Z londyńskiego metra




---
Przedziwna książka, o której właściwie trudno cokolwiek napisać, ponieważ clou polega na stopniowym odkrywaniu wydarzeń. Jesteśmy współcześnie w Holandii. Pierwszoosobowy narrator ma po pięćdziesiątce, żonę, piętnastoletniego syna, i właśnie się wybiera do eleganckiej restauracji na kolację ze swoim znajomym, który jest w Holandii osobą znaną. Przed wyjściem wchodzi do pokoju syna, zagląda do jego komórki i znajduje tam film. Kolacja stanie się osnową akcji, ale dowiemy się też, co wydarzyło się przedtem i dlaczego właściwie do niej doszło. Nie ujawniając za wiele, nie są to rzeczy przyjemne.

Koch spróbował opowiedzieć o powodach złych rzeczy czynionych przez ludzi innym ludziom. Z jednej strony zrobił to w ciekawy literacko sposób, z drugiej okropnie nie podobał mi się zupełnie niepotrzebny pomysł zaburzeń neurologicznych. W dodatku wykrywanych w życiu płodowym, halo? Przez ten drobiazg kompletnie stracił w moich oczach wiarygodność i na koniec mógł już napisać cokolwiek, nic by już mnie nie wzruszyło.  Choć jest tu klimat i jest ciekawy, nieźle zrealizowany pomysł.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani