Z londyńskiego metra

dees (16.06.2019, 19:46)
A.I. ja tak już miałam nie czytać o Poli Nireńskiej, i jakoś nie wyszło.
A.I. (16.06.2019, 11:29)
O tym filmie w Terezinie było na pewno w dzienniku czeskiej żydowskiej nastolatki o Holokauście... nie pamiętam tytułu, ale mam to gdzieś na półce. I tak, nie da się uciec od książek o Holokauście. Choć bardzo próbuję ostatnio, ale teraz ta Twoja recenzja... muszę przeczytać i tyle.
p. (13.06.2019, 18:47)
Tak słyszałam. Jest o tym wstrząsająca opowieść Jozy Karasa "La musique à Terezin" i Hany Volavkovej "I never saw another butterfly"
ds (13.06.2019, 14:56)
p, a o tym filmie kręconym w Terezinie słyszałaś wcześniej? ja byłam w szoku.
p. (13.06.2019, 14:15)
Czytając "Śmierć pięknych saren" nietrudno domyśleć się żydowskich korzeni autora. Nie znalam zupełnie jego historii z podpaleniem obory w Insbruku i choroby.



---
Mogę sobie postanawiać do woli, że nie będę już czytać o Zagładzie, a ona mnie i tak znajdzie. Chociaż czego się spodziewałam. Wojna kładzie się cieniem na biografii każdego człowieka urodzonego w wieku XX. Jeśli nie dotknęła jego samego, to jego rodziców lub dziadków. A już na pewno, jeśli nosi w sobie ślad krwi żydowskiej. Ota Pavel urodził się zaś w roku 1930 jako Ota Popper, z matki Czeszki i ojca Żyda, ale niepraktykującego. Ten miał natomiast w Trieście bogatego stryja, Leopolda Poppera, który stał się pierwowzorem Leopolda Blooma, tego bohatera najsłynniejszej powieści XX-wiecznej, który pewnego czerwcowego dnia włóczy się ulicami Dublina. Jego córka - kuzynka zatem Oty Pavla - była natchnieniem dla postaci Molly, tej od monologu końcowego, James Joyce był bowiem w Trieście jej nauczycielem angielskiego. Świat jest mały i zaskakujący.

Wracając natomiast do kwestii żydowskiej, rozumiem - w żaden sposób niczego nie usprawiedliwiając - że w przedwojennej Polsce Żydzi byli wyraźnie widoczni, odmienni, kłuli w oczy odrębnością. Natomiast w Czechosłowacji sytuacja miała się zgoła inaczej: dzięki świeckości państwa już na początku wieku połowa Żydów uważała się za Czechów albo, o zgrozo, za Niemców. Nie bardzo nawet wiedzieli, że są w jakiś sposób inni. Nie było tam w związku z tym antysemityzmu, dopóki nie pojawił się w sąsiednich krajach około 1937. Wtedy zaczęto przebąkiwać o rozwiązaniu tej kwestii, a kiedy weszli Niemcy, nic już do gadania nie było.

Mieli matkę aryjkę, więc dwaj starsi synowie Leona Popppera trafili do getta dość późno. Dzięki temu przeżyli. Jiří do Auschwitz wywieziony zostali ostatnim transportem, jesienią 1944. Przeszedł przez selekcję doktora Mengele, potem trafił do Mauthausen. Wrócił, ale w strasznym stanie. W tym czasie nieletni Ota został z matką. Nie umiem sobie nawet wyobrazić, co musiał przeżywać nastolatek, odkrywający cierpienia braci i ojca z powodu pochodzenia, o którym wcześniej nawet nie myśleli. Kaczorowski podkreśla tę kwestię, w niej bowiem upatruje źródła późniejszej choroby psychicznej pisarza. Był leczony już w wojsku, mając 21 lat, ale katalizatorem późniejszych poważnych problemów było powiedzenie przez hokeistę "Do gazu, Żydzie". Nazwisko natomiast rodzina zmieniła w roku 1955. Wtedy pisarz poznał swoją przyszłą żonę (zresztą starszą o 6 lat i mającą już dwóch synów).

Jest tutaj przejmujący i zdumiewający fragment o tym, jak w getcie w Terezinie w czerwcu 1944 (!) roku nakręcono film propagandowy na użytek Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Niency chcieli udowodnić, że Żydom żyje się tam świetnie. Do końca roku większość aktorów zginęła w Auschwitz, a jedną z pierwszych ofiar był reżyser filmu.

Byłam przekonana, że Ota Pavel popełnił samobójstwo. Okazuje sie, że wprawdzie o tym często myślał, ale jego przedwczesna śmierć była wynikiem nieleczonych skutków ubocznych litu, który wtedy był nowym lekiem na dwubiegunówkę. Pomógł pisarzowi, pozwolił mu napisać "Śmierć pięknych saren" - ale ostatecznie odebrał mu życie.

Dobrze się czytająca, miejscami nieco chaotyczna biografia, w której - podobnie jak u Kostyrko - widać autora, czasami w reportażowym stylu relacjonującego, jak spotykał ludzi i oglądał miejsca związane z bohaterem. Podoba mi się ten chwyt, chociaż nieco bym to zredagowała, niekoniecznie musimy wiedzieć, że autor odwiedzał te miejsca z Mariuszem.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani