DS magazine
Bertrand Russell

"The City in the Middle of the Night" Charlie Jane Anders

January, planeta w obrocie synchronicznym: blask słońca zabija, w ciemności natomiast jest przeraźliwy mróz, i tylko wąski pasek między tymi dwiema skrajnościami pozwala przetrwać ludziom. Miasto Xiosphant na skraju strefy zmierzchu, z jaśniejszą i ciemniejszą stroną - stamtąd pochodzi nastoletnia narratorka Sophie, która ciężko pracowała na stypendium w Gimnazjum, bo alternatywą był bardzo szybki ślub. W szkole przyjaźni się z Biancą i to przez tę fascynację zaprzepaszcza swoją przyszłość, pod wpływem impulsu biorąc na siebie przewinę przyjaciółki. Szybka, niemal gorączkowa narracja w czasie teraźniejszym, świat oglądany jedynie w przebłyskach, państwo policyjne, przymusowa cisza nocna z obowiązkowo zamykanymi zasłonami.

W drugim wątku do tego samego miasta przybywa przemytniczka Mouth, której informatorką jest Bianca. Dowiadujemy się, że na planecie istnieje inne miasto ludzkie, z zupełnie innymi zasadami i nawet własnym językiem. To Argelo, the City that Never Sleeps. Mimochodem również wzmiankowana jest Ziemia, z której przybył statek macierzysty, ufundowany przez rodziny pochodzące z siedmiu miast - państw, z których największym był Zagrzeb.

Gatunkowo jest to podobne do "Piątej pory roku". Coś tu można dostrzec z "Piątej głowy Cerbera": atmosfera skolonizowanej planety, na której kultywuje się niektóre stare obyczaje, przerobione nie do poznania, nie bardzo wiedząc dlaczego. Mouth jest zszokowana tym, że w Xiosphant ludzie bezustannie mierzą czas, że są potrawy jadane zaraz po opadnięciu zasłon, a inne tuż przed, że te nieuzasadnione w obecnych warunkach zasady są obsesyjnie pilnowane przez policję. To jeden z głównych tu tematów. Drugim są zaszłości z Mothership, gdzie ludzie z różnych kultur podróżowali w osobnych przedziałach, i nadal jedni drugim wypominają niedostateczny wkład w budowę statku i kolonizację. We wspomnieniach przewijają się wojny - jak się domyślamy, również toczone z tego powodu. Zatem ludzkość na nową planetę zabrała wszystkie swoje przywary, oczywiście. To samo widać w ich stosunku do krokodyli, które zresztą żadnymi krokodylami nie są. Anders wykorzystuje pomysł Tepper z "Trawy" i nadaje miejscowej faunie nazwy wywodzące się z Ziemi, zapewne idąc za pierwszym skojarzeniem, mamy więc kocie mleko czy drapieżne bizony. To jest oczywiście bardzo słuszny pomysł, ale przeczytawszy "Trawę" na świeżo miałam jednak wrażenie wtórności.

Pomysł farmwheels jest cokolwiek wątpliwy, nie wszystkie rośliny potrzebują cyklu dobowego, zwłaszcza że zostały genetycznie przystosowane do składu tutejszej ziemi, więc niby dlaczego nie do stałego oświetlenia. Zresztą w Argelo dają radę bez nich. Poza tym czyta się to świetnie, motywacje bohaterek uzasadnione, świat plastyczny, ale po "All the Birds in the Sky" odczuwałam na początku pewien niedosyt. Bardzo to klasyczna fantastyka - jeszcze jedna skolonizowana planeta, a obrót synchroniczny trudno uznać za oryginalny, choć nader trafne jest spostrzeżenie, że pojęcia dzień i noc oznaczają tu kierunki w przestrzeni, a nie czas. Zderzenie obyczajowości dwóch miast nieco naciągane: w jednym mierzenie czasu to obowiązek i świętość, jest obecne nawet w języku, w drugim z kolei nikt nie ma zegarka i trudno się na cokolwiek umówić (gdyby to była miejscowa kultura, to pomysł jest uzasadniony i interesujący, ale to są przecież ludzie). Nie rozumiem też, skąd dwa zupełnie różne języki, w dodatku inne od używanego na statku macierzystym. Założyciele Argelo wyszli przecież z Xiosphantu, musieli wtedy używać tej samej mowy, a w ciągu kilkunastu pokoleń nie było szansy na aż taką jej ewolucję. Brakuje tu poza tym jasnej intrygi, oglądamy raczej ewolucję bohaterek. Naprawdę wciągająco i dość zaskakująco robi się w okolicach ostatniej ćwiartki, gdzie się okazuje, że zmiennych w tej powieści jest więcej, niż na to wyglądało (choć oczywiście jasny od początku jest jcłlj yhqmv an Tryrg, gnx fnzb wnx bfgngrpmar cynal Ovnaxv). Pod koniec z każdym zdaniem ta powieść robi się lepsza. Jestem bardzo ciekawa, co Anders napisze dalej.

Interesujący jest tu również pomysł różnych walut przeznaczonych na różne cele, np. food dollars, trochę jak punkty różnego koloru w "Limes Inferior". Interesująco byłoby sobie wyobrazić to rozwiązanie w naszym świecie: choćby takie 500+ wypłacane w food dollars, żeby nie można było za nie kupić alkoholu.

2019-09-24 11:17:10 Komentuj (0)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Anglik w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem