DS magazine
Bertrand Russell

"Pokora" Szczepan Twardoch

Narratorem jest Alois Pokora, w październiku 1918 roku leutnant w 6 Batalionie Pionierów Śląskich, aktualnie na froncie wojennym. "Od sierpnia jesteśmy w odwrocie, teraz tylko kąsamy, jak cofająca się bestia, bo tym właśnie jesteśmy, zębami i pazurami wielkiej bestii, Behemota osaczonego przez francuskie, brytyjskie, nowozelandzkie, amerykańskie i Bóg jeszcze raczy wiedzieć jakie psy. Osaczony Behemot, niemiecki smok, właśnie kłapie paszczą, tym jest nasz cichy marsz, ale za nami wnętrzności bestii toczy straszny rak, zapychają się tętnice linii kolejowych, rozchodząca się po ciele krew roznosi coraz mniej substancji odżywczych, kurczy się przewód pokarmowy, organizm, którego częścią jesteśmy, gnije, a jego, nasz, mózg ogarnia powoli ciche szaleństwo." Podrywa swój oddział do walki, i wspomina, przemawia do swojej ukochanej Agnes, widzi śmierć przyjaciela, i przemawia w myślach do Agnes, obrywa w głowę odłamkiem, zapada się w ciemność, i z ciemności do nas i do Agnes wspomina swoje dzieciństwo. Spędzone w Nieborowitz, gdzie lokalny proboszcz odkrył, że ten dziesięcioletni chłopak jest bardzo bystry, błyskawicznie się uczy, i mógłby go czekać lepszy los, niż jego ojca i braci górników. Alois dąży więc do stania się dobrym Niemcem, idzie na studia do Breslau, gdzie ma okazję wybrania strony polskiej w nadchodzącej wojnie, jego najlepszy przyjaciel Dionizy Braun namawia go do wyjazdu do Krakowa, lecz bohater odrzuca propozycję.

Okazuje się, że narrator jednak nie przemawia do nas pośmiertnie, co w przypadku tego autora nie byłoby niczym nadzwyczajnym; wojna się kończy, zdezorientowany bohater budzi się w szpitalu w Berlinie, nie ma niczego, nie ma dokąd pójść. To jest właściwy temat powieści: krajobraz po przegranej bitwie (a w ostatecznym rachunku wszystkie są przegrane). Chaos. Walki o nowe państwo. W przypadku Aloisa również poszukiwanie tożsamości. Rewolucjoniści żądają przyłączenia się do Rosji, powstaje nowa partia narodowa. Pokora nie wierzy w komunistyczne hasła, nie wierzy już w nic. "Ja jestem niczym. I nikim. Jestem kompletnie wyalienowany ze swojej klasy społecznej, nieprzyjęty też do wyższej, do żadnej innej. Wyrwany rodzinie, Kościołowi, kopalni, parafii, wyrwany ze wsi, przesadzony do miast, gdzie nigdy nie zapuściłem korzeni. Wyrwany ze Śląska, połknięty przez wojnę, która wysrała mnie tu, w Berlinie, mieście zimnym, okrutnym i obojętnym, mieście, które nie zważa na ludzkie życie. Czytaliście, towarzysze, Durkheima, czy Hegel i Marks to wszystko? Jestem niczym i nie potrzebuję niczego, ani państwa, ani rewolucji, ani porządku. Jestem czystą anomią. Chaosem. Opowieścią idioty, pełną gniewu i wrzasku."

Wybór epoki jest oczywisty, analogie do naszego tutaj i teraz nie wymagają długich rozmyślań (kolejna niesubtelna książka na niesubtelne czasy?). Ba, w Berlinie panuje grypa hiszpanka, ludzie noszą maseczki. Róża Luksemburg wzywa do obalenia burżuazji, jak dzisiaj wzywa się do obalenia korporacji i kapitalizmu. Smilo, pragnący z czystą porządną niemiecką dziewczyną płodzić niemieckie dzieci, w rzeczywistości homoseksualista, też brzmi znajomo. Troska o to, czego chcą masy pracujące, pragnienie stworzenia lepszego świata dla wszystkich: wiemy, do czego to wszystko zmierzało wtedy, a ciągle łudzimy się, że teraz żyjemy w innych realiach.

Nie tak mocna jak "Morfina", nie tak zapierająca dech jak "Król", nie tak interesująca konstrukcyjnie jak "Królestwo", jest to oczywiście przepiękna językowo, świetna rzecz o chaosie. O tym, że historia nie ma żadnego głębszego sensu, doszukiwanie się logiki jest bezsensowne, ślepa machina dziejów przetoczy się po człowieku i go zmiażdży, nawet nie zauważając. Nie ma znaczenia, czy płyniemy z prądem, czy mu się przeciwstawiamy, i tak ostatecznie wygra przypadek. I nie ma co liczyć na to, że uda się podjąć właściwe decyzje, w obliczu molocha przemian dziejowych żadna nie jest wystarczająco słuszna. A już zwłaszcza, jeśli pochodzi się z obszaru pomiędzy, na którym ścierają się różne wpływy i siły, jeśli jest zawieszonym pomiędzy językami i warstwami społecznymi, nigdzie naprawdę u siebie. Zaskoczyło mnie przelotnie, że Alois nie jest sympatyczniejszy, skoro ma reprezentować broniony przez autora Śląsk, po czym się zreflektowałam - Śląsk po prostu istnieje, jest tworem szalonych, chaotycznych, wielkoskalowych przemian dziejowych, dlaczego niby miałby się uśmiechać i zasługiwać na czyjekolwiek ciepłe uczucia. Od Aloisa wszyscy nieustannie wymagają, żeby wybierał, opowiadał się po jakiejś stronie, przyłączał, wykonywał polecenia, robił to, czego się od niego żąda; wymagają pokory. A on nie chce.

2020-10-16 14:06:11 Komentuj (0)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Anglik w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem