Z londyńskiego metra

Iskra (11.02.2016, 13:16)
Wenecję? Ja z kolei miałam skojarzenia z Neapolem (bo camorra), a książka podobała mi się tak, że po jej przeczytaniu wybrałam się 2 lata temu do Neapolu, bo koniecznie chciałam zobaczyć 'Camorrę" ;-)
dees (02.02.2016, 09:49)
inka, to chyba będziesz miała ucztę, jest naprawdę dobry,
inka (01.02.2016, 10:57)
o widzisz, a ja znów fantasy bardzo. idzie do kolejki :)



---
Nie lubię fantasy. Tak, kocham Tolkiena i Star Wars, nie wspominając o Pratchetcie i Sapkowskim. Tak, Brzezińskiej "Wody głębokie jak niebo", i oczywiście LeGuin jest jedyna w swoim rodzaju. A i tak każda myśl o fantasy budzi we mnie dreszcz niechęci na myśl o piętrowej hierarchii feudalnych zależności, skomplikowanych powiązaniach między arystokratami, z lubością podkreślanych różnicach między bogaczami a biedotą, precyzyjnych mapach świata, ozdobnych tkaninach, wymyślnych potrawach, stylizowanej mowie, szafowaniu magią, i nazwach typu Tkaczka Światła czy inny Diadem Przeznaczenia. Chyba już widać, że naprawdę nie lubię fantasy. 

"Kłamstwa Locke'a Lamory" Scotta Lyncha mają otóż to wszystko, w wielkim wyborze i obfitości, a przy okazji są niezwykle popularnym czytadłem, co sprawiło, że leżały na moim kindlu, leżały, leżały, i wcale nie chciałam ich otwierać. Aż doczekały dnia, w którym wsiąkłam. Nic na to nie poradzę: jak ktoś tak pisze, z takimi bohaterami i z takimi zwrotami akcji, ma mnie bez względu na arystokrację, aksamity, alchemię, i magów wyposażonych w sokoła skorpioniego. Plus budowle (mosty! Te mosty są żywcem wyjęte z moich snów) ze staroszkła zbudowane tysiąc lat temu przez starożytną cywilizację nieludzi, i parę innych takich drobiazgów, które tworzą niezrównaną atmosferę tego świata. Jest tu portowa Camorra przypominająca może poniekąd średniowieczną Wenecję, jest gdzieś w tle książę, don z doñą, i capa rządzący półświatkiem. Są Dni Próżniacze i święta, podczas których wyszkolone specjalistki mordują drapieżne i potrafiące skakać wilcze rekiny. Albo dają się im zamordować. Jest Tajny Pakt: złodzieje nie okradają arystokracji, a w zamian za to mogą bezkarnie zarabiać na wszystkich innych. Jest walka toporkami, nożem, parę niespecjalnie wymyślnych, za to bardzo krwawych tortur, dosadne słownictwo. I jest Locke Lamora, sierota, genialny złodziej, finezyjny oszust, który złamie Tajny Pakt. Kupił mnie bez reszty, miałam łzy w oczach w odpowiednich momentach, a pod koniec obgryzałam z przejęcia paznokcie zastanawiając się, jak tym razem wyciągnie bohatera z tych opałów, w które go wsadził. Znakomite, a jak kto umie napisać lepsze, niech napisze i da mi przeczytać. Nawet jeśli to będzie fantasy.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani