Z londyńskiego metra




---
Podsunęła mi ten tytuł dawna blogowa znajoma, która się specjalizuje w literaturze dla dzieci, i której ufam tak bardzo, że kupiłam w ciemno (zresztą było nas więcej i wyrywałyśmy sobie wzajemnie używane książki na portalu, gdzie takie są sprzedawane). Żałuję tylko, że nie znałam tego zbiorku, kiedy byłam dzieckiem, ale nawet czytanie go teraz własnemu potomkowi dostarczyło mi wiele radości.

Aiken korzysta ze znanych pomysłów, ale je uwspółcześnia (to lata 60-70) i ożywia własną narracją i wyobraźnią. Jest tu chłopiec mieszkający w ogromnym zamku, gdzie przypadkiem odkrywa komnatę, w której rośnie gigantyczne drzewo. Jakby to nie wystarczyło, w jego gałęziach żyją ludzie. W innym opowiadaniu bohater daje ogłoszenie o zamianie pokoju na wsi na pokój w mieście. Zgłasza się pani, która tę zamianę traktuje dosłownie, i bohater odkrywa, że jego sypialnia zamieniła się w pomieszczenie z widokiem na egzotyczne miasto. W dodatku znajduje się tam tajemnicze jajo. W kolejnym tekście domokrążny handlarz jajek ma ze sobą stado oswojonych gołębic, które na zawołanie składają jajka, ale to dopiero wstęp do historii, w której bohater odkrywa tajemniczy dom z wystraszoną gospodynią. Jeszcze dalej jest była tancerka baletowa, która pośliznęła się na skórce od banana, straciła nogę, i rzuciła klątwę, żeby nikt już nie mógł wystawić tego baletu. Odwiedza ją dziennikarz proszący o zdjęcie klątwy. I tak dalej, wyobraźnia autorki nie zna granic, a postaci są realistyczne i barwne. Wszystko kończy się dobrze, co sprawia, że można te opowieści bezpiecznie czytać dziecku. Zło jest ukarane rzeczowo i bez zbędnego okrucieństwa.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani