Z londyńskiego metra




---
Czekałam na dziewiąty tom jak na szpilkach, co chwila sprawdzając, czy aby nie przesunęli daty wydania (raz przesunęli). W końcu się doczekałam... i od razu zirytowałam widząc, że narratorką jest Mhari. Mogłam się tego spodziewać, Stross lubi zmieniać punkty widzenia, ale w dodatku nie ma ani słowa o tym, co z Bobem i Mo. Ani słowa.
- Stross, jeżeli napiszesz mimochodem o ich śmierci, to przysięgam, że kupię tę książkę w papierze, tylko w celu rytualnego jej spalenia!- wrzasnęłam. Niewykluczone, że mam czasem nieco za mało dystansu do postaci powieściowych. Mhari niczego takiego jednak nie wtrąca, przeciwnie - robi aluzje, z których wynika, że ukochani bohaterowie żyją (przynajmniej z grubsza), ale chciałam wiedzieć więcej, czego autor nie zamierzał mi dać.

Tymczasem w Londynie premierem jest Przedwieczny. Wprowadził kary śmierci, na czym korzystają PHANGi. Generalnie nie jest tak źle, jak mogłoby się zdawać, problemem jest natomiast USA, gdzie najwyraźniej wszyscy zapomnieli, że istnieją jakieś władze, a zwłaszcza prezydent. Czyżby obudzony został Śpiący w piramidzie? Premier stawia Mhari na czele nowej agencji, ma lecieć do Stanów i tam zbadać sprawę, towarzyszą jej postaci znane z poprzednich tomów, tylko gdzie są Bob i Mo - muszę to wiedzieć. Aha, referendum w sprawie Brexitu się nie odbędzie, bo PM postanowił o wyjściu z Unii. Im dalej, tym bardziej mnie wciągało, zwłaszcza że Stross rezygnuje z Mhari-centrycznego punktu widzenia i relacjonuje inne wydarzenia jako narrator wszechwiedzący. Poza tym nawet Mhari ma w sobie mnóstwo z Boba, gdyż autor nie umie inaczej, i na ogół jest to zarzut, ale w tym wypadku mnie niezwykle cieszyło, ponieważ uwielbiam jego sarkastyczny styl.

Intryga jest starannie obmyślona, przechwytywanie przez Concorde bardzo mi się podobało, i tylko się zastanawiam, czy w Tolkien Camp się nie zorientowali, że uciekła im psychopatyczna elfka mag? Szczególnie podoba mi się tu logika "nasz Przedwieczny jest lepszy od waszego Przedwiecznego", w sumie niezwykle ludzka. Oraz połączenie biurokracji z horrorem, znak szczególny cyklu. Oczywiście jestem nieodmiennie zachwycona postaciami, zwłaszcza kobiecymi. Natomiast ten tom w ogóle nie popycha akcji do przodu, a kolejny nie wiadomo czy będzie, gdyż autor zajął się pracą nad powieścią wprawdzie z uniwersum, ale bez Laundry ani znanych bohaterów.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani