Z londyńskiego metra

dees (28.10.2016, 09:30)
Iskra, mniej więcej wiem i dlatego nigdy nie doczytałam cyklu porządnie, co czynię teraz, acz nie wiem, w którym momencie porzucę. W Mówcy w każdym razie jest to po prostu ciekawie pokazany inny punkt widzenia.
Iskra (27.10.2016, 17:35)
Obawiam się, że brany na poważnie katolicyzm to był pierwszy indykator tego, że autorowi odjeżdża peron. Obecnie jest wyznawcą jakiejś sekty, nie pamiętam jakiej. Niestety wpłynęło to negatywnie na jego książki, zwłaszcza te ostatnie.



---
Wspaniała rzecz, napisana ledwie rok po "Grze Endera", bardzo odmienna w tonie. Zabawne, że czytałam ją zaraz po "Świecie Rocannona", i chwilami musiałam sobie przypominać, że to przecież wcale nie Le Guin, chociaż tak wygląda. Są ansible, podróże międzygwiezdne z zachowaniem efektów relatywistycznych, a przede wszystkim inne kultury. Na Lusitanii w małej kolonii ludzkiej naukowcy próbują ostrożnie badać prosiaczki, niezbyt rozwiniętą rasę rozumną. Narzucone im zasady surowo zabraniają ujawniać obcym szczegóły kultury i techniki ludzkiej, oraz w jakikolwiek sposób wpływać na rozwój gatunku, co w żaden sposób nie ułatwia nawiązania kontaktu. Do tego dochodzi specyfika kolonii, na Licencji Katolickiej: biskup, klasztor, kuria, społeczność zakazująca życia na kocią łapę i wymagająca zawierania małżeństw. Prosiaczki w okrutny sposób zabijają swojego badacza, jego córka wzywa Mówcę Umarłych, Ender wyrusza w drogę, która zajmie mu dwadzieścia dwa lata czasu lusitańskiego, ale i tak się na miejscu bardzo przyda, nie mówiąc o tym, że wiezie królową kopca. Wnikliwe, olśniewająco pomyślane i poprowadzone, zasłużone Hugo i Nebula.

Po ochłonięciu irytujące jest tutaj po pierwsze upieranie się, że naukowcami mogą być trzynastolatki: bo ona jest zdolna, nauczyła się, zdała egzaminy, i hajda, już wszystko wie i od jutra może pracować. To oczywiście kontynuacja logiki "Gry Endera", o potrzebie fabularnej nie mówiąc, ale można było trochę ograniczyć tę przesadę. Po drugie stawianie Endera w roli mędrca absolutnego: bystrzy ludzie żyjący na miejscu przez całe dziesięciolecia nie odkryli tego, co Ender w ciągu jednego dnia, zarówno jeśli chodzi o prosiaczki, co o ich własne relacje. Jasne, przybysz z zewnątrz widzi zupełnie co innego, niż żyjący w tym od zawsze, to prawda, a Ender ma fantastyczne wspomaganie, ale mimo wszystko. Po trzecie irytujący jest ten brany całkiem na poważnie katolicyzm. Nie jestem pewna, co autor właściwie o tym myślał: z jednej strony prosiaczki odrzucają Nowy Testament, z drugiej nikt nie wyśmiewa konieczności zawierania małżeństw i radosnego rozmnażania się, po trzech tysiącach lat rozwoju ludzkości na stu planetach, serio? Zdaje się, że im dalej w cykl, tym gorzej, dlatego nigdy nie byłam jego wielbicielką i zresztą nie doczytałam całości, chociaż po tych dwóch pierwszych tomach nie całkiem to rozumiem. Świetne powieści. "Mówca" we wspaniały sposób mówi o szukaniu porozumienia, i akceptowaniu odmienności, nawet przejawiającej się w straszliwych na pozór czynach. "Nie osądzaj, póki nie zrozumiesz, a nawet wtedy się jeszcze zastanów", mówi Card. Oraz w końcu wiem, kogo parodiował Prachett tworząc imię funkcjonariusza Wizytuj Niewiernych Z Wyjaśniającymi Broszurami.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani