Z londyńskiego metra

dees (10.06.2019, 15:01)
Lenka, bo z wyboru byłam z Wrocławia. Z urodzenia z Muranowa :)
Lenka (09.06.2019, 22:03)
Dlaczego ja zawsze myślałam, że jesteś z Wrocławia? Pozdrawiam z Muranowa :-)



---
Jest to biografia Perli Nirenstein, które to nazwisko nie należy do najbardziej znanych, ponieważ częściej używała nazwiska Pola Nireńska, a jeszcze bardziej znana była jako żona Jana Karskiego. Urodziła się w 1910 i mieszkała w Warszawie, w zamożnej rodzinie żydowskiej, w kamienicy przy Tłomackie. Teraz mieści się tam Żydowski Instytut Historyczny. Ze "Służących do wszystkiego" już wiedziałam, że w takich rodzinach bywały wówczas polskie służące, to mnie więc nie zaskoczyło. Bardziej mnie zaskoczyła informacja, że w Polsce było wówczas 160 kibuców, gdzie pracowały również żydowskie kobiety, syjonistki. I jak zwykle, moja wyobraźnia nie daje sobie rady, kiedy czytam o tym, jak żydowska była wówczas Warszawa, w tamtych właśnie rejonach, od Nalewek po park Krasińskich. Cała ta kultura bezpowrotnie zniszczona. Janusz Korczak ze swoimi sierotami chodził zbierać kasztany do parku Krasińskich, gdzie ja też chadzałam w dzieciństwie, pół wieku później. Ogród Saski (gdzie jeździłam na rowerze) był już polski, Żydzi nie mieli tam wstępu.

W roku 1923 doszło w Warszawie do masowych pobić Żydów (przyczyną była fałszywa propaganda - tak, wcale nie trzeba było w tym celu mieć internetu). Autorka przypomina potem, że w roku 1936 pojawił się pomysł wysłania polskich Żydów na Madagaskar (ówcześnie kolonia francuska), w 1937 pojechała tam nawet specjalna komisja badająca możliwości osiedleńcze, i sporządziła entuzjastyczny, szczegółowy raport. To jeszcze jedno dobitne przypomnienie faktu, że Żydzi dość powszechnie nie byli w Polsce mile widziani, a raczej uważani za problem. Wojna nic tu nie zmieniła, wspólny wróg wcale nie zjednoczył ofiar.

Inaczej niż zazwyczaj w biografiach, tu wyraźna jest obecność autorki, piszącej w pierwszej osobie o tym, że spędziła dzieciństwo na Muranowie (ja też), w jakich archiwach poszukiwała informacji, z kim się spotkała, gdzie była. Można to uważać za skażenie płynące z jej dziennikarskiego doświadczenia, ale podobało mi się, że widzimy tę część pracy nad książką, która na ogół jest ukryta przed okiem czytelnika. Ma się dzięki temu wrażenie obcowania z prawdą o bohaterce. Poruszył mnie zwłaszcza fragment, w którym to właśnie dziennikarka przynosi wiadomości o rodzinie w Polsce potomkom Nirensteinów mieszkającym w Izraelu.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani