DS magazine
Bertrand Russell

Sapkowski

W grudniowym numerze "Nowej Fantastyki" jest rozstrzygnięcie konkursu na opowiadanie ze świata wiedźmina, i zamieszczone zwycięskie, Piotra Jedlińskiego. Jurorzy piszą, że Grand Prix było jednogłośne, ponieważ to zupełnie jakby się czytało starego dobrego Sapkowskiego, i faktycznie. Styl, treść, forma, można niemal ulec złudzeniu. Rozmyślając potem o rzeźniku z Blaviken i czemu właściwie Geralt nie zabił Stregobora, sięgnąłam ostatecznie po "Mniejsze zło", tak z sentymentu.

Nie muszę pisać, co było dalej? Jak już przeczytałam "Mniejsze zło", to po pierwsze się zachwyciłam, jak to jest doskonale napisane. Po drugie przeczytałam zbiór do końca, jak już go miałam w ręce. Po trzecie zachwyciłam się jeszcze piętnaście razy, jak to jest cudownie napisane, każda postać jest pełnowymiarowa, ta królewna Pavetta, która się zachowuje dokładnie jak nastolatka, gapi w ziemię i odpowiada półsłówkami! Jak to jest pomyślane, zrobione i napisane, w każdym najdrobniejszym szczególe perfekcyjne. Jakie to jest lekkie, zabawne, śmieszne, poważne, z szerokim tłem politycznym i obyczajowym, z intrygami, momentami, i z puentą. Nie mam się do czego przyczepić. Ewentualnie do końcówki "Miecza przeznaczenia", która jest słabsza, ponosi go trochę egzaltacja, choć kogo by nie poniosła. Spotkanie z Visenną jest niepotrzebnie przegadane. Za to jest Brokilon, driady, drugie prawo niespodzianki, i cała masa innych śliczności.

Jaki ten facet musiał być niewiarygodnie oczytany i utalentowany, żeby tak po prostu siąść i napisać te cudowne historie. Po czwarte przeczytałam zbiór od początku do końca, po piąte wzięłam "Miecz przeznaczenia", i zastała mnie nad nim północ, która nieuchronnie minęła, a ja bawiłam się doskonale, i była to zaledwie pierwsza z kolejnych północy. Kolejne numery niechybnie nastąpią, przepadło.

Wiedźmin kojarzy mi się również z tym, że będąc na studiach wyjechałam na weekend, a potem wróciłam i nie znalazłam na biurku czytanej aktualnie książeczki. Miała ją moja Matka.
- Mamo - wrzasnęłam oburzona i zdezorientowana - przecież to nie jest książka dla Ciebie! Oddawaj! - Oddała dość niechętnie, z półuśmiechem. Wrzasnęłam tak, wiedząc, że nie lubi i nigdy nie lubiła bajek. Nie namówiłam ją nigdy do Lema, właśnie z powodu elementu nierealności. Moja siostra odziedziczyła ten dziwny rys. Nie rozumiem tego, a ona pewnie nigdy nie zrozumie zachwytu "Gwiezdnymi wojnami" i Sapkowskim.

2017-01-19 09:08:11 Komentuj (2)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Anglik w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem