DS magazine
Bertrand Russell
Pożeglować do Bizancjum
Będę musiała zaraz wypluć, co rzekłam, że niby Silverberg nie napisał już nic w połowie tak dobrego, sięgnęłam bowiem po zbiór opowiadań "Pożeglować do Bizancjum". Sięgnęłam nonszalancko z myślą "och, czytałam te opowiadania przecież z dziesięć razy i wszystko wiem". Otóż nie. Jasne, tytułowe faktycznie znam dobrze, zbiór zawiera też kilkakrotnie przeze mnie czytaną "Rodzimy się z umarłymi" (Nebula 1975), przedziwną mikropowieść, w której zmarli są ożywiani i prowadzą ciekawe życie, pozbawieni jednak uczuć, które mieli za życia. Niestety bohater, mąż nagle zmarłej w wypadku Sybille, nie umie się z jej śmiercią pogodzić, za wszelką cenę chce ją odzyskać. Jest tu coś z mitu o Orfeuszu i Eurydyce, jest dziwna poetyczność, jest nastrój, a jednak Silverbergowi zabrakło entuzjazmu czy pomysłu, żeby rozwinąć to w pełnowymiarową powieść. Chyba rozumiem dlaczego: tematyka wymagała zachowania dystansu i chłodu, autor nie mógł się poratować swoją zwyczajową rozbuchaną witalnością i to mu przeszkadzało. W ogóle wpadł w starą pułapkę: nie da się pozbawić ludzi uczuć i czegoś na tym budować, to zwyczajnie nie jest możliwe (film "Equilibrium" też się tu rozbija i jestem przekonana, że czytałam coś jeszcze w tym duchu).

Pierwszy w zbiorze jest "Gilgamesz na Pustkowiu" (Hugo 1987, nominacja do Nebuli 1986), który wzbudził mój szczery zachwyt - nie czytałam tego, a to jest absolutnie prześliczna zabawka. Robert E. Howard i H. P. Lovecraft wałęsają się po Piekle, spotykają Gilgamesza, który pokłócił się z Enkidu, spotykają całą masę innych wielkich zmarłych, uczestniczą w ofensywie wojskowej, poznają szpiega Chińczyków Ernesta Hemingwaya: uczta. Napisana raczej dla zabawy niż w innym celu, jest to rzecz udowadniająca, że Silverberg miał również wielkie poczucie humoru, poza imponującą wiedzą historyczną i literacką.

"Pasażerów" (Nebula 1969) znałam, to Silverberga spojrzenie na klasyczny pomysł dotyczący obcych opanowujących nasze ciała, perfekcyjnie wykonane: mamy wszelkie szczegóły dotyczące społeczeństwa borykającego się z tym problemem, i możliwości związków międzyludzkich w takim świecie. Zakończenie jest przyjemnie przewrotne.

"Skrzydła nocy" (Hugo 1969, dla odmiany), pierwsze z trylogii opowiadań składających się na powieść, którą może kiedyś przeczytam, acz nie uwiodło mnie do końca. Ma w sobie coś z Wolfe'a. Jesteśmy w bardzo odległej przyszłości, wałęsamy się po Ziemi przekształconej niemal nie do poznania, ze zniekształconymi nazwami miast (Roum, Perris, Jorslem). Bohater jest Obserwatorem, stara się wykryć czy przewidzieć inwazję Obcych na Ziemię, towarzyszy mu zniekształcony wyrzutek pozaklanowy i młoda skrzydlata Szybowniczka. Domyśliłam się błyskawicznie, jaki będzie przebieg akcji, i kto jest kim, co mnie odrobinę zniechęciło, ale nastrój tego opowiadania jest niezrównany (porównanie do Wolfe'a to wyjątkowy komplement).

"Na scenę wkracza żołnierz. A po nim wkracza drugi" (Hugo 1990) to kolejna zabawka, w XXII wieku ożywiamy Pizarra i Sokratesa, każemy im prowadzić wyrafinowane dialogi, jest to trochę kontynuacja logiki "Gilgamesza" i kolejny raz pokazuje intelektualizm autora, gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości.

"Dobre wieści z Watykanu" (Nebula 1971): papieżem zostaje robot, który był kardynałem.
"Każda epoka ma takiego papieża, na jakiego zasługuje – zauważył dość ponuro dziś przy śniadaniu biskup FitzPatrick. – Papieżem na nasze czasy jest z pewnością robot"
"– Jest taki, jak wszystkie inne – odpowiedział Kenneth. – Błyszczące metalowe pudełko z kołami na dole i oczami u góry."
W rzeczywistości Jego Eminencja ma gąsienice, nie koła. W dyskusji bierze udział również rabin.

"Pożeglować do Bizancjum" (Nebula 1985): jest pięćdziesiąty wiek.
– Pięćdziesiąty wiek po czym? – pytał wielokrotnie, ale nikt z pozoru nie wiedział albo może nie raczył powiedzieć.
Charles został tu przeniesiony z roku 1984, nie wiadomo jak ani po co, podróżuje jak inni między miastami, które powstają i znikają, nie może naraz być więcej niż pięć, innych ograniczeń nie ma, Timbuktu, Asgard, Aleksandria. A potem zburzą i powstanie Bizancjum, czemu nie, skoro mogą. Coś tu z NFR Lema. Olśniewa przepych strojów, jadła, napitków, rozrywek stworzonych dla przyjemności kasty obywateli, wśród których dlaczegoś znalazł się ten przybysz z przeszłości. A ostatecznie jest to jednak historia miłosna.


2016-11-23 11:12:56 Komentuj (6)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Angol w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem