Z londyńskiego metra

dees (08.07.2019, 09:51)
kaja, no popatrz. siła mody jednak.

AI, dobra, fakt.
A.I. (06.07.2019, 11:34)
Czytałam, mile wspominam. Dobra książka.
kaja (03.07.2019, 15:49)
no tak, u mnie tez boazeria z rownie niepojetego powodu... caluje DS!



---
Luksus PRL-u kojarzy mi się z boazerią, którą mieliśmy w przedpokoju, a zwłaszcza z jej najbardziej zdumiewającym elementem - łukiem poniekąd gotyckim. Dlaczego Matka moja, dysponująca niezłym gustem i ceniąca raczej umiar, postanowiła zrobić sobie w domu coś takiego, pozostaje dla mnie teraz zagadką, w dzieciństwie bowiem przyjmowałam to oczywiście jako status quo. Zgaduję, że w planach miało to wyglądać inaczej, wyszło jak wyszło, to też znak rozpoznawczy tamtych czasów. Boazeria była lakierowana, i kiedyś wykonałam na niej długopisem napis "Lufthansa". Dlaczego, to druga nierozwiązywalna zagadka sprzed lat. Poza tym ówczesny luksus kojarzy mi się z kawiorem i łososiem wędzonym serwowanymi uparcie przez moją ciotkę, nawet jeszcze w czasach zupełnie współczesnych. Tak było kiedyś, i tak było elegancko, to po co zmieniać. Ponieważ u ciotki bywaliśmy często, a poza tym kawior dostarczał również i wujek pracujący za wschodnią granicą, to gdy kiedyś Mama zapytała mnie nieopatrznie w tramwaju, co życzyłabym sobie na kolację, ze zgrozą usłyszała w odpowiedzi wygłoszone stanowczo "kawiorek!". Usłyszała nie tylko ona, ale i cały tramwaj, gdyż głos miałam od urodzenia stentorowy. Nieraz wspominała spojrzenia, jakimi została wtedy obrzucona.

Aleksandra Boćkowska zaczyna od Gdyni powojennej, gdzie domki pobudowali sobie marynarze, ówczesna elita: pływali i mieli dostęp do dóbr świata, w przeciwieństwie do reszty narodu. Przywozili te dobra, i uważani byli za bogaczy. Autorka udowadnia, że w rzeczywistości było raczej przaśnie i siermiężnie. Jak i potem, za Gomułki, który krzyczał, że po co komu szynka, skoro można zjeść szczawiową z jajkiem. Z punktu widzenia dzisiejszej dietetyki można mu tylko przyklasnąć. Wszystko się zmienia. Gomułkę zastąpił Gierek, a ten jak wiadomo nabrał kredytów i nasprowadzał towarów, polskie pojęcie luksusu zaczęło wyglądać inaczej. 

Jest tu rozdział o Pile, która po reformie w 1975 roku stała się stolicą województwa, a jej nowy wojewoda Andrzej Śliwiński zapragnął, żeby miasto dorosło do tego statusu. Był ambitny i energiczny, stąd ówczesne "pilskie przyspieszenie". Dalej jest o niedobitkach polskich arystokratów, którzy po wojnie na przykład hodowali pieczarki, na szparagi w Polsce bowiem popytu nie było. Jest o górnikach, elitarnej Saskiej Kępie, hotelach w Zakopanem, hotelu Victoria, i producentach zegarków. Autorka ma dość publicystyczny, suchy styl, lubi wyliczenia i równoważniki zdań, i jest bardzo rzeczowa, co zabawnie kontrastuje z tematyką książki. 
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani