwustronicowe preludium kończy się stwierdzeniem, że jest w domu. Nareszcie. Potem jest 1950, Londyn, Juliet ma prawie trzydzieści lat, pracuje w radiu BBC i wspomina czasy wojny. Wychodząc na lunch spotyka dawnego znajomego, pana Toby'ego, który jednak wypiera się tej znajomości. Cofamy się do 1940. Dziewiętnastoletnia Juliet pracuje dla wywiadu brytyjskiego, ale nic tu z thrillera. Po prostu spisuje (stąd tytuł) nagrane rozmowy prowadzone przez agenta, właśnie pana Toby'ego, z angielskimi zwolennikami nazistów. Nie są to żadne istotne figury, jak trzeźwo zauważa Juliet, dla której w ogóle wojna na tym etapie jest raczej niewygodą niż zagrożeniem. W dodatku Perry, który ją do tej pracy zaangażował, ma wobec niej plany. Tylko jakie? Czy chodzi o uwiedzenie (Juliet nie miałaby wiele przeciw temu, choć pojęcie o fizycznej stronie takiego wydarzenia ma nader nikłe), czy jednak o coś innego?

Atkinson pokazuje wojnę od zupełnie innej strony, nie ma tu spadających bomb. Jest nudna praca biurowa. Nawet szpiegostwo nie wygląda jak w bondach: składa się głównie z siedzenia i picia litrów herbatki. To jest wojna Juliet. Przewija się tu znajoma agentka bohaterki, która była świetna w pillow talk, uwodziła kolejnych podejrzanych. Juliet zauważa jednak trzeźwo, że pewnie to samo robiłaby, gdyby wojny nie było. Większość postaci ma swój pierwowzór w rzeczywistości: Godfrey Toby, nudny bankowy urzędnik zatrudniany latami przez MI5, istniał naprawdę, choć pod innym nazwiskiem, i to on dał impuls do stworzenia powieści. Istnieją również transkrypcje bardzo podobne do tych spisywanych przez Juliet. Piąta kolumna nie odegrała ostatecznie znaczącej roli w zwycięstwie nad nazistami, ale to nie umniejsza wysiłków tych ludzi. Poświęcenia czasem całego swojego życia wywiadowi, a ta praca nie wyglądała filmowo.

Po "Bogu pośród ruin" bałam się kolejnej powieści Atkinson (niezbyt długo pielęgnowałam strach, wyszła bowiem we wrześniu). Natychmiast jednak wciągnęła mnie ta klarowna narracja. Juliet jest naiwna, ale cyniczna. Kłamie właściwie nieustannie i bez specjalnego powodu. Oraz rozmyśla, daje się ponieść wyobraźni, widzimy to przez jej ciągłe fantazyjne dygresje. Jest bardzo wielowymiarową, świetną postacią. A całość to piękna, doskonale skomponowana opowieść, której nie szkodzi nawet wyjątkowo paskudne wtrącenie z rodzaju "a ja wiem, co będzie dalej" na końcu pierwszej części z 1940 (naprawdę, nie spodziewałam się tego po tej autorce, ale wybaczam jej).

Juliet na końcu pierwszego rozdziału mówi "This England", co potem (chronologicznie wcześniej) usłyszy od Perry'ego i co będzie powtarzać. This England, is it worth fighting for? To i parę innych subtelnych wtrąceń sprawia, że w roku 2018 jest to lektura bardzo aktualna.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani