Z londyńskiego metra




---
Było różnie, jak w życiu. W liceum był historyk, który oceniał po nazwisku. Kolega, który miał iść na prawo, miał u niego piątki, ja najwyżej czwórki: raz porównywałam nasze klasówki, u mnie było więcej szczegółów, za to ocena słabsza. Ale być może wiedział, że historia mnie nie interesuje (teraz żałuję), a kolegę i owszem. Była ukochana matematyczka w podstawówce, umarła na raka, to był pierwszy pogrzeb, na jakim byłam. Była polonistka oceniająca mnie za nazwisko ojca. Był polonista licealny, który potem zajął się pisaniem kryminałów. Był nawiedzony fizyk, który organizował konie i narty, i kazał nam czytać Resnicka i Hallidaya zamiast uczyć; ale z fizyki egzamin wstępny na studia zdałam lepiej niż z matematyki. Do dzisiaj pamiętam piątkę z klasówki u niego. Była cudowna rusycystka w podstawówce i surowa w liceum, która języka mnie oduczyła, chociaż wymagała dużo, a ja miałam dobre stopnie. Do dzisiaj nie wiem, czy to był celowy sabotaż, czy fatalny program. Był biolog licealny, który wprowadził szalenie skomplikowany system oceniania, i który co sobota organizował wycieczki za miasto, a w lecie obozy w górach. Do obozów dostawał jakieś takie dofinansowanie, że raz wyszłam na zero. Nie interesowało mnie wtedy kompletnie, czy ma rodzinę (zdaje się, że miał), i co oni na to. Był oślizgły peowiec, który nie znał się na niczym poza manipulowaniem, lawirowaniem i podlizywaniem się, na tym za to tak dobrze, że został wicedyrektorem. 

Moja Matka była z wykształcenia pedagogiem, pracowała przez chwilę w szkole (w Wołominie zresztą), przed moim urodzeniem. Teraz sobie uświadamiam, że właściwie nie wiem, dlaczego potem wolała być urzędniczką ministerialną - łatwiej, lepsze zarobki, większy prestiż? Szkoda, że nie mogę Jej już zapytać.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani