Z londyńskiego metra

dees (03.12.2012, 09:47)
nielot, Inka, ależ proszę bardzo :)

czarownica, oczywiście!

zakurzona, czytam właśnie teraz dziennik, listy są trochę lżejsze jednak.

szyper, wiem wiem :P
szyper (03.12.2012, 07:56)
Moim zdaniem krzywdzisz ich pisząc, że wiesz doskonale. Podejrzewam, że zaskoczyliby Cię. Nie wiem jak i nawet nie próbuję zgadnąć, zwykły człowiek geniusza nie przewidzi, ale tak czuję.
zakurzona (02.12.2012, 00:44)
bardzo chciałam to przeczytać już dawno.
teraz chcę jeszcze bardziej :)

(trochę się bałam, bo dziennik Mrozka mi jakoś nie wchodził i nie przeczytałam dotąd nawet pierwszej części w całości, ale jak mówisz, że listy warto, to wierzę)
nielot (29.11.2012, 21:30)
I w dodatku (dod, dod) zapomniałam przecinka przed drugim "i", głupia ja.
czarownica (29.11.2012, 19:08)
Geniusz Mrozka to najbardziej w "iiiiiii tam" z Indyka" wyszedl ;)
Dzieki za podpowiedz co sobie zazyczyc.

Wspomnienia Lemowego syna czytala, a? Bo jakos mi umknelo, czy.
inka (29.11.2012, 17:37)
mam to, co Nielot;))
nielot (29.11.2012, 08:01)
Ja jestem za głupia i na Lema i na Mrożka, ale w Twoim wykonaniu mogę czytać o nich.
ds (28.11.2012, 12:22)
ano był. Mrożek też, ale nie wiem czy to dopiero w dziennikach i listach nie wychodzi.
kal-amburka (28.11.2012, 11:18)
Uwielbiam "Mrogi Drożku!"

Nie przeczytałam całych listów bo niestety chwilami poziom był dla mnie zbyt nudny, żeby przebrnąć, ale pewne uwagi są szalenie zabawne i cenne :)

Ale zachęciłam się do Mrożka, bo Lema już kocham, zwłaszcza za jego prozę niefantastyczną. Ten człowiek był geniuszem, którego do dziś nie doceniono.



---
Przyznaję: "Listy" Lema i Mrożka leżały sobie i leżały, bałam się je nawet nadgryźć, bo moje oczekiwania wobec tej korespondencji były niesłychanie wygórowane, jak na te nazwiska przystało. A jednocześnie bałam się, że będzie jednak skrzecząca pospolitość z tych listów wyzierać, i znudzę się oraz rozczaruję. W końcu odważyłam się, i uciechy oraz intelektualnej stymulacji miałam znacznie więcej, niż się spodziewałam, a spodziewałam się naprawdę dużo, jako się rzekło. Masa tu filozofii, masa opisów szarej rzeczywistości, ale zawsze w tonie zabawnym i z ogromnym dystansem. Trochę tu sztubackich dowcipów, które mnie szalenie bawiły, bo to moje poczucie humoru, a gdyby ich nie było, nie uwierzyłabym nijak w autentyczność tekstów. Lem prosi Mrożka o uszczelki do samochodu i zachęca do odwiedzin wyliczając starannie wszystkie rodzaje alkoholu, którymi dysponuje, a także "czystą miednicą". Mrożek zapełnia kolejne strony opisami swoich stanów ducha, sumitując się, że przecież nie powinien narzekać, bo w wolnym kraju (wtedy włoska emigracja) żyje, i wszystkiego ma w bród; lecz brawurowo przyrównuje Riwierę do obozu koncentracyjnego. W 1965 narzekają na upadek kultury, wszechobecną goliznę, ogólną głupotę ludzką, obyczajowość ówczesnej młodzieży, epatowanie seksem i konsumpcją rozpasaną. Czytam i oczom nie wierzę, to już 50 lat temu tak było, i to nie teraz dopiero jest tak strasznie?

Fantastyczne jest obserwowanie ewolucji tej znajomości: na początku panowie trochę się wzajemnie obwąchują, zapewniają się wzajemnie i nieco przesadnie o swoim podziwie dla drugiego i swojej przy nim małości, lecz jednocześnie starają się korespondenta zaskoczyć swoją bystrością umysłu, znajomością języków, wielkodusznością i dowcipem. Potem uznają już naprawdę swoją wzajemnie wielkość, dostrzegają w drugim prawdziwego partnera, zawiązuje się wielka, głęboka przyjaźń. Obydwaj mają ogromną klasę. Mrożek na przykład pisze, że tę zasłonę, którą uszyła jego żona dla Lemów, chciałby właściwie podarować w prezencie, lecz wtedy Lem czułby się od razu zobowiązany odwzajemnić i musiał jakiegoś prezentu szukać, i wpadliby w samonakręcającą się straszliwą spiralę, więc proszę, oto koszta materiału takie-a-takie, i nie mówmy o tym więcej. Nie każdy tak potrafi, zaprawdę.

Krytykują się wzajemnie bezlitośnie, lecz zawsze z pełną szacunku wnikliwością. Lem objaśnia Mrożkowi "Pamiętnik znaleziony w wannie" i potwornie czepia się Tanga. To chyba Mrożkowi pierwszemu pisze o pomyśle na "Próżnię doskonałą" (swoją drogą zdumiałam się tym, bo Borges był pierwszy: możliwe, że nie był jeszcze wtedy tłumaczony na polski, ale na pewno na jakiś inny język dostępny Lemowi. Czy możliwe, że wtedy jeszcze nie wpadł mu w ręce?). Mrożek, neurotyk i straszliwy mizantrop, cierpiący chyba chwilami na depresję, przelewa na papier swe stany ducha. Swoją drogą dziś prawdopodobnie zdiagnozowano by go, dano jakiś prozak, i nie byłoby Mrożka, jakiego znamy.

Pod koniec, po dłuższej przerwie, tonacja się zmienia. Lem narzeka, że jest tylko starzejącym się biurokratą własnej twórczości, i ostro krytykuje sytuację w Polsce. Zastanawia się nad emigracją, miota się przepełniony obrzydzeniem do polskiej codzienności i niepokojem o przyszłość syna. Niby wiem, jak wtedy było, ale czytałam to jednak ze łzami w oczach.

Obok trwożliwego podziwu, nabożnego szacunku, oszołomionego zachwytu, mam także dla obu Panów teraz ogromną sympatię, i wiem doskonale, jak bez litości by takie wyznanie potraktowali, lecz cóż. Wspaniała lektura, niezrównana uczta intelektualna.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani