Z londyńskiego metra




---
Tegoroczną nowością w Thoiry jest tyrolka nad wybiegiem dla lwów. Jako realistka przyjęłam, że to dobrze brzmiąca reklama, i że jedzie się nad jakimś fragmentem krzaków, a lwy są na pewno pochowane gdzie indziej, ale i tak się tam wybraliśmy. Atrakcja jest dostępna dla osób od lat 8 i 120 cm wzrostu, do wagi niepodanej, trzeba się zważyć na chytrym urządzeniu, które nie ma cyfr, tylko pasek zielony i czerwony, bardzo uprzejmie. Mieściłam się w zielonym ze sporym zapasem, więc nie było możliwości odwrotu z honorem. Wydano nam uprzęże, całkiem klasyczne Petzle samozaciskowe, z dwoma karabinkami, oraz jednorazowe czepki i kaski. To mnie bardzo rozbawiło, bo tyrolka jest na wysokości 15 metrów, kask w niczym tu nie pomoże, ale możliwe, że to dyrektywa UE albo zwyczajnie na odczepnego, żeby umyć ręce od wszelkiej ewentualnej odpowiedzialności. Uprzęż i kask dociska obsługa. Następnie idzie się na krótkie szkolenie, na którym mówią, jak wczepiać karabinki w rolkę, ale dodają, że nic nie będziemy sami robić, od wszystkiego są instruktorzy. 

Z rolką w garści idzie się kawałek wyżej na platformę. Linki są dwie równolegle, instruktor wczepia poszukiwaczy wrażeń w rolkę, przyczepia dodatkową linkę zabezpieczającą do równoległej liny wyżej, i jazda. Tu się okazało, jak się myliłam: przejazd jest rzeczywiście nad dwoma lwami rozwalonymi centralnie pod liną; oczywiście nie spodziewam się, że leżą tam cały czas, ale pewnie wystarczy mieć trochę szczęścia. 250 metrów dalej wyłapuje człowieka kolejny obsługant, przeczepia na drugą parę lin, i przejeżdża się nad kawałkiem safari samochodowego, ze strusiami i antylopami, oraz nad stawkiem z wodą. Z impetem przelatuje się również nad końcową platformą, o czym na szczęście poprzedni obsługujący uprzedził, miałabym bowiem chyba zawał, przekonana, że coś się zepsuło. Hamulec jest za nią, człowiek się od niego odbija, przefruwa nad platformą z powrotem, wyłapuje go drugi hamulec i dopiero się staje na platformie. Na miękkich nogach w moim wypadku, ale i tak zdecydowanie wolę tyrolki niż wszystkie te rollercoastery i inne huśtawki w parkach atrakcji. Syn miękkich nóg nie miał i radośnie zaliczył jeszcze jeden przejazd.

Przy końcowej stacji tyrolki jest kolejna nowość - małpi gaj dla dzieci i dorosłych, wielkie miękkie siatki porozpinane między drzewami, można się wspinać, skakać i fikać koziołki. Poza tym nadal jedną z największych atrakcji jest karmienie lwów i tygrysów oglądane ze szklanego tunelu, na który lwy wskakują. W tym roku są trzy dość młode lwie podlotki, a dorosły samiec już się zrobił za stary na takie rozrywki. Nie ma już niestety natomiast gepardów. W enklawie australijskiej (gdzie są moje ulubione wallaby) zrobiono wolierę z rozmaitymi papugami, a najbardziej widoczne lorysy górskie, przepięknie ubarwione, strasznie wrzaskliwe, i jak się okazało po krótkiej chwili, niezwykle przyjacielskie. Weszły dziecku memu do kaptura, na głowę, usiłowały mu zdjąć okulary i próbowały, czy jego ucho nadaje się do schrupania. 

Na samym wejściu jest natomiast nadal wybieg surykatek. Za nim wyskoczyła na mnie uśmiechnięta para ludzi, czy mogą zadać mi parę pytań. Zezwoliłam. Okazało się, że pytania dotyczyły oglądanych właśnie surykatek: gdzie żyją. Odparłam w pierwszym odruchu, że nie wiem, bo wprawdzie spojrzałam na nową (dwujęzyczną) planszę informacyjną z uznaniem i przeczytałam z niej fragment, ale akurat bez zwracania uwagi na te szczegóły po lewej stronie. Po czym przed oczami stanęły mi nory w piasku i poprawiłam się, że oczywiście wiem, że w Afryce. Dalej już było łatwo.

Część safari (słonie, rozmaite antylopy - już pamiętam, które to gnu - zebry, strusie, żyrafy, hipopotamy, nosorożce, wielbłądy, i w specjalnie wydzielonej części niedźwiedzie) się nie zmieniła, nadal jeździ się tam swoim autem, chociaż można też teraz wykupić przejazd specjalnie dostosowaną ciężarówką, ale kosztuje to bodaj 8€ od osoby, co jest zupełnie nieopłacalne. Siedzi się też wyżej, tracąc zapewne trochę przyjemności z ocierania się zebr i strusi o samochód. Zaobserwowałam stadko żyraf spożywających obiad z paśnika umieszczonego na odpowiedniej wysokości, pod spodem zaś stały zebry i czekały, aż coś im spadnie z pańskiego stołu.

-> Thoiry w 2013
-> Thoiry w 2012
-> Thoiry w 2011
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani