Z londyńskiego metra




---
Chilijski reżyser Miguel Littín został wygnany z kraju przez Pinocheta, bez prawa powrotu. Po dwunastu latach na wygnaniu postanowił wrócić i nakręcić tam film, ale w przebraniu urugwajskiego biznesmena. Jest rok 1985 (książka ukazała się rok później, a w Chile 15 tysięcy jej wydań zostało spalonych), relacja zaczyna się od zmiany wyglądu. Reżyser musi schudnąć 10 kg, przefarbować włosy, dostaje również fałszywą żonę, Elenę - działaczkę ruchu oporu. Problemem jest tylko jego śmiech, podobno tak charakterystyczny, że musi zachować kamienną twarz przez cały pobyt w ojczyźnie. Na miejscu odnajduje kraj pod dyktaturą oraz trzy całkowicie legalne ekipy filmowe, które będą kręcić materiał według wskazówek Littína. Rzecz się czyta jak najlepszą sensację, to zupełnie nie jest styl Marqueza znany ze "Stu lat samotności", raczej reportaż, zwięzły, sprawny i precyzyjny. Wciąga bardzo.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani