Z londyńskiego metra

kaja (26.09.2017, 11:05)
duzo szczescia mlodej parze!



---
W sobotę byłam gościem na ślubie, zawsze chciałam zobaczyć, jak to wygląda na francuskich merostwach (na weselu bowiem już byłam). Pierwsze zaskoczenie przeżyłam, kiedy mer zaprosił dzieci do siebie za biurko, i w tej asyście odczytał prawne definicje małżeństwa, informując nas, że trochę nudzi, ale niestety musi to odczytać. Potem zapytał, czy są znane jakieś przeciwwskazania do zawarcia tego związku małżeńskiego, a nie widząc żadnych, zapytał pana młodego, czy chce pojąć tę oto pannę młodą. Kazał mu to potem powtarzać trzy razy, pod pretektem, że nie wszyscy usłyszeli, czy aby na pewno. Pannie młodej wystarczył raz.

Młodzi wymienili się obrączkami, a mer powiedział, że wprawdzie już mają obrączki, ale jeszcze nie są małżeństwem, dopóki nie złożą podpisów. Potem oznajmił, że w livret de famille jest 16 miejsc na wpisanie dzieci, ale gdyby zabrakło, to niech się nie wahają przyjść po kolejny, jest za darmo. Rzucił jeszcze parę żartów, potem jego urzędniczka odczytała akt ślubu. Wiedziałam już wcześniej, że francuskie zawierają adresy oraz zawody rodziców, to mnie nie zaskoczyło. Młodzi i świadkowie (po dwoje na osobę) złożyli podpisy pod aktem, i można już było składać życzenia nowej parze małżeńskiej. Na wyjściu dostaliśmy od świadkowej płatki róż (sztuczne) do obrzucenia młodych, a dzieci małe pojemniki z płynem do puszczania baniek mydlanych. Spodziewałam się po tej ceremonii większej powagi, ale całość wypadła bardzo sympatycznie.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani