Z londyńskiego metra

dees (18.12.2018, 09:37)
Ewa, bo ona była bardzo intensywna w przyjaźni, jak i we wszystkim innym, przez krótki czas, i zupełnie nie była egoistką, myślała bardziej o innych, niż o sobie.
ewa (17.12.2018, 11:40)
"Białą bluzkę" przeczytałam jakieś 25 lat temu, więc polegam teraz na marnym wspomnieniu, ale pamiętam w niej opisaną podwójną osobowość, tą w białej bluzce do rozmów z mądrymi chłopcami i tą z butelką otwartą na kontakt z łobuzami. A propos podejrzenia o lesbijstwo, we wspomnieniu Hanny Bakuły pojawił się obraz Agnieszki, która w autobusie, czy też tramwaju ściągnęła Bakule buty, by położyć sobie jej stopy na kolanach, rozcierać je i chuchać, by je rozgrzać.
Wyobraziłam sobie, że po takiej, czy podobnej scence, taki Lasota mógłby nabrać przekonania, że coś w tym jest...
co nie oznacza, że ma rację:)
Pozdrawiam:)



---
Karolina Feldberg-Sendecka, niestrudzona edytorka Dzienników Osieckiej, zebrała w jednym tomie rozmaite wspomnienia o poetce. Są tu reakcje na pierwszy tom dziennika (list od pana, który był Małym Jurkiem), fragmenty dawnych wywiadów z samą autorką, listów, wspomnień jej znajomych i rozmów z nimi - niektóre ukazały się uprzednio samodzielnie, niektóre zostały napisane specjalnie do tego wydania. Wszystko ułożone chronologicznie według czasu, którego dotyczyło. Jest to świetne uzupełnienie Dzienników, których kolejnych tomów nie mogę się już doczekać, swoją drogą. 

Najdziwniejsza tu jest rozmowa z Grzegorzem Lasotą, który poznał dziewiętnastoletnią Agnieszkę z jej pierwszą wielką miłością, Witoldem Dąbrowskim, i razem wprowadzili ją do STSu. Otóż Lasota uważa, że była ukrytą lesbijką, i z tego powodu nie mogła sobie znaleźć faceta na stałe. Dość interesująca teoria, której musiały towarzyszyć jakieś bardzo bujne fantazje, albo po prostu przedawkowanie filmów z pewnego niezbyt ambitnego gatunku. Znacznie więcej informacji o tym aspekcie życia Osieckiej daje długie wspomnienie jej bardzo bliskiego przyjaciela, Jana Borkowskiego. W latach sześćdziesiątych byli niemal nierozłączni. Agnieszka mu wyznała, że przyjaźni się platonicznie z mądrymi chłopcami, ale do łóżka chce iść tylko z łobuzami. Wygląda na to, że miała jakąś żeńską odmianę kompleksu Madonny i ladacznicy, nigdy dotąd nie przyszło mi do głowy, że coś takiego może istnieć. A może po prostu z łobuzami było ciekawiej? O Jeremim Przyborze powiedziała, że był bardzo nudny, na co najpierw mi szczęka opadła, a potem uświadomiłam sobie, że przecież oczywiście - był o dwadzieścia lat starszy od niej, i poza listami nie miał wiele do zaoferowania. Choć chciał z nią mieć dziecko, ale na to Agnieszka z kolei nie była gotowa. 

Wracając jeszcze do łobuzów, przezabawna jest historia małżeństwa z Frykowskim. Osiecka zaproponowała mu wzięcie ślubu żartem, bo uznała, że z takim playboyem może być ciekawie, natomiast on to potraktował poważnie. Z rozpędu ślub rzeczywiście wzięli, po czym okazało się, że pan młody pragnie docenienia swojego intelektu! Wręczył małżonce jakiś scenariusz i poszedł do swoich panienek. Poetka zaczęła się rozwodzić właściwie natychmiast potem  i postanowiła już więcej za mąż nie wychodzić. Obietnicy nie dotrzymała. Dalej w książce znajdziemy informację, że ślub z Frykowskim był na złość Andrzejowi Jareckiemu, który ożenił się dwa dni wcześniej.

Skupiam się na skandalikach obyczajowych, bo to oczywiście fascynowało jej bliższych i dalszych znajomych, a trzeba przyznać, że przerób miała imponujący. Jest tu jednak także sporo informacji na temat jej twórczości i stopniowego zdobywania sławy, choć to wszystko jest lepiej znane. Jarosław Abramow-Newerly wspomina studencki wyjazd na winobranie, Osiecka wykorzystała tę okazję, żeby przekazać papiery Giedroyciowi. Jan Borkowski przytacza listy wysyłane z Ameryki, gdzie była na stypendium Fundacji Forda. Jest tu fragment Alfabetu Urbana, który wprawdzie wyciąga poetce kolekcję facetów oraz pociąg do butelki, ale pisze również, że od trzydziestu lat jest najważniejszą postacią w literaturze, i nie jest to pean z pobudek koniunkturalnych. Chwali również "Białą bluzkę", której nigdy nie czytałam, wstyd się przyznać, a teraz będę musiała - przez Urbana, kto by się spodziewał. Daniel Passent rzeczowo opowiada o swoim związku, i tu jest ten kompletnie dla mnie niezrozumiały fragment, o którym oczywiście wiem od lat: zostawiła mu sześcioletnią córkę. Nie umiem sobie tego kompletnie wyobrazić. I bardzo chciałabym wiedzieć, dlaczego w ogóle się zdecydowała na dziecko. Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że nie nadaje się do normalnych związków (pisała o tym choćby do Przybory), dlaczego sądziła, że na matkę tak?

Wszyscy, którzy ją znali w różnych okresach życia, są zgodni: była czarująca, niesłychanie uczynna, ogromnie utalentowana, przy tym skromna. Była również roztrzepana, kompletnie niezainteresowana materialną i praktyczną stroną życia. A przyjaźnie z nią były niesłychanie intensywne. Przewijają się tutaj wypowiedzi rozmaitych kobiet, z których każda uważała się za tę najważniejszą przyjaciółkę - i pewnie przez chwilę rzeczywiście tak było, jak i z mężczyznami. Szkoda tylko, że tych wszystkich przyjaciół zabrakło przy niej w ostatnich chwilach życia. 

Nie wypowiedzieli się ostatni mężczyźni życia Osieckiej, Zbigniew Mentzel ani André Hübner-Ochodlo. Dla tego pierwszego zostawiła Passenta, dom i córkę, bywa określany największą jej miłością, chociaż uważam, że to głównie dlatego, że był pierwszy, który jej odmówił. Agnieszka zupełnie nie była do tego przyzwyczajona. Nie zamierzała się też godzić na starość, to chyba dlatego nie podjęła walki o swoje zdrowie i życie. Brak wspomnienia Ochodlo natomiast mnie dziwi, ponieważ w internecie można znaleźć jego bardzo wyważoną i rzeczową wypowiedź

Fantastyczna lektura o niezwykłej, nieprzeciętnej pod wszystkimi względami Osobie. Poza tym jest to oczywiście kopalnia wiedzy o złotych latach kultury PRLu. Czekam niecierpliwie na obejrzenie tych wszystkich ludzi jej oczami.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani