Z londyńskiego metra

dees (17.05.2019, 15:17)
została wysłana do polskich wydawców, mam gorącą nadzieję, że wyjdzie tłumaczenie, bo jet naprawdę dobra!
bayumi (16.05.2019, 10:08)
no nieee, po angielsku... przeczytać przeczytam, ale co z tego, jak nic nie poczuję



---
Blog Miłość po 30 czytam od kilkunastu lat. Na początku autor wyśmiewał się z porad okołozwiązkowych, potem przeszedł na tematy bardziej osobiste, pozakładał (i pokasował) inne blogi, oraz stronę na fejsie. Przez cały ten czas śledziłam jego losy wiernie, ponieważ lubię ludzi szczerych i ładnie piszących po polsku. Co podziwiam, ponieważ mieszka od lat poza krajem, i co prawda w dobie internetu oraz ebooków utrzymanie kontaktu z językiem nie jest specjalnie trudne, nie przychodzi jednak samo z siebie, coś o tym wiem. Następnie okazało się, już parę lat temu, że autor będzie pisał książkę, ucieszyłam się więc bardzo i natychmiast postanowiłam się w nią zaopatrzyć, o czymkolwiek by nie była. W postanowieniu utwierdzały mnie informacje o wykonywanym przez autora researchu (bowiem ten polski Holender piszący po angielsku zdecydował się zająć Islandią sprzed stu lat), i o reagowaniu na uwagi redaktorki. Byłam przekonana, że osoba zwracająca taką uwagę na szczegóły, wyposażona w poczucie humoru, i generalnie umiejąca pisać, nie może napisać złej książki. Miałam rację.

Marzec 1920, Islandia. Gunnar jest mrukliwym kowalem, cierpiącym na ciężką depresję, pomaga mu lekarstwo (na receptę, ponieważ panuje prohibicja, ale on wcale nie jest alkoholikiem, w każdej chwili mógłby przestać, gdyby chciał, tylko akurat nie chce) i praca. Pojawia się u niego dziwny gość - Sigurd, z Ameryki, który skręcił kostkę. Gunnar wcale nie chce się nim opiekować, ten jednak przekonuje go pieniędzmi, których ma sporą kwotę. Podobno to spadek. Nie wiemy, dlaczego woli się pozbyć zasobów finansowych, a w zamian za to upewnić się, że nikt nie dowiedział się o jego pobycie u Gunnara. Ta zagadka wciąga. Jest jeszcze Brynhildur, która koniecznie chce wyjść za mąż, potencjał komiczny został tu świetnie wykorzystany. A w drugim wątku jest snuta przez Sigurda opowieść, o Arnarze, któy pojechał do Ameryki, tam poznał Juanę, i przywiózł ją do swojego zimnego kraju. Dla dziewczyny to szok kulturowy. A jeszcze są bracia Arnara: jego bliźniak Ingvar, ambitny pastor, i cierpiący na wrzody żołądka Bjarni. Oraz zamożna Gullveig, którą podejrzewają o bycie czarownicą. I cała wioska postaci: najbliższe to chyba jest "Tortilla Flat", miejscami prześmieszne, czasem dramatyczne.

Obydwa wątki wciągają natychmiast. Postaci są świetnie skonstruowane. Wbrew wszelkiej logice lubimy Gunnara i mu współczujemy. Islandia z początku XIX wieku odmalowana jest doskonale, a całość okraszona fantastycznym poczuciem humoru. Stylistycznie irytowały mnie tylko zakończenia rozdziałów w stylu "a ja wiem, co będzie dalej", ale to drobiazg w porównaniu z tym, ile razy byłam uczciwie zaskoczona, i ile razy wybuchałam śmiechem w całkiem nieoczekiwanych miejscach. Zwroty akcji są przy tym przemyślane i prawdopodobne, a nie żadne naciągane siostry bliźniaczki rozdzielone przed urodzeniem, ani zasuszone staruszki, tu znacząco patrzę w stronę Kate Morton, która mogłaby się wiele nauczyć od autora. Miałam jedną wątpliwość: fxąq Neane jmvął grtb boprtb cemlfmłrtb gehcn? Ebmhzvrz, żr zhfvnł tqmvrś qnyrw, nyr wnx tb genafcbegbjnł? Autor bardzo uprzejmie udzielił mi wyjaśnienia, i teraz już wszystko mi się zgadza. 

Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani