Z londyńskiego metra

dees (25.01.2017, 09:04)
vienna, bator powinnaś chyba dziękować.

kaja, lady oracle.
kaja (25.01.2017, 08:22)
DS, jaki jest angielski tytul tej ksiazki? Bardzo chce mi sie przeczytac cos dobrego a akurat lece do SF (przez Waszyngton??!?)
vienna (24.01.2017, 18:45)
"Pani Wyrocznia" też na mnie wpłynęła. Aż sobie odświeżę lekturę, którą - w odróżnieniu od Ciebie - już dawno miałam wpisaną na listę najulubieńszych :) Dzięki za przypomnienie!



---
Po Bator musiałam wrócić do "Pani wyroczni", kolejny imperatyw kategoryczny, z którym się nie dyskutuje. Czytałam ją wielokrotnie w nastolęctwie; zachowałam dobre wspomnienia, ale do tej pory nie wpisałabym raczej tej książki na listę najulubieńszych. W tym większym szoku byłam, kiedy w trakcie lektury uświadomiłam sobie, jak straszliwie na mnie wpłynęła. Ja nawet dziecko wychowuję myśląc o niej, chociaż nie pamiętałam, że to właśnie ta powieść. Mam co najmniej jej połowę zapisaną gdzieś w głębokich pokładach nieświadomości. Czułam się, jakbym odnalazła matkę, i wyjątkowo nie przesadzam. A to jest książka kanadyjskiej pisarki, z roku 1976, o życiu w Kanadzie w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, bohaterka jest z pokolenia mojej matki: co to wszystko niby mogłoby mieć wspólnego ze mną, urodzoną na innym kontynencie, w innej epoce, w innych realiach? Jakim w ogóle cudem? Jednak najwyraźniej ma wszystko, i dzisiaj w czasach internetów, fejsów, smartfonów i innych niezbędnych wynalazków, nadal czyta się doskonale.

Fabuła jest prosta, rudowłosa poczytna autorka romansów historycznych Joan pozoruje własną śmierć w wypadku, wyjeżdża za granicę pod inną tożsamością - jeśli dopiero co pisałam coś bardzo podobnego, to proszę o to winić panią Bator. Siedzi za granicą, tęskni za mężem, i wspomina swoją przeszłość, dalej mamy chronologicznie: dzieciństwo i młodość, przeplatane powieściowym teraz. Życie Joan było naznaczone otyłością, hodowaną na przekór matce perfekcjonistce. A kiedy już schudła, panicznie bała się, że mąż i inni dowiedzą się o tym, jaka była przedtem. Przed mężem ukrywa również swoje ulubione intrantne hobby, bo przecież gardziłby nią, gdyby poznał wstydliwą prawdę.

Ta książka jest o tym, jak pozwalamy siebie kształtować innym. Joan całe życie jest zależna od (czasem wyobrażonych) oczekiwań innych. Na samym początku matki, a potem kolejnych mężczyzn, podporządkowując się i wpasowując w ramki zanim jeszcze oni o stworzeniu tychże pomyślą. Kiedy Joan ucieka przed wszystkim, zamiast poczuć się wolna, okazuje się, że kompletnie nie wie kim jest. Uświadamia sobie, że teraz może wszystko, więc planuje kolejną ucieczkę. A kiedy już w tej fantazji ucieknie i zorganizuje sobie nowe życie, zobaczy siebie stojącą na parapecie okna, gotową do kolejnej dezercji.

Cenię Munro, ale to jednak był Nobel Atwood.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani