DS magazine
Bertrand Russell
Pani wyrocznia
Po Bator musiałam wrócić do "Pani wyroczni", kolejny imperatyw kategoryczny, z którym się nie dyskutuje. Czytałam ją wielokrotnie w nastolęctwie; zachowałam dobre wspomnienia, ale do tej pory nie wpisałabym raczej tej książki na listę najulubieńszych. W tym większym szoku byłam, kiedy w trakcie lektury uświadomiłam sobie, jak straszliwie na mnie wpłynęła. Ja nawet dziecko wychowuję myśląc o niej, chociaż nie pamiętałam, że to właśnie ta powieść. Mam co najmniej jej połowę zapisaną gdzieś w głębokich pokładach nieświadomości. Czułam się, jakbym odnalazła matkę, i wyjątkowo nie przesadzam. A to jest książka kanadyjskiej pisarki, z roku 1976, o życiu w Kanadzie w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, bohaterka jest z pokolenia mojej matki: co to wszystko niby mogłoby mieć wspólnego ze mną, urodzoną na innym kontynencie, w innej epoce, w innych realiach? Jakim w ogóle cudem? Jednak najwyraźniej ma wszystko, i dzisiaj w czasach internetów, fejsów, smartfonów i innych niezbędnych wynalazków, nadal czyta się doskonale.

Fabuła jest prosta, rudowłosa poczytna autorka romansów historycznych Joan pozoruje własną śmierć w wypadku, wyjeżdża za granicę pod inną tożsamością - jeśli dopiero co pisałam coś bardzo podobnego, to proszę o to winić panią Bator. Siedzi za granicą, tęskni za mężem, i wspomina swoją przeszłość, dalej mamy chronologicznie: dzieciństwo i młodość, przeplatane powieściowym teraz. Życie Joan było naznaczone otyłością, hodowaną na przekór matce perfekcjonistce. A kiedy już schudła, panicznie bała się, że mąż i inni dowiedzą się o tym, jaka była przedtem. Przed mężem ukrywa również swoje ulubione intrantne hobby, bo przecież gardziłby nią, gdyby poznał wstydliwą prawdę.

Ta książka jest o tym, jak pozwalamy siebie kształtować innym. Joan całe życie jest zależna od (czasem wyobrażonych) oczekiwań innych. Na samym początku matki, a potem kolejnych mężczyzn, podporządkowując się i wpasowując w ramki zanim jeszcze oni o stworzeniu tychże pomyślą. Kiedy Joan ucieka przed wszystkim, zamiast poczuć się wolna, okazuje się, że kompletnie nie wie kim jest. Uświadamia sobie, że teraz może wszystko, więc planuje kolejną ucieczkę. A kiedy już w tej fantazji ucieknie i zorganizuje sobie nowe życie, zobaczy siebie stojącą na parapecie okna, gotową do kolejnej dezercji.

Cenię Munro, ale to jednak był Nobel Atwood.

2017-01-24 09:12:23 Komentuj (3)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Angol w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem