Z londyńskiego metra

dees (03.01.2017, 15:50)
kaja, to lepsze niż opowiadanie. wzajemnie! może by się udało spotkać w tym roku?
kaja (03.01.2017, 13:37)
taksówkarz organista obieżyświat - początek nowego opowiadania DS? :)
Wszystkiego dobrego w 2017!



---
Kierowca niedużego BMW na lotnisku CDG pyta skąd przybyłam, więc mówię. Zna Polskę, jeździ tamtędy na Ukrainę dawać koncerty, dobre drogi mamy. Najpierw nieco mnie zatyka, potem się śmieję i mówię, że wszyscy Polacy z przyzwyczajenia narzekają, ale faktycznie mamy nowe autostrady, zupełnie niezłej jakości, a i boczne drogi często poodnawiane z funduszy unijnych. No fakt, wcale nie gorsze niż niemieckie, a nawet może i lepsze, bo nowe, powiada kierowca. Ale na Ukrainę strasznie daleko, ile panu to zajmuje, pytam z ciekawości. Dwa i pół dnia, pierwszego dnia do granicy Polski, potem przez Polskę, potem Ukraina, nie pamiętam dokładnie, żongluje sfrancuszczonymi nazwami ukraińskich miast, Dniepropietrowsk, Odessa? Ale do Odessy chyba nie jechał samochodem jednak, zastanawiam się mgliście, ale górę bierze inne zainteresowanie. W odtwarzaczu fortepianowy koncert Brahmsa, wspomniał też przed chwilą, że akompaniował śpiewaczce. 
- Więc pan gra... na pianinie? - strzelam
- Nie - mówi - ale całkiem blisko. Organy. - I wraca do wspomnień, jak miał zobowiązanie tu w Paryżu i nie mógł lecieć samolotem o 14, więc musiał jechać samochodem, wyjechał w niedzielę po południu, we wtorek o piątej rano był... we Lwowie bodaj. Miał pasażerów z blablacar, oni prowadzili przez Polskę, mógł się przespać, ale potem odsypiał 12 godzin. Poza tym zakupy potem robi, wiózł kiedyś dwa kartony papierosów, i polscy celnicy się przyczepili, musiał jeden komuś oddać. Dziwię się, bo sprawdzałam to parę razy, dwa na głowę wolno, chyba że z Ukrainy jest jakoś inaczej. Macha ręką. Bezczelnie pytam, czy to koncertowe życie wymaga uzupełnienia dochodów jazdą na taksówce. Na to wygląda, ma jakiś kontrakt organisty w Paryżu, ale dorabia taksówką, poza tym lubi, kontakt z ludźmi.
- Ale to chyba jednak męczące w tych paryskich korkach - krzywię się - ja wcale nie przepadam za prowadzeniem. 
Tak, ale stara się jeździć w porach, kiedy korków nie ma, pracuje dla firmy, gdzie może sobie dowolnie ustawić godziny pracy, poza tym nie przekracza sześciu godzin dziennie, nie zdąża się zmęczyć. Z odtwarzacza leci Schubert.

Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani