Z londyńskiego metra

dees (01.01.2021, 11:26)
A.I. ja też.
A.I. (31.12.2020, 20:59)
Zazdroszczę mu ogromnie, że urodził się na tyle wcześnie, by widzieć to, co dziś już - na skutek niszczycielskiej działaności człowieka - nie istnieje albo czego są resztki. Jeszcze wtedy nie było aż tylu zagrożonych gatunków, jeszcze było przed wieloma katastrofami przemysłowymi, jeszcze było nie zadeptane tu czy tam...



---
Są to zapiski z lat 1954–1964, robione na bieżąco, po czym przeredagowane i wydane w jednym tomie na początku lat 80. Jest tutaj wstęp z maja 2018, sir David miał już zatem po 90, w którym w paru akapitach autor uświadamia, jak wiele się zmieniło przez te sześćdziesiąt lat, z jakimi problemami mieli do czynienia wtedy, i jak wspaniały, egzotyczny świat było im dane odkryć. Nieco mniej tu o zwierzętach niż w poprzedniej książce, Attenborougha i telewizję BBC zafascynowali bowiem ludzie, i ich życie oraz rozmaite rytuały. Czyta się to absolutnie cudownie, autor ma bowiem ogromny szacunek zarówno dla zwierząt, jak i dla ludzi, nie ma tu ani cienia wyższości wobec żyjących na obrzeżach cywilizacji, jest ciekawość i wnikliwość. Można się rozmarzyć, czytając niezrównane opisy przyrody oraz gościnności ludzkiej.

Zaczynamy od wyprawy na Nową Gwineę w celu filmowania rajskich ptaków. Niestety zdjęcia w książce, przynajmniej w ebooku, są czarno-białe, wielka szkoda, choć na końcu jest trochę kolorowych, a niezwykle plastyczne opisy autora nieco rekompensują swoim autentycznym zachwytem, i oczywiście można w gugla wrzucić hasło "cudowronki". Pojawia się tutaj również przeuroczy wątek kakadu Cocky, która natychmiast podbiła serce sir Davida - miał nadzieję, że londyńskie zoo nie będzie jej chciało i będzie mógł ją zatrzymać. Po powrocie okazało się, że zoo jednak chce, ale Attenborough i tak ją zatrzymał.

Później wracamy nad Pacyfik, już w celu filmowania żyjących tam plemion. Na wyspie Pentecost (Vanuatu - ówcześnie Nowe Hebrydy) bohater ogląda ceremonię skoków na lianach ze specjalnie budowanych w tym celu trzydziestometrowych wież. Parę lat temu widział to mój znajomy, i oczywiście w internecie łatwo teraz wyszukać odpowiednie filmy, ale w latach 50-tych musiała to być niesłychana egzotyka. Autor pisze, że jednego skoczka opuściła całkowicie odwaga: zszedł z wieży nie oddając skoku. Opisuje też ceremonię picia kavy, o czym czytałam u Troosta, ale w zupełnie innym stylu. Później są fascynujące rozdziały o kulcie cargo. Na wyspie Tannie autor tropi legendarnego przywódcę kultu, Johna Fruma, oraz wspina się na czynny wulkan.

W księdze drugiej przenosimy się na Madagaskar, gdzie szukamy z autorem indrisów, czyli jedynego gatunku lemura bez ogona, a w ogóle lemury są przodkami małp, czyli również ludzi. "Indri" w rzeczywistości oznacza po malgasku „Spójrz na to”. Przy okazji autor rozwodzi się nad malgaskimi nazwami miejsc. Mam trochę znajomych tego pochodzenia, zawsze mnie zachwycały ich niewiarygodnie długie nazwiska. Dowiadujemy się też, że na Madaskarze do niedawna żyła odmiana gigantycznych strusi (Aepyornis), prawdopodobnie około 3 metrów wysokości, nadal można tam znaleźć resztki skorup ich jaj.

Ostatnia księga to Australia północna, tamtejsze ptaki, warany, ostrzeżenia przed dzikimi bawołami ("Żeby uzyskać bliskie ujęcia, bez zaśmiecających kadr gałęzi i krzewów, powinniśmy znaleźć się naprawdę blisko tych zwierząt, lecz ani bawoły, ani my nie za bardzo pragnęliśmy takiej sytuacji."), oraz jaskinie z malowidłami Aborygenów. Odkrywszy tę sztukę autor wypuszcza się na wyprawę w poszukiwaniu tych, którzy jeszcze ją wykonują, i oczywiście znajduje. Z zapartym tchem czyta się relacje z oglądania sposobu życia tych, którzy jeszcze nie tak dawno potrafili przeżyć w buszu. W najwymyślniejszej fantastyce nie ma takich opowieści.

*
Tak wyszło, że ten dziwny rok, kiedy nie można było zbyt często wychodzić z domu, zamykam lekturą podróżniczą. Oby to było dobra wróżba na 2021.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani