Z londyńskiego metra

dees (18.09.2017, 14:53)
kaja, przy Noblach na ogół jednak widzę, co przyświecało wysokiej Komisji, nawet jeśli to nie moja poetyka (a czasem się zestarzało, wiadomo)
kaja (16.09.2017, 04:32)
to ja tam mam z Noblami ;p



---
Policzyłam, że z 18 powieści nagrodzonych Hugo w tym tysiącleciu (raz było dwóch zwycięzców, roku 2000 oczywiście nie liczę) przeczytałam dokładnie połowę, to niezły wynik. Większość jest dobra, jeśli nie bardzo dobra. Zachęcona postanowiłam się przyjrzeć nagrodom za krótkie opowiadania, i przeżyłam ciężki szok.


2017: Amal El-Mohtar "Seasons of Glass and Iron", Nebulę też dostała. Co to w ogóle jest?! Jedna panna siedzi na szklanej górze, druga panna łazi w żelaznych butach, spotykają się i mówią sobie wzajemnie "ależ nie zrobiłaś nic złego" (nie przesadzam ani odrobiny). Terapeutyczna bajka, niech będzie. Opowiastka napisana dla siebie i dla przyjaciółki, niech będzie. JAKIE HUGO I JAKA NEBULA, pytam dramatycznie?!?! W dodatku wygrało Hugo z Jemisin "The City Born Great", które jest lekko licząc jakieś 720 razy lepsze, chociaż obiektywnie też niekoniecznie powalające.

2016: Naomi Kritzer "Cat Pictures Please", zabawne i powołujące się na rozkoszne "Maneki Neko" Bruce'a Sterlinga z 1998 (niech ktoś napisze tę aplikację). Ale jakie Hugo?

2015: nie przyznano nagrody. Nie odważę się czytać kandydatów.

2014: John Chu "The Water That Falls On You From Nowhere", ładny, poetyczny pomysł, potem straszliwie przegadane opowiadanie dla nastolatków o coming oucie wobec rodziny. Jakie niby Hugo?!

2013: Ken Liu "Mono no Aware", przeraźliwie duszoszczypatielnaja historia o zagładzie świata z punktu widzenia Japończyka, który ją przeżył trafiając w wieku pięciu lat na statek kosmiczny, a dwadzieścia lat później naucza na nim dzieci. Dużo o odwadze, bohaterstwie, poświęceniu i haiku. Oryginalności jak na lekarstwo, naiwności za to porcja, jakiej nawet pięciolatek by się wstydził.

2012: Ken Liu "The Paper Menagerie". Imigrant wspomina swoją matkę, która robiła mu papierowe zwierzątka, i której bardzo nie doceniał w nastolęctwie, lecz dorósł. Opowiadanie dostało Hugo, Nebulę i WFA, czytałam je już parę lat temu, i nadal nie ogarniam jakie Hugo, jaka Nebula?! To nawet nie jest złe opowiadanie jako takie, chociaż doprawdy mało oryginalny wyciskacz łez, ale gdzie mu do nagród za fantastykę?

2011: Mary Robinette Kowal "For Want of a Nail" (ujmuje mnie zestawienie tytułu z nazwiskiem). Zaczyna się fajnie i ciekawie. Po czym okazuje się, że AI na wielopokoleniowym statku kosmicznym straciła dostęp do całej swojej pamięci z powodu upuszczenia oraz jednego kabelka o nieznanej wtyczce. AHA. Prawie przestałam czytać dalej, ale jednak kontynuowałam, i słusznie, bo jest nieźle napisane, i robi się dość ciekawie, acz puenta jest tu nienadzwyczajna. Jako zapchajdziura w jakimś zbiorku opowiadań może być. Jako laureat Hugo natomiast... nie skomentuję, zwłaszcza że konkurentem w tym roku były nieporównywalnie lepsze "The Things" Wattsa ("Rzeczy" w Krokach w nieznane 2010), a drugim zdobywca Nebuli "Ponies" Kij Johnson ("Kucyki), które już czytałam, i które też jest zdumiewająco dobre przy całej swojej zwodniczej prostocie.

2010: Will McIntosh "Bridesicle", u nas jako "Mrożona panna młoda" w "Krokach w nieznane 2010". Zdaje się, że niekoniecznie mi się wtedy podobało, a jest całkiem dobre, lekko makabryczne, ze świetnym pomysłem. Ludzi pośmiertnie się ożywia, ale to sporo kosztuje, robią to więc mężczyźni, którzy wśród zmarłych chcą znaleźć kobietę swego życia. Najoryginalniejsze z wyżej wymienionych, i przynajmniej trochę w stronę sf.
Konkurentem było "Spar" Kij Johnson, które otrzymało Nebulę, i które jest bardzo dobre, obrzydliwie fizjologiczne (ale wolę odrazę połączoną z fascynacją niż tęczowy rzyg z nadmiaru mli-mli), eksplorujące limity człowieczeństwa w zwięzły, zaskakujący sposób. Do tego Hugo i tej Nebuli było również nominowane "Non-Zero Probabilities" N.K. Jemisin: w Nowym Jorku jakaś siła zaburza prawdopodobieństwo, przy czym działają ludowe sposoby chronienia się przed urokiem, kolejny tekst z modnego rodzaju "w naszej znanej codzienności nagle pojawia się element magiczny". Trochę za bardzo przypominało mi klasyczne "Jądro krystalizacji" Stephena Barra, choć zupełnie inaczej rozegrane.

2009: Ted Chiang "Exhalation". To jest Chiang, klasa sama dla siebie, czytałam to w jego zbiorze, i tu nie mam niczego krytycznego do napisania. Jest doskonałe, zaskakująco oryginalne, zostaje w czytelniku.

2008: Elizabeth Bear "Tideline". Zniszczona maszyna wojenna u schyłku życia spotyka na plaży chłopca. Ładne, melancholijne, nastrojowe, przegadane, mli-mli, i okropnie przewidywalne.

2007: Tim Pratt "Impossible Dreams". Zatwardziały filmowy fan trafia na wypożyczalnię dvd z równoległego wszechświata, ziew - ale ładnie napisane. Nie może wypożyczyć tych filmów, bo pieniądze i formaty dvd są inne. Wyliczanka filmów, które mogły powstać w innej rzeczywistości, dość nużąca, ale zastrzeliło mnie "And Return of the Jedi, I know a lot of people hate it, but it’s one of the best movies David Lynch ever directed". Dalej bardzo przewidywalnie. Sympatyczne.
Nominowane było chyba lepsze "How to Talk to Girls at Parties" Gaimana, gdzie dwóch nastolatków jakoś w latach sześćdziesiątych trafia na imprezę, na której upragnione dziewczyny okazują się być zupełnie nie tym, kogo chłopcy się spodziewali.

2006: David D. Levine "Tk'tk'tk" Sprzedawca z Ziemi znajduje się na bardzo odległej i egzotycznej planecie, gdzie usiłuje sprzedawać, co nie bardzo mu wychodzi, ale spotyka ezoteryczną knajpę, tam go uczą, co jest najważniejsze w życiu. Przyjemne, spokojnie mogłoby być napisane w 1946... no dobrze, Sheckley w 1964, zawsze lubiłam tę stylistykę.

-> 1995-2005
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani