Z londyńskiego metra




---
Przez pierwsze 11 rozdziałów nie dowiedziałam się właściwie niczego nowego, z wyjątkiem wyjaśnienia, dlaczego kury (i inne ptaki) ruszają głowami chodząc. Nie odebrało mi to w niczym przyjemności z lektury, która jest niesłychanie zabawna, nawet jeśli niektóre anegdoty są już wyeksploatowane na wszystkie strony. O obrocie czasoprzestrzeni, naturze kwantów, paradoksie bliźniaka, teorii względności, czarnych dziurach, i paru innych uważanych zazwyczaj za niezwykle skomplikowane zjawiskach autor opowiada językiem bardzo prostym, zdecydowanie potocznym, nie wahając się sięgać po najbardziej szalone porównania. Mówi też o własnych eksperymentach, na przykład z mrówkami, albo z butami w Oksfordzie. I bez skrępowania dzieli się swoją opinią na temat nagiej małpy. Nie waha się też nabijać z bardzo znanych, uznanych i uhonorowanych fizyków. Tak naprawdę bowiem wiemy tylko, że żyjemy w przedziwnej klatce na ludzi, i im więcej rządzących nią reguł poznaliśmy, tym jaśniejsze się staje, że nie wiemy w istocie niczego.
 

Rozdziały dwunasty i trzynasty przeczytałam zaś trzy razy, są tak fascynujące. Mowa w nich o najnowszych ustaleniach teorii kwantowej, w tym na przykład o efekcie Unruha, o którym nigdy przedtem nie słyszałam. Mówi on, że jeśli obserwator porusza się z odpowiednio dużym przyspieszeniem przez próżnię kwantową, to obserwuje w niej cząstki elementarne, których inaczej tam nie ma. Przyspieszenie powinno być co najmniej rzędu 1019g, czyli faktycznie dość spore (człowiek wytrzymuje 6g, rekord to 46, a z takim przyspieszeniem do prędkości światła zbliżylibyśmy się mniej więcej po jednej miliardowej milisekundy. Istotnie - dość szybko).
 

Innym interesującym efektem jest ten badany przez autora, a mówiący, że jeśli w pudełku zawierającym próżnię kwantową umieścimy nagle dodatkową ściankę dzielącą pudełko na pół, to pojawią się w nim cząstki kwantowe. W dodatku splątane. Wiem, że to z założenia miał być bardzo potoczny i spłycony opis, zabrakło mi jednak tutaj jakiegoś wyjaśnienia, co oznacza "nagle".

W czternastym rozdziale wracamy do nagiej małpy: mowa jest o algorytmach kwantowych, świadomości, i konieczności śmiertelności. 

Autor ma bardzo jasny pogląd na dotychczasowe osiągnięcia ludzkości, nie uważa ich w żadnym stopniu za imponujące. Ale pociesza czytelnika, zauważając, że "głupota to w końcu również pewna metoda używania mózgu". Świetna książka, zdecydowanie lektura obowiązkowa, będę do niej wracać i propagować wokół.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani