Z londyńskiego metra




---
Wysoce irytująca jest tutaj drugoosobowa narracja, tym bardziej, że prowadzona wielowątkowo, z punktów widzenia trzech osób, ale wszystkie mówią do czytelnika per ty i w czasie teraźniejszym. Nie wiem po co, równie dobrze dałoby się opowiedzieć nieco bardziej klasycznie ten technothriller osadzony w bardzo bliskiej przyszłości. Ale jak już przejść do porządku dziennego nad tą manierą, czyta się świetnie. "Stan wstrzymania" był przed Stephensona "Reamde", pomysł jest tu bardzo podobny: włamanie do banku dokonuje się w grze sieciowej, i też mamy w efekcie solidne międzynarodowe zamieszanie, choć u Strossa nie szlajamy się po całym świecie, tylko zostajemy w Szkocji. Niepodległej, z euro w roli waluty, ale to chyba tylko dla Szkotów ma znaczenie, dla fabuły niewielkie. Wszyscy noszą okulary podłączone do Internetu i wzbogające rzeczywistość, taksówki są zdalnie sterowane, samochody jeżdżą na autopilocie, jednym z bohaterów jest programista gier. Część fabuły rozgrywa się w świecie gry, czyli poniekąd w sztafażu fantasy. Lubię Strossa. Gdybym to przeczytała przed "Reamde", byłabym zachwycona, a tak mam poczucie wtórności, choć absolutnie niezasłużone, wiem.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani