Z londyńskiego metra




---
Z powodu strajku poczty wezwanie do sądu otrzymałam z opóźnieniem, ledwie na tydzień przed wyznaczoną datą. Zorganizowałam się jakoś, i odpowiedniego dnia wyjechałam na drogę, ze świadomością, że jest kontynuacja strajku kolejarzy oraz straszne deszcze, które zalały drogi, część z nich została zamknięta (potem odkryłam, że poza tym wykoleił się RER, któremu ulewy podmyły szyny, na szczęście bez ofiar śmiertelnych). Wyszłam ze znacznym zapasem czasu, ale korki były tak potworne, że dojechałam na miejsce - to jest sąd administracyjny, 40 km od Paryża - z opóźnieniem. Poszłam tam jednak, i w drzwiach zderzyłam się z panem ochroniarzem, który radośnie poinformował mnie, że przecież to posiedzenie zostało anulowane. Spytałam, czy to dlatego, że żadna ze stron się nie zjawiła - nic z tych rzeczy, były opóźnienia w procedurze. Najzabawniejsze, chociaż wtedy zdecydowanie nie było mi do śmiechu, bo miałam przed sobą perspektywę powrotu 40 km w tych korkach i przez zamkniętą autostradę, najzabawniejsze otóż jest to, że na zawiadomieniu podają mi link i hasło do bezpiecznej strony w necie, gdzie są wszystkie informacje dotyczące sprawy. Dlaczego nie można było tam umieścić informacji o anulowaniu - nie wiem.

Następnie tego samego dnia otrzymałam informację, że mam uzupełnić papiery o nowy paszport dziecka. Nie zrozumiałam zupełnie, czego ode mnie nagle chcą, bo przecież całe dossier zostało przyjęte w piątek, więc oddzwoniłam. Okazało się, że zdjęcie: wykonane w automacie na miejscu, oznaczone przez automat jako conforme (odpowiadające normom), i bez uwag przyjęte przez pana urzędnika, który za swoją pracę pobiera zapewne pensję. Jednak ostatecznie zdjęcie wymogów nie spełnia, i powinnam dostarczyć nowe.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani