Z londyńskiego metra




---
Żadnych dat. To nie tyle biopic, co złożony z impresjonistycznych scen musical osnuty na życiu Eltona Johna, który w dzieciństwie był nieśmiałym, tłustawym Anglikiem w okularach, i doprawdy ostatnią rzeczą, której można by się spodziewać, to że zostanie gwiazdą rocka światowego formatu. Albo właśnie pierwszą, bo tak to jakoś w życiu się układa, że dzieci kochane i wspierane wcale nie osiągają tego, co te odrzucane i wyśmiewane. Pytanie jeszcze tylko o cenę, jaką za to płacą. Niezbyt oryginalne spostrzeżenie, ale to pod wpływem filmu, który składa się z banałów i kiczu, więc pasuje doskonale do bohatera. O faktach można sobie doczytać, a pokazanie tego, co przecież wszyscy znamy, wyszło twórcom nieźle. Z drugiej strony chciałabym jednak zobaczyć to, co czyni Eltona Johna Eltonem Johnem: szlachectwo, przyjaźń z księżną Dianą, działalność charytatywną i tak dalej. Tymczasem dostajemy standardową opowieść o surowym ojcu (według brata przyrodniego to zupełna nieprawda, podobno mieli dobre kontakty), zimnej matce, pragnieniu miłości, poszukiwaniu tożsamości, fatalnie ulokowanych uczuciach, złym agencie, uzależnieniach. To mogłaby być biografia niemal każdej gwiazdy mniejszego czy większego formatu. Choć rozumiem, że ponieważ bohater żyje i ma się dobrze,a w dodatku figuruje w tym filmie jako producent, o obiektywność trudno. Za to malowniczość na ekranie była.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani