Z londyńskiego metra




---
30 czerwca 2018, są trzydzieste urodziny Krzysztofa. Jego kumpel Suchy wyciąga go do klubu, gdzie natyka się na przecudnej urody dziewczynę i natychmiast postanawia ją zdobyć, solenizant zaś wraca do domu i trzeźwieje w samotności. W drugim wątku oglądamy Agatę, która okazuje się tą właśnie dziewczyną z pierwszego rozdziału, jej trzydzieste urodziny są z kolei 1 lipca, a nazajutrz w pracy spotka nowego kolegę. Oboje protagoniści są prawnikami, mieszkają obok siebie, rzecz dzieje się oczywiście w Warszawie w ciągu miesiąca, i jest bardzo zabawna, parę razy śmiałam się głośno. To zdecydowanie nie jest zbiór anegdotek z wątkiem centralnym, tylko porządna powieść, z pełnowymiarowymi bohaterami. Krzysztof użala się nad sobą, że go kobiety nie chcą, ale na wszelki wypadek nie robi niczego, żeby go jakaś choćby zauważyła. Agata jest oczywiście cyniczna, ale równie oczywiście daje się uwieść facetowi, który jej wysyła kosz kwiatów i staje pod pracą (swoją drogą w 2018 faceci już zdaje się takich rzeczy nie robią, i bez tego mają wokół siebie wystarczająco dużo chętnych lasek), a potem nieco żałuje wbijając wzrok w sufit podczas niespecjalnie porywającego seksu. Bardzo ładna scena, i nie jest tu jedyna (badanie prostaty ją przebija, a jeszcze lepsze jest spotkanie z panną z tindera). 

Znakomicie, choć tylko w tle, pokazana jest relacja Krzysztofa z ojcem. Gorzko zauważa, że w celu naprawienia swoich kontaktów musieliby oboje wzajemnie się zaakceptować. Szkoda, że jednocześnie pomija to, że gdy trwoga, to właśnie do ojca natychmiast zadzwonił, mimo intymności sytuacji, i błyskawicznie otrzymał pomoc. Jeśli to nie jest znak doskonałych kontaktów z ojcem, to nie wiem, co mogłoby nim być. Możemy się domyślić, że Krzysztof zamiast rozwiedzionego protoplasty dziwkarza chciałby ojca supermana, nieskazitelnego, doskonałego: takiego, jakiego widział mając lat 3. Przede wszystkim musiałby zaakceptować, że takich nie ma i być nie może. Tak samo zresztą, jak wszyscy bohaterowie musieliby zaakceptować, że płeć przeciwna to też ludzie. 

Ujęła mnie postać Igi. Początkowo zdawało się, że to będą sceny pełne złośliwości wobec durnej instagramowej panienki. Nie. Iga jest osobą, która dokonała własnych świadomych wyborów i należy jej się za to szacunek. Swoją drogą to jest scena z "Maga". Zabawne, że przez ponad pół wieku nic się nie zmieniło. A z drugiej strony Agata jest o wiele lepszą postacią kobiecą niż bohaterki Fowlesa, więc może jednak właśnie zmieniło. Ciągnąc porównanie dalej, Brunona nie dałoby się nawet postawić obok Conchisa, co też jest symptomatyczne. Nie żyjemy w czasach autorytetów, a imponować może ewentualnie kasa. (Conchis swoją drogą też jest dziwkarzem z kasą, ale jak jej używa!)
  
Dodatkowe punkty za scenę z Sieradzkim (oraz wiadomo - za kota, acz to wzruszenie innego rodzaju). Bardzo wciągająca lektura. Chyba chciałabym zobaczyć, co będzie z bohaterami dziesięć lat później, aczkolwiek to już musiałoby być albo nudne albo smutne.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani