Z londyńskiego metra




---
Właśne dobiega końca wielka wojna. W Sfinksie przy Marszałkowskiej dyrektor Julicz krytycznym okiem przygląda się młodziutkim piplajom, tancereczkom kabaretowym akurat ubranym w stroje kaczuszek. Dziewczątka świeżo po szkole baletowej nie bardzo się nadają do czegokolwiek, ale trzeba wybrać jedną do początkowej solówki. Julicz wskazuje niemal na chybił trafił osiemnastoletnią blondynkę, Marysię Pietruszyńską. Mogłaby od biedy zatańczyć na wejście, ale gdzie z takim nazwiskiem na afisz? Gwiazdor Karol Hanusz powiada, że dopiero co widział Strońską recytującą "Redutę Ordona" - zatem może Maria Ordon?
- Na drugie mam Anna - mówi dotychczasowa Marysia.
Annę na Hannę przerobi modnie jej wielka miłość, aktor Janusz Sarnecki, a Hanusz zabierze ją o Ziemiańskiej, gdzie wiersze czyta Julek Tuwim, siódmy rok starający się o Stefcię Marchew. Tak to przynajmniej wszystko wygląda w tej ni to fabularyzowanej biografii, ni powieści opartej na życiu Ordonówny, ale jeśli nawet było nieco inaczej, jakie to ma znaczenie. Pewnie faktycznie przy pierwszym solowym występie początkującą piosenkarkę kompletnie zjadła trema. Pewnie faktycznie dyrektor Julicz uważał, że jest bardzo przeciętna, ma słaby głosik - a i tak wyrosła z niej w końcu gwiazda, bo łaska publiki od zawsze na pstrym koniu jeździ. Na pewno Sarnecki nie miał zamiaru się żenić, na pewno surowy ojciec nie pochwalał tego, że córka tańczy rozebrana na scenie zamiast być przyzwoitą krawcową. Że Tyszkiewicza (przy tej okazji odkryłam, że był prawnukiem Zygmunta Krasińskiego) poderwała przypadkiem, już nie bardzo wierzę. Na tyle rozeznania ta niby naiwna gąska musiała mieć. Czy to faktycznie Dymsza przyniósł wieść, że do Warszawy przyjeżdża "NIebieski Ptak", też już się nie dowiemy. W każdym razie przyjechał, i podobno to właśnie Ordonka była powodem, dla którego Jarossy (takiej pisowni używa autorka) został w Warszawie. Bawią się wszyscy znakomicie, choć przecież już w cieniu kolejnej wojny.

Ponieważ to nie jest tradycyjna biografia, dobrze mieć podstawową wiedzę na temat dwudziestolecia i ówczesnych celebrytów. A propos - autorka wkłada swoim bohaterom w usta współczesne słownictwo, wobec czego mam mieszane uczucia. Ale to chyba lepsze, niż fałszywe stylizacje. Zabrakło mi bibliografii, fabularyzowany tekst czy nie, na jakichś źródłach się chyba autorka opierała.

Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani