Z londyńskiego metra

p. (26.10.2016, 09:24)
ds, jesli nawet przyjac, ze w 1975 Silverberg nie posiadal dzisiejszej wiedzy o mechanice kwantowej i losowym charakterze czarnych dziur, zakonczenie "Stochastyka" odbieram raczej w kategoriach sprytnej prowokacji niz deklaracji wiary w totalny determinizm. Oczywiscie, jest to tylko literatura, ale jak to swietnie ujal Steven Hawking, mowiac o przyszlosci wszechswiata, nie do konca zdeterminowanej prawami fizyki i parafrazujac slynny cytat Einsteina o Bogu, ktory nie gra w kosci : "God still has a few tricks up his sleeve" ;-)
dees (25.10.2016, 16:51)
p. hmm, zakończenie zostawia niepewność jednakowoż :)
p. (25.10.2016, 13:44)
"Stochastyk" to przede wszystkim ksiazka o tym, ze nie sposob zyc bez cienia niepewnosci i elementu przypadku. Bo jak powiadal Hugo Steinhaus przypadkowość jest nieograniczona, obejmuje takze prawidłowosc.

A Carvajal, ktory wie wszystko o przyszlosci z deterministyczna precyzja, bo porusza sie na odwroconej skali czasowej, placi za to najwyzsza cene.



---
Następną po "Umierając żyjemy" powieścią Silverberga był "Stochastyk" (1975), który jest utrzymany w dokładnie odwrotnej tonacji: entuzjastyczno-gorączkowej tam, gdzie poprzednia była pogrążona w melancholii. Każdy bohater posiada szczególną zdolność, różnią się jednak od siebie diametralnie. Stochastyk Lew Nichols jest przystojny, młody, żonaty z piękną Sundarą, i szaleńczo pewien siebie. Zajmuje się prognozowaniem przyszłości, bardzo długo w książce nie ma w tym niczego nadprzyrodzonego, używa po prostu komputerów (w książce nadchodzi rok 2000). Jego celem jest doprowadzenie do wygranej w wyborach prezydenckich Paula Quinna, poświęca się temu całym sobą, i dlatego kiedy spotyka jasnowidzącego Carvajala, uparcie usiłuje wyciągnąć od niego informacje dotyczące przyszłości, bardzo długo nie wierząc, że jest ona deterministyczna. Zresztą, to naturalna reakcja, oczywiście, że każdy postawiony przed tą tezą natychmiast spróbowałby ją obalić, i jeszcze raz, i jeszcze pięćdziesiąt. A jeśli ostatecznie uwierzyłby, co by się stało? Ted Chiang trzydzieści lat później napisał o tym krótkie, błyskotliwe opowiadanie "What's expected of us" ("Co z nami będzie"). W tle powieści rozpada się małżeństwo Nicholsa, nadchodzi nowe tysiąclecie, o wiele barwniejsze, niż rzeczywiście był ten początek, polityka jest równie skomplikowana jak zawsze.


To jest bodaj pierwsza powieść Silverberga, w której występuje kobieta pozbawiona cycków, a w zamian posiadająca osobowość (podejrzewam, że kobieta z biustem i charakterem nijak się w skadinąd pojemnej wyobraźni pisarza nie mieściła). Żona bohatera mianowicie. Autor nie całkiem wie, co z tak rewolucyjną koncepcją zrobić, każe jej więc w ramach uniezależniania się znaleźć sobie religię nakazującą wyznawczyni załatwić licencję prostytutki i popracować w tym charakterze. Ach, te nieodmienne fantazje Silverberga: jedyna rada to pokochać i wybaczyć. W każdym razie jest to kobieta szukająca pomysłu na siebie, co stanowi u niego zdecydowane novum.



Jestem oszołomiona tym, że jeden człowiek potrafił w ciągu raptem paru lat życia napisać tyle tak różnych, tak znakomitych powieści. I nawet nie mogę jak zwykle westchąć "ach - żeby napisał więcej", bo i przedtem i potem napisał więcej, dużo więcej, ale nic z tego nie było w połowie tak dobre. Zdumiewające.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani