Z londyńskiego metra




---
W czasie pisania "The Calculating Stars" Kowal stwierdziła, że ma materiału na dwie książki, co mnie osobiście bardzo cieszy. (Bardziej by mnie ucieszyło pięć albo dziesięć; jedna w każdym razie ma nadejść w przyszłym roku). Tu odchodzimy nieco od prawdy historycznej, lecimy bowiem na Marsa, natomiast nadal jest to rok 1962, nie ma żadnych fantastycznych wynalazków, ba - nie ma przecież nawet komputerów ani internetu. Jest czysta żywa technika, inżynieria, mechanika orbitalna, i ludzie. Autorka świetnie odmalowuje problemy związane z interakcjami uczestników wyprawy. Parker jest znacznie bardziej wielowymiarowy, niż można było się spodziewać po pierwszym tomie, a nasza bohaterka Elma nie jest tak nieskazitelna, jak chcielibyśmy w to wierzyć. Jestem pełna uznania dla katastrofy kosmicznej, wynikającej z najbardziej przyziemnego powodu, jaki można sobie wyobrazić, a przecież bardzo realistycznej. Nie pamiętam, kiedy coś przeżywałam do tego stopnia, wielokrotnie ze łzami w oczach. Jest tu kawał solidnego researchu i wielkiej wyobraźni.

Za naciągany uważam pomysł wysyłania dwóch statków oddzielnie, zupełnie nie widzę sensu (wiem - oni widzieli), a już zupełnie nie ogarniam tego trzeciego, bezzałogowego. Po co trzykrotnie zwiększać konieczność manewrowania? Pomysł, że na statku będzie pralka i piekarnik, też wydaje mi się wątpliwy (acz uroczy). No i szyfr: nie mogli wymyślić czegoś nieco bardziej skomplikowanego, a przynajmniej pisać bez spacji? Ale to się jeszcze broni, po pierwsze bez komputera trudno coś innego zakodować i odczytać; po drugie, jak to zwykle ludzie ponadprzeciętnie inteligentni, nie doceniali inteligencji otoczenia; po trzecie autorka zadbała o to, żeby w tych okolicznościach nawet trudniejszy szyfr dało się złamać. Męczyło mnie trochę nieustanne dziwienie się Elmy zachowaniu Parkera, ale to też się broni psychologicznie. Oczywiście, że przebywając tyle czasu w ograniczonej przestrzeni z sześcioma osobami przypisuje się nadmierne znaczenie każdemu słowu i gestowi innych. W końcu innej rozrywki nie mieli.

*

Uzupełnieniem dylogii jest opowiadanie "The Lady Astronaut of Mars", chronologicznie pierwsze, i nagrodzone Hugo 2014 (w kategorii novelette). Opowiada o tym, co się wydarzyło trzydzieści lat później, kiedy Nathaniel był umierający, a sześćdziesięcioletnia Elma dostała propozycję ostatniej misji. Co prawda dwie powieści Kowal oswoiły mnie nieco z jej bardzo przyziemnym, pozbawionym ogródek podejściem do tematyki, ale i tak uważam, że fantastyka nie powinna tak wyglądać. Nie chciałam przeczytać tak bezpośredniego opisu umierania ukochanej osoby, zwłaszcza tej, do której zdążyłam się przywiązać przez dwa tomy. Ale to jest dobre opowiadanie, w którym mamy wnikliwy opis trudnego wyboru.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani