Z londyńskiego metra




---
Czwarty tom kryminalnej sagi Roberta Galbraitha zaczyna się dwie godziny po końcu "Żniw zła", czyli weselem Robin i Matthew. Oglądamy to na przemian oczami panny młodej i obecnego tam Strike'a. Ona bardzo chce wrócić do pracy, on bardzo chce, żeby ona wróciła, tylko nie całkiem mogą się porozumieć, co jest zrozumiałe w tych okolicznościach. Potem przeskakujemy rok później. Nie zdradzę wielkiego sekretu pisząc, że Robin wróciła do pracy, i że jest młodą żoną pełną wątpliwości. Tymczasem do biura Cormorana wpada szaleniec bełkoczący o jakimś dokonanym lata wcześniej zabójstwie dziecka. Jest rok 2012 i Strike natyka się na grupę protestujących przeciwko olimpiadzie w Londynie, a potem zgłasza się do niego polityk, który jest szantażowany i prosi o pomoc. Następnie w akcji jest pewien zastój, skupiamy się na prywatnych życiach obojga bohaterów, w pewnym momencie nawet stwierdziłam, że trochę już nudą wieje. W tym momencie pojawia się trup, uzyskany metodą dość oryginalną i inspirującą, więc akcja z powrotem się ożywia. Druga połowa jest świetna, masa naprawdę dramatycznych scen, oraz nie miałam zielonego pojęcia, kto zabił. Ostatnie rozdziały czytałam nie oddychając, dobrze, że są krótkie. Po ochłonięciu mam do nich jednak pewne zastrzeżenia, o których w ostatnim akapicie.

Postaci są bardzo plastycznie przedstawione, a akcja szalenie wciąga, chociaż w pierwszej połowie męczyło mnie chwilami szczególarstwo: jak bohaterowie jedzą, to jedzą, wiemy dokładnie kto co spożywa, ile z talerza już zmiótł, jak kluski nawijał, i tak parę razy. To samo z paleniem, Strike zapala, gasi, wyrzuca, odpala jednego od drugiego, i w kółko, a jak nie pali, to go boli kolano na rozmaite sposoby. Nie lubię takiego zapychania stron. Każdy rozdział ma motto ze sztuki Ibsena "Rosmersholm". Występuje w niej polityk, którego żona popełniła samobójstwo. Pojawia się tam również biały koń symbolizujący przeszłość i nieumiejętność poradzenia sobie z przykrymi wspomnieniami. Łatwo zobaczyć, w jaki sposób Rowling wykorzystała ten motyw w swojej powieści, choć nie przybliża nas to do rozwiązania zagadki.

Znajduje się tu polski akcent, sprzedawczyni mówiąca do Polek na Camden "dziękuję ci", z poprawnymi ogonkami, bardzo mnie to ujęło. Oczywiście postać nauczyła się tego podobno od sprzątaczki, a jakże.

Zirytowała mnie postać Lorelei. Młoda ładna bystra kobieta: obsługuje, obskakuje, robi lody i obiady facetowi, który ewidentnie nie ma ochoty się odwzajemniać w najmniejszym stopniu i co najwyżej robi łaskę swoją rzadką obecnością. Burczałam pod nosem
- Tak, panie Robercie Galbraith, może gdybyś sam był kobietą, to byś nie tworzył takich durnych bohaterek!
Po czym przemyślałam sprawę. Niby czemu Rowling miałaby nie udawać, że takie kobiety nie istnieją, jak pełno ich wokół. Pomysł "jak się dobrze postaram, to on się na pewno w końcu zorientuje, że jestem idealna i mnie kocha" ma się świetnie w XXI wieku. Może właśnie ujrzawszy się w takim krzywym zwierciadle któraś przemyśli swoje postępowanie.

Olbrzymie zastrzeżenia i pretensje mam natomiast do innych rzeczy, w końcówce. Cb cvrejfmr Enss avr zótł zvrć crjabśpv, żr Ebova anqny zn mnoybxbjnal gryrsba Znggn (żr fnzn Ebova avr fcenjqmvłn nqerfh - wrfg gb tłhcvr, nyr gb wrfmpmr zbtę jlonpmlć j mjvąmxh m cbścvrpurz v hpmhpvnzv żljvbalzv qb zężn). Cb qehtvr, bxebcavr ebmpmnebjhwąpr: avr qbjvnqhwrzl fvę, wnx Fgevxr qbfmrqł qb ebmjvąmnavn, n j gerśpv avr zn żnqalpu jlfgnepmnwąpb jlenźalpu jfxnmójrx. Bx, qbść jpmrśavr zbżan fvę mbevragbjnć, żr Xvainen zhfvnłn zvrć jfcóyavxn, n wrtb gbżfnzbść zbżr jlwść mr movrżabśpv wrw mnłnznavn j ovhemr Qryyv benm jcnqxv Encunryn m Senaprfxą. Wrqanx xyhpmrz wrfg boenm, v Fgevxr cbjvavra qhżb jpmrśavrw mnclgnć, pb manpml "cvronyq". Ebov gb b jvryr mn cóźab, żrol gb zvnłb fraf. Cb gemrpvr, xvrql whż cemrłxavrzl, żr Pbezbena, j xbńph xhmla Uneel'rtb Cbggren, anwjlenźavrw manynmł ebmjvąmnavr mntnqxv j zntvpmal fcbfóo, gb pmrzh h yvpun cbmjbyvł Encunrybjv hpvrp, fgbwąp cbq qbzrz, j xgóelz gra fvę hxeljnł m boenmrz an tóemr?!! Cbjvaav j glz zbzrapvr mnjbłnć cbyvpwę mnzvnfg fcbxbwavr fvę bqqnynć, mjłnfmpmn cbqrwemrjnwąp zbżyvjbść xbyrwartb mnoówfgjn. Qynpmrtb Ebova zh an gb cbmjnyn mnzvnfg bq enmh mnżąqnć jlwnśavrń? Bpmljvśpvr, avr olłbol qenznglpmartb bfgngavrtb ebmqmvnłh, nyr ebovravr tłhcbg glyxb j glz pryh gb avrmjlxyr gnav pujlg, xgóertb wrqanx fvę cb Ebjyvat avr fcbqmvrjnłnz. V j xbńph qynpmrtb j bfgngavz zbzrapvr Enss avr ovremr Ebova wnxb mnxłnqavpmxv?

Do kolejnego tomu podejdę z dużym dystansem.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani