Z londyńskiego metra

A.I. (07.05.2019, 16:39)
Oooo, muszę koniecznie!



---
Odkryłam ten zbiór oczywiście z powodu Marty Kisiel, ale Harda Horda to coś więcej niż książka - to nieformalne stowarzyszenie dwunastu polskich pisarek fantastycznych. Połowę nazwisk znałam, niektóre dobrze. Po każdym opowiadaniu jest krótka notka biograficzna. Jestem bardzo przyjemnie zaskoczona wysoką jakością wszystkich tekstów. Mają ze sobą niewiele wspólnego, poza przeważnie ściśle kobiecą perspektywą (wyłamują się z tego trzy opowiadania).


Marta Kisiel "Jawor". Klasyczna opowieść niesamowita ubarwiona pomysłowym nawiązaniem do znanej piosenki dziecięcej. Świetnie napisane.

Aleksandra Janusz "Dróżniczka". Postapo w Japonii. Po powstaniu Bram nikt już nie podróżuje pociągami, ale ostatnia dróżniczka nadal pilnuje swojej stacji. Nastrojowe.

Ewa Białołęcka "Tylko nie w głowę". Atak zombi, opisywany przez cierpiącą na depresję singielkę, mieszkającą w bloku z kotem, i robiącą zakupy w Biedronce. Niezwykle realistyczne opisy, plus zabawny i pomysłowy sposób radzenia sobie z nieumarłymi.

Magdalena Kubasiewicz "Dokąd odeszły cienie". Zamiast wiedźmina bohaterem jest tu nekromanta, który ma się pozbyć duchów z posiadłości Treylów. Wpływ Sapkowskiego widoczny, ale jest to dość oryginalne.

Aleksandra Zielińska "Po drugie". Horror opowiadany przez dziewięciolatkę. Ładnie rozegrane podteksty.

Anna Hrycyszyn "Z góry nie patrzą". Narratorka pisze list, chociaż nie bardzo wie, co chce przekazać. Czasem urywa tekst w połowie zdania, stąd nasz obraz sytuacji jest na początku mocno niejasny. Stopniowo się klaruje i okazuje się, że to postapo ekologiczne.

Aneta Jadowska "Zielona zemsta". Zielona magia polega na hodowaniu roślin, uprawia ją chłopak młodej narratorki, która z kolei para się magią zaczepno-obronną. Wszystko w polskim małym miasteczku, którym trzęsie miejscowy bogacz. Świetne, chcę tego więcej.

Anna Kańtoch "Szanowny panie M." Narratorka po latach pisze list do mężczyzny, którego przelotnie spotykała w czasach swojej młodości, spędzonej na podróżowaniu z rodziną, w tym śmiertelnie chorą siostrą. Nastrojowe. Muszę w końcu przeczytać jej inne książki.

Martyna Raduchowska "Bezduch". Jedyny tu pierwszoosobowy narrator męski, nekromanta. W zasadzie horror.

Milena Wójtowicz "Lot wieloryba". Na świecie pojawiły się zony, w których przenikają do nas istoty z innego wszechświata. Fantastycznie pokazane ich interakcje z bardzo ciekawie zbudowaną narratorką. Czytałabym dalej, zwłaszcza, że brakuje tu trochę zakończenia.

Agnieszka Hałas "Jest nad zatoką dąb zielony". Zupełnie poważnie zastanawiałam się nad porzuceniem lektury w połowie, ponieważ jest tu śmierć głodowa w oblężonym Leningradzie oraz w bliskiej przyszłości umieranie pięcioletniego dziecka (syna prawnuczki pana, który dokonał żywota w Leningradzie). Zanadto rzewne jak na moje potrzeby.

Anna Nieznaj "Ognisty warkocz". Jedyna tu klasyczna sf, a autorka musiała czytać "Seveneves", trochę to wygląda jak jego streszczenie. Plus relacja matki z córką pokazana z innej perspektywy.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani