Z londyńskiego metra

dees (29.09.2014, 10:18)
spt, to proste "za wybitną pracę na rzecz idealistycznych tendencji". i tu Steinbeck tak, ale Munro?
spt (27.09.2014, 06:14)
to jest genialna, GENIALNA, recenzja Munro! to jest dokładnie to co wiedziałam i nie umiałam powiedzieć. wystękując, że nuda panie. a to nie nuda tylko dokładnie to co napisałaś. zgrabna rzeźba w codzienności. nudnej dodajmy jak to codzienność ;)

a czy Nobel czy nie to już inna para kaloszy. a Obama był na Nobla? Nobel to chyba wcale nie jest dla wybitnych. musi jakoś inaczej ;)
dees (26.09.2014, 11:38)
who, też już lubię :)
who (26.09.2014, 09:37)
a ja Alice Munro lubię.
Nie oceniam czy to jest warte Nobla, ale w sumie dlaczego miałoby nie być?
dees (24.09.2014, 21:27)
Czytelniczka, znaczy jest korzyść, i dobrze.
Kaja, też lubię, chociaż nie karmię.
Futrzak, ok, wyrobiłaś normę za 10 osób, ale to nie jest przeciętna.
futrzak (24.09.2014, 20:21)
Dat to ja nie pamietam nigdy, taki mam jakis mózg wadliwy. Ale przez ostatnie 8 lat to troche mi sie w zyciu wydarzylo...np.
- zmienialam prace kilka razy, w tym poszlam na zasilek i nie pracowalamprzez 3 lata...
- kupilam dom, a potem mi go bank zabral....
- weszlam w zwiazek, a potem go zakonczylam po 3 latach...

Po 13 latach emigracji wrocilam do Polski na 3 miesiace, a potem wynioslam sie na inny kontynent.. w miedzyczasie jeszcze nabylam inne obywatelstwo oraz nie udalo mi sie przekwalifikowanie na farmera :)

O tym, ile razy sie przeprowadzalam, to juz nawet nie wspomne.
Od ponad roku pracuje w tej samej firmie i mieszkam w tym samym mieszkaniu i jakos tak czuje sie nieswojo, bo nic sie nie dzieje...
kaja (24.09.2014, 15:43)
wlasnie skonczylam czytac :) podobalo mi sie,do konca nie zrozumialam co z ta Quinny z przedostatniego opowiadania? Ja lubie krotkie formy, te opowiadania (miedzy karmieniami) bardzo mi odpowiadaly, szczegolnie ostatnie. usciski!
Czytelniczka (24.09.2014, 13:24)
Dla mnie "Kocha lubi szanuje" to Maria Ziółkowska i zauroczenie tą książką w podstawówce laaata temu. Przypomniałaś mi ją mimochodem. Dzięki (bo Munro mnie /też/ rozczarowała). Pozdrawiam. Czytelniczka



---
Ile razy w ciągu ostatnich dziesięciu, powiedzmy, lat coś się państwu przydarzyło? Coś takiego, żeby natychmiast pamiętać datę i okoliczności, coś godnego opowiedzenia? Narodziny dzieci, śmierć kogoś bliskiego, zmiana pracy, kupno mieszkania czy domu? Dziesięć może takich dni w ciągu 10 lat, dziesięć na trzy i pół tysiąca - a co z resztą? O tej reszcie pisze Alice Munro. I tak, przy lekturze jej pierwszego tomu były plamy na Słońcu, była pełnia albo nów, ja miałam coś z oczami, coś w mózgu, czytałam do góry nogami, albo po prostu tamten tom jest nieudany i już.

"Kocha lubi szanuje" to opowiadania rzeźbione skalpelikiem w wacie naszej codzienności. Nie dzieje się nic: życie płynie. Tyle. Zdumiewające połączenie nudy z precyzją w tworzeniu (tworzeniu?) bohaterów i opisywania świata. Mimochodem. Każde to opowiadanie jest całe mimochodem, żadnego błyszczenia, pchania się na pierwszy plan, żadnej olśniewającej historii, żadnego puszenia się "a teraz wam pokażę, co wymyśliłam, czegoś takiego jeszcze nie było, ale wam szczęki opadną", nic z tego. Nikt tu nie będzie kusił i zaciekawiał, żadnego marketingu i wymachiwania pomponami. Czasem owszem - zaskakujący zwrocik akcji, w półzdaniu, do którego po sekundzie wracam oczami "ale jak to, ale to tak?! Ale zaraz, jak to?". Tak jak się zna swoich znajomych: parę ciekawych historii, kawałeczek wspólnego życia, drobne zaskoczenie, a potem nie wiesz, co było dalej. A może czasem gdzieś coś usłyszysz i sobie dopowiesz. Nie jak w prozie, że początek, rozwinięcie, koniec, morał i wszechwiedzący narrator. Jak w życiu. Jak codziennie.

I nadal przez trzy noce kłóciłam się ze sobą, że to nie Nobel literacki. Dobre, bardzo dobre, ciekawe, ale nie Nobel. Życie jest po to, żeby było życiem, a nie literatura! (A skąd się bierze literatura, aha?) I nadal nie wiem. Całe szczęście, że nie ja jestem w noblowskiej komisji, skoro nawet sama ze sobą nie mogę dojść do ładu. Podziwiam odwagę i konsekwencję Munro, że sobie tak ściuboliła latami, aż do Nobla.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani