Z londyńskiego metra




---
- O, znowu ktoś czytał "Dworzec Perdido" i pozazdrościł - wymamrotałam do siebie zaczynając lekturę. Jesteśmy wprawdzie na Ziemi, ale między Jaffą a Tel Awiwem wybudowany został gigantyczny budynek, tytułowa Stacja Centralna, służąca lądowaniu statków orbitalnych. Ludzkość rozprzestrzeniła się bowiem na Układ Słoneczny, i w większości jest scyborgizowana, w sposób nieodróżnialny od magii. Można też mieć wszczepki ze sztuczną inteligencją, tzw. Innych. Powinniśmy być zatem daleko w przyszłości, ale z drugiej strony są pozostałości ery silników spalinowych, i ludzie, którzy pamiętają dawne czasy, choć musiało minąć przynajmniej kilka stuleci.

Bardzo dobra jest tutaj namacalność świata, oraz poczucie, że dla mieszkańców to całe połączenie techniki i magii to tylko zwykła codzienność. Aczkolwiek jak się czytało Mieville'a, to wrażenie wtórności długo nie przemija. Brakuje również akcji: nic się nie dzieje, oglądamy kolejnych bohaterów i fragmenty ich życia. Mamy cyborga zakochanego w kobiecie, przylatującą na Ziemię strigoi, cyfrową wampirzycę, cudowne dziecko wyhodowane sztucznie w laboratorium, budowniczego bogów, dosłownie wciągającą grę, i tak dalej. Pod koniec Tidhar chyba się zorientował, że przydałaby się ewentualnie jakaś fabuła, bo próbuje nagle wprowadzić zamęt. Nie jestem zachwycona, ale jest w tym świecie i sposobie narracji coś ciekawego.

Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani