Z londyńskiego metra




---
Tomik wydany przez WL w sierpniu zawiera dwa długie opowiadania. Pierwszym, krótszym, jest "Profesor Andrews w Warszawie", i jak tytuł wskazuje, profesor Andrews, przedstawiciel jednej z ważnych szkół psychologicznych, leci z Londynu do Warszawy. Jest grudzień, na lotnisku odbiera go dziewczyna o imieniu Gosha, zawozi do mieszkania. Nazajutrz jest niedziela, profesor budzi się, widzi na ulicy czołg, telefony nie działają, nie zna polskiego, nie wie o co chodzi i co się dzieje, w sklepie są wyłącznie słoiczki z musztardą i butelki przezroczystego płynu, który okazuje się octem. Jego wyobcowanie jest totalne, a czytelnik doświadcza swoistego rozdwojenia: z jednej strony wczuwając się w sytuację bohatera, zagubionego w egzotycznym niezrozumiałym miejscu, a z drugiej strony doskonale wiedząc, o jakiej niedzieli mowa, i co się wtedy wydarzyło.

Dłuższym tekstem jest "Wyspa", poprzedzona wstępem, z którego wynika, że narrator wysłał swoje zwierzania autorce z prośbą, alby zrobiła z tej "opowieści fikcję: wystarczy umieścić ją w tomie jakichś opowiadań, możliwie najbardziej fantastycznych". W 1944 dotarł do Grecji i miał płynąć do Palestyny, ale ich statek został storpedowany. Ratuje się tylko bohater, dopływający do wyspy. Następuje długi opis życia Robinsona. Potem pojawia się z pozoru pusta łódź. Jak zwykle Tokarczuk: subtelne i niepokojące.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani