Z londyńskiego metra

dees (05.10.2015, 17:40)
niewiele. ok. aha. uhm. atojaprzepraszam.
p. (02.10.2015, 11:41)
tak, tez mam takie wrazenie, gdyz dziwnosci N. ujawniaja sie przy okazji promocji jej ksiazek ;-)


Hochet nie tylko nie czytalam, ale takze nie znalam , bo ja wogole niewiele czytam ...
dees (02.10.2015, 11:22)
czytałaś coś Hochet?
dees (02.10.2015, 11:19)
p. albo to część autokreacji...
p. (02.10.2015, 10:10)
szampan i wino leja sie u N. takze w realu. Czytalam gdzies, ze wyzwala na ubita (upita?) ziemie innego pisarza Yann Quefféleca, znanego z odpornosci na przyswajany alkohol. Zle sie to dla niej skonczylo, o czym sama opowiada w krazacych po necie wywiadach.



---
Zawsze ceniłam nieoczywiste poczucie humoru Nothomb, ale to wydana w zeszłym roku "Pétronille" pierwszy raz sprawiła, że autentycznie turlałam się ze śmiechu co parę stron. To jej najzabawniejsza książka, leciutka jak bąbelki szampana, a porównanie nie bierze się znikąd - ten trunek leje się tu strumieniami. Akcja zaczyna się bowiem od momentu, w którym początkująca powieściopisarka Amélie Nothomb, świeżo po przeprowadzce do Paryża szuka około roku 1997 kompana do picia. Picia szampana właśnie. Znajduje swoją czytelniczkę Pétronille, wówczas studentkę, i zawiązuje się między nimi przyjaźń. Z Pétronille, specjalistki od Szekspira i jemu współczesnych, wyrośnie niezła pisarka, panie pojadą razem na narty do miejscowości Acariaz (istnieje stacja narciarska Avoriaz, a acariens to po francusku roztocza, na które Pétronille okaże się uczulona). Nothomb jedzie pierwszy raz w życiu do Londynu, aby przeprowadzić wywiad z Vivienne Westwood, która bynajmniej nie przyjmuje jej po królewsku. Bawiłam się znakomicie.

Są w tej powieści fakty prawdziwe i weryfikowalne: Nothomb faktycznie przeprowadziła wywiad z Westwood, zgadzają się też daty wydania jej książek. Są rzeczy absolutnie zmyślone, i nawet nieszczególnie prawdopodobne. Są rzeczy oparte na faktach, ale poprzekręcane. Pierwowzorem Pétronille jest powieściopisarka Stephanie Hochet, Nothomb zachowała chronologię jej książek, ale poprzeinaczała ich tytuły. Po lekturze nasuwa się pytanie o rozgraniczenie między prawdą i fikcją. Czy jest do czegokolwiek potrzebne? Czy ściśle trzymająca się faktów biografia Stephanie Hochet byłaby w jakiś sposób lepsza, wartościowsza - prawdziwsza w końcu? Dopuszczam też do siebie myśl, że Nothomb chciała sprawdzić, czy takie napisanie przez nią o książkach przyjaciółki wpłynie na popularność i karierę tej ostatniej. Pasuje do niej taki eksperyment. Ja w każdym razie zamierzam przeczytać coś Hochet.

Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani