Z londyńskiego metra

p. (11.02.2019, 17:00)
To znaczy, że wykluczasz, że matematyka może być życiem
p. (11.02.2019, 16:59)
To znaczy, że wykluczasz, że matematyka może być życiem
dees (09.02.2019, 20:08)
p, rozmyślam dlaczego mi to (jakoś wyjątkowo) nie przeszkadza, i nie wiem. Może dlatego, że chciałam czytać o życiu, a nie matematyce.
p. (04.02.2019, 17:28)
Książke Urbanka czyta się łatwo, niestety ilość błędów merytorycznych w rzadkich fragmentach poświęconych matematyce jest denerwująca a opis "własnymi slowami" wielkiego twierdzenia Fermata wręcz żenujący. Wiem, że Urbanek matematykiem nie jest ale od czego jest wydawca ! Steinhaus, o którego dbałości językowej Urbanek tyle pisze, pewnie by mu tego łatwo nie wybaczyl.
dees (04.02.2019, 10:35)
bere, wow. wow!!
bere (03.02.2019, 21:25)
doskonale się czyta! (mam wpis Chwistka w indeksie mojej babci)



---
Przeszli do historii i legendy, zmienili matematykę i oblicze świata. Spotkali się przez przypadek, a potem latami regularnie spotykali się w lwowskiej kawiarni, dyskutując o matematyce, wymyślając problemy i je rozwiązując. Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam, Stanisław Mazur.

Zaczęło się od Steinhausa, urodzonego w 1887 w Jaśle. Studiował w Getyndze, walczył w Legionach Polskich w czasie pierwszej wojny światowej, a w lipcu 1916 na krakowskich Plantach usłyszał rozmowę o całce Lebesgue'a. Tak poznał pięć lat młodszego Stefana Banacha. Ten w równoległej rzeczywistości nosiłby nazwisko Greczek (a za nim przestrzeń Greczka), gdyby jego ojciec mógł ożenić się z jego matką, byli jednak podobno zbyt biedni, a Stefan Greczek w dodatku nie mógł wziąć ślubu bez zezwolenia wojskowego dowódcy. Dziecko wzięła na wychowanie bezdzietna kobieta i zapewniła mu wykształcenie. W 1920 został ściągnięty do Lwowa przez Steinhausa, który objął katedrę matematyki na tamtejszym uniwersytecie.

Stefan Mazur (późniejszy ojciec znanej tancerki Krystyny Mazurówny) był synem lwowskiego cukiernika i studentem Steinhausa. Roztrzepanym i niezbyt pilnym. Miał niezwykły umysł, ale był strasznie leniwy, nie chciało mu się publikować, wystarczała mu świadomość, że potrafi rozwiązać pojawiające się problemy. Szkoda, bo wiele najważniejszych twierdzeń XX wieku mogłoby nosić jego nazwisko. Tak samo jak nieco wcześniej Banach, Mazur nie ukończył studiów, co nie przeszkodziło mu w zrobieniu doktoratu, a potem profesury. Kiedy został asystentem na uniwersytecie, poznał studenta Stanisława Ulama, najmłodszego z czwórki, syna lwowskiego adwokata. Obaj dołączyli do kawiarnianego stolika Banacha (gwar i dym papierosowy były mu najwyraźniej niezbędne do kreatywności), gdzie dyskutowali o matematyce do roku 1939. Ulam w czasie wojny pracował w projekcie Manhattan, tworząc bombę atomową. Wierzył, że tylko prace nad bronią ostateczną zapewnią ludzkości pokój. Był poza tym szczęśliwy w Los Alamos skupiającym najwybitniejsze umysły świata. Steinhaus z kolei, powszechnie znany jako autor licznych aforyzmów, poświęcił sporo czasu pracy nad stworzeniem introwizora, maszyny pozwalającej na ocenę głębokości, na jakiej na zdjęciu rentgenowskim znajduje się obiekt.

Wojnę wszyscy czterej jakoś przetrwali, w przeciwieństwie do innych uczonych, którzy nie mieli tyle szczęścia. Banach karmił wszy w Instytucie Weigla. Zmarł w sierpniu 1945. Steinhaus wyjechał do Wrocławia organizować wydział matematyczno-fizyczno-chemiczny powstającej tam uczelni. "Brał udział tylko w tych wydarzeniach naukowych i kulturalnych, na które zaproszenia nie zawierały błędów językowych". (Jakże go rozumiem). Ulam został w Stanach, w roku 1960 zadzwonił do niego asystent prezydenta Kennedy'ego z pytaniem, jakim projektem powinni się zająć. Ulam wskazał wyprawę na Księżyc. Natomiast Mazur został posłem na sejm i objął katedrę matematyki na Uniwersytecie Warszawskim. To on powołał warszawskie liceum dla matematycznych talentów, obecnie im. Staszica.

Przelotnie w książce pojawiają się również Leon Chwistek i sam Henri Lebesgue, który przed wojną przyjechał do Lwowa odebrać doktorat honoris causa Uniwersytetu Jana Kazimierza. Banach i Steinhaus zabrali go oczywiście do Szkockiej, gdzie przestudiował kartę pełną niezrozumiałych nazw i oświadczył, że jada tylko potrawy dobrze zdefiniowane.

Jak zwykle biografie Urbanka, książka jest precyzyjna i świetnie napisana. Ostatni rozdział zawiera rozmowę z profesorem Romanem Dudą, matematykiem i historykiem nauki. Znał osobiście Steinhausa i Mazura. Twierdzi, że matematyczna szkoła lwowska była najważniejszym wkładem w naukę światową.
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani