DS magazine
Bertrand Russell

Miasto cieni

Ransom Riggs twierdzi, że nie czytał Harry'ego Pottera, i nawet mu wierzę, co nie zmienia faktu, że w ten modny nurt magicznej fantasy dla nastolatków wpisał się doskonale. Jeśli mu wierzyć, bardzo go to zaskoczyło, ale wykorzystać szansę umiał. "Miasto cieni", teoretycznie druga część "Osobliwego domu pani Peregrine", w praktyce po prostu ciąg dalszy, bo to nie są żadne części, a już na pewno nie żadna trylogia, tylko odcinki serialu, "Miasto cieni" otóż jest zupełnie niezłe. Oczywiście, nadal nie jest w żadnym kawałku oryginalne, natomiast Riggs kontynuuje zabawę starymi fotografiami i muszę przyznać, że to niesłychanie dodaje całości klimatu. Umiał je doskonale wkomponować w akcję, która jest wartka, baśniowo-mroczna, plus Londyn rok 1940. Już gdzieś czytałam te opisy domu ze zburzoną tylko jedną ścianą, oraz lecących bomb, ale jestem zadowolona, że przeczyta to milion nastolatków na świecie, którzy nie czytali tego co ja. Tylko tak możemy uniknąć powtórki, choć wiem, że i tak zginiemy z rąk jakiegoś wyznawcy wiary w rajskie dziewice oraz narkotyki, który nie bardzo wie, że istnieje coś takiego jak książki. Ale próbować warto.

"Miasto cieni" naturalnie kończy się w połowie akapitu, ale nie spodziewałam się niczego innego. Trudno, trzeba przywyknąć. Ostatecznie nic nowego, kiedyś w gazetach drukowano powieści w odcinkach, teraz gazet nie ma, za to są ebooki. A w ogóle za ten passus wybaczam autorowi wiele: "Nigdy nie jeździłem konno. Nie dlatego, że nie uważałem koni za piękne i majestatyczne stworzenia, najwspanialsze w królestwie zwierząt i tak dalej. Po prostu nie wierzyłem, że jakiekolwiek zwierzę było choćby śladowo zainteresowane dźwiganiem ludzi na grzbiecie. Poza tym konie były olbrzymie, miały imponujące mięśnie i wielkie zębiska, a do tego patrzyły na mnie tak, jakby wiedziały, że się boję, i tylko czekały na okazję, aby mnie kopnąć w łeb. Nie wspominając już o braku pasa bezpieczeństwa na koniu — w ogóle o braku jakiejkolwiek dodatkowej ochrony, choć przecież konie potrafiły gnać równie szybko jak samochody, za to znacznie bardziej podskakiwały. Z tego powodu całe to przedsięwzięcie wydawało się idiotyczne."


2016-06-16 09:15:34 Komentuj (2)

---





Stopka redakcyjna
Jeśli mnie znasz
Jak żyć?
Żyć czy mieć?
Motto na całe życie
O feminizmie
RSS

Prasa codzienna
Dzienniki i tygodniki
Teklak
Lumpiata
Towary Mieszane
Kaczka
Nie tylko Musierowicz
Supermarket
Matka Sanepid
Z piekła rodem
Daisy
Batumi
Zuzanka
Bajeczki z Ikei
A kocica
Zakurzona
Radziecki
Odwodnik
Wróciła z BuenosAires
Radziecki
Mignona
Żona No. 1
Ola
Barbarella

Prasa zagraniczna
Amerykanka w Krakowie
Żyrafa w Izraelu
Sistermoon w Irlandii
Anglik w Polsce
Margot w Irlandii
A.I.w Szwajcarii
Janina
Amsterdam
Stardust w NY
Nina w Urugwaju
Dudla

Pożółkłe kartki
Paradowska
Zimno i Troje
Małgośka
Filip na Fiji
Małe Szopy
Nie śpią
Szyper
Magiczna biblioteka
W kątku z książką
Prawdziwy dr House
Melissa
Chustka Joanny
Nowojorskie gadanie
Żydóweczka w Nowym Świecie
Maraska
Passentówna
Emigracyjny
Żydóweczka
Wawrzyniec P.
Wawrzyniec 2.0
Miski do mleka
Quijote


Magazyny ilustrowane
Oglądanie tego boli
Pokropka
Submachiny
Ouverture Facile
Kotecki
Inne kotecki
Aaaby-sprzedac
Killer sudoku
Garfield
User Friendly
Dilbert


Numery archiwalne


Indeks książek
O książkach na bieżąco
O książkach archiwalnie
O filmach na bieżąco
O filmach archiwalnie
O Paryżu na bieżąco
O Paryżu archiwalnie
Polka we Francji: teraz
Polka we Francji: dawniej
Poza domem