Z londyńskiego metra

dees (15.12.2017, 22:07)
p, zimno było na zewnątrz i wiał mistral!
p. (15.12.2017, 14:24)
zatem musialas byc cieplo ubrana ;-)
bo pamietalam (a site Caverne potwierdza), ze utrzymuja tam temperature 6-8°C bez wzgledu na temperature zewnetrzna.
dees (15.12.2017, 10:17)
kaja, to my mieliśmy fajnego przewodnika.

p. serio? nie sprawdziłam tego, a wydawało mi się, że jest za ciepło i za sucho.
p (14.12.2017, 14:02)
No I temperatura oraz wilgotnosc powietrza sa identyczne jak w oryginale, wiec gdy w lecie na zewnatrz jest +37 to przyjemna ochloda
kaja (14.12.2017, 12:00)
bylam! bylam we wrzesniu!
podobala mi sie, choc pani przewodniczka plotla od rzeczy i byla niespojna w tym jak powstawaly malunki



---
Z Orange pojechaliśmy do Grotte Chauvet, przejeżdżając przez malownicze gorges de l'Ardèche i zatrzymując się co chwila, żeby podziwiać widoki (oraz dać się przewiać mistralowi, choć za to wyszło słońce). Jaskinia Chauveta odkryta została w 1994, znajdują się w niej jedne z najstarszych na świecie malowideł naskalnych, i nie wolno jej zwiedzać. Wstęp jest ograniczony, tylko dla naukowców. 3 kilometry dalej w linii prostej została zbudowana jej replika (la Caverne du Pont-d'Arc) otwarta w kwietniu 2015. Z wyjątkiem klimatu nie widać, że rzecz jest sztuczna, zresztą dołożono ogromnych starań, żeby uzyskać efekt identyczny z oryginałem: zrobiono cyfrową replikę wnętrza prawdziwej groty, i wykonano 4 tysiące zdjęć w wysokiej rozdzielczości. Zdjęcia malowideł były rzutowane na skałę i artyści po nich malowali używając tej samej techniki, którą stosowali nasi przodkowie 36 tysięcy lat temu: węgla, hematytu, bądź drapania palcami w glinie. Jaskinia jest natomiast mniejsza od oryginału, i oczywiście jest tam zainstalowane odpowiednie oświetlenie oraz zrobiony wygodny chodniczek, czego w prawdziwej raczej nie można by było zrobić.

Nie wiedziałam, czego się spodziewać, sądziłam, że rysunki będą schematyczne i pojedyncze. Byłam absolutnie zafascynowana widząc ich jakość. Nie narysowałabym czegoś takiego nawet mając przed oczami zdjęcie, pod ręką najlepsze przybory i wygodnie siedząc, a przecież tamci artyści rysowali z pamięci, przy kiepskim oświetleniu, używając kawałka węgla albo skały, i pewnie na stojąco. No właśnie, przewodnik oznajmił, że z wysokości, na jakiej znajdują się rysunki, można wywnioskować, że malarz miał przynajmniej 175 cm wzrostu. Zastanawiam się, skąd wiadomo, że nie wszedł po prostu na jakiś pień drzewa, który potem został spalony. Albo na bryłę lodu. Zastanawiam się też, dlaczego nie malowali siebie nawzajem, albo drzew czy kwiatów; wyłącznie zwierzęta. A jeszcze bardziej fascynuje mnie, że nikt nie zatarł tych malunków. Być może wchodzili do tej jaskini tylko przez chwilę - żyły tam niedźwiedzie i lwy jaskiniowe. Było ich w każdym razie na pewno co najmniej kilku, zadziwiające, że nie byli o siebie zazdrośni, że nie wymazywali tego, co narysował poprzednik. Po paru tysiącach lat jaskinię odkryła kolejna grupa ludzi, oni też nie pomyśleli o zniszczeniu twórczości naskalnej. Przyszło mi do głowy, że było ich mniej, dbali o siebie nawzajem, zależało im na przetrwaniu, nie byli agresywni. Potem przyszli rozmaici najeźdźcy, których my jesteśmy potomkami. Jest nas też tak dużo, że mamy podświadomą ochotę pozabijać się nazwajem, stąd cała ta narastająca agresja w różnych społeczeństwach.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani