Z londyńskiego metra




---
Lavie Tidhar "Terminal". Bezpowrotnie odlatujemy z Ziemi, dość nietypowo, bo każdy sam w swoim kosmicznym gruchocie, w roju podobnych sobie, choć każdy miał inny powód. Poetyczne, zdumiewające, doskonałe.

Carolyn Ives Gilman "Touring with the Alien". Nominacja do Hugo. Nagle pojawiły się statki kosmiczne Obcych, od razu na Ziemi. Sześć miesięcy później wyszli z nich tłumacze, mówiąc, że The aliens had come in peace. They had no demands and no questions. They merely wanted to sit here minding their own business for a while. They wanted to be left alone. Natomiast bohaterka, która pracuje jako kierowca i transportuje rzeczy, których nikt inny nie chce, dostaje propozycję nie do odrzucenia. Temat nienowy, ale rozegrany świeżo i znakomicie.
Opowiadanie przegrało Hugo z uroczym pratchettowym "The Tomato Thief" Ursuli Vernon.

Matthew Claxton "Patience Lake". Bohater usiłuje się dostać do Saskatoon, ale wszystko jest przeciwko niemu, psuje mu się kolano, na drogach są blokady. Jest to a man with a smooth plastic head, no nose, speaker grill for a mouth, round eyes that never blinked. Potem się okazuje, że weteran przerobiony na taniego cyborga. Świetnie zrobione, bardzo naturalne dialogi, dowiadujemy się tylko tyle, ile musimy. Mocne do końca.


Rich Larson "Jonas and the Fox". Jonas ma 12 lat, a Fox znajduje się w ciele Damjana, małego brata Jonasa. Żadnemu z nich ta sytuacja się nie podoba. Jesteśmy na innej planecie, a bohaterowie przypadkiem trafiają na ukryty statek kosmiczny, który pozwoli Foxowi uciec. W tle rewolucja i jej echa. Świetne.


Gord Sellar "Prodigal". Bohaterowie wracają do domu "after Benji’s final sentientization treatment". Benji jest psem. Właściwie pomysł oczywisty, ale nie przypominam sobie tak rozegranego. Bardzo klasyczna narracja, trochę 1950 przez te niemal satyryczne wstawki łamiące powagę tematu. Wnikliwe.


Kathe Koja & Carter Scholz "KIT: Some Assembly Required". "The atheist awoke in the machine", a jest to odtworzona świadomość Christophera Marlowe'a, który wspomina wiek XVI i próbuje się odnaleźć w obecnych czasach. Każą mu walczyć z zagrożeniem terrorystycznym. Intrygujące.


Gregory Benford "Vortex". Do chińskiej bazy na Marsie udaje się małżeństwo Julia i Victor, jedyni z Pierwszej Ekspedycji. Na Marsie jest życie. Nie takie, jak na Ziemi. Techniczny opis każe trochę myśleć o Lemie z "Edenu" czy "Niezwyciężonego", potem natomiast wkracza "Marsjanin" (to dość nachalne skojarzenie trochę mnie irytowało). Tymczasem na Ziemi wojny. “Wars don’t determine who’s right, only who’s left.” Pierwsze tutaj, które mnie nie do końca przekonało, z jednej strony dzieje się za dużo, z drugiej za mało, a zakończenie jakby pośpieszne.


Paul McAuley "Elves of Antarctica". Fakt, tematyki eko jeszcze w zbiorze nie było. Mike pracował przy sztucznym jeziorze w Australii: stwarzanie nowego lepszego świata. A potem przeniósł się na Antarktykę, gdzie próbuje się zachować największy kawałek ziemskiego lodowca i zapobiec podnoszeniu poziomu oceanów. I tam spotyka kamienie ustawione przez elfy. Albo kogoś. Dość ładne, ale trochę zanadto obsesyjnie powtarza "zmiana, zmiana, nic już nigdy nie będzie takie jak było". Plus zbyt naiwnie optymistyczna konkluzja.


Ian McHugh "The Baby Eaters". Meychezhek jest Obcą, była ambasador na Przyjaźni i nauczyła się tam pić kawę, a pierwszoosobowa narratorka przychodzi do niej pełna bojaźni i szacunku, prosić o pomoc w prowadzeniu handlu. Porozumiewają się przy pomocy implantu Babel. Jeśli da się coś mniej oryginalnego napisać, to ja nie chcę wiedzieć co. Po czym okazuje się, że płcie są odwrócone, znaczy mężczyzna jest w ciąży, czego autor nie jest uprzejmy w żaden sposób wyjaśnić. Tak sobie wymyślił i tak jest fajnie oraz należycie Obco. Chciałabym się dowiedzieć, jak w takim razie definuje pojęcie "samica" i dlaczego Dozoisowi takie bzdury nie przeszkadzały. Zaraz się dowiedziałam dlaczego - dalej jest znacznie ciekawiej, aczkolwiek nadal mało odkrywczo.


Aliette de Bodard "A Salvaging of Ghosts" Wietnamskie imię, klejnot w dłoni, duch jej córki, statek kosmiczny: wszystko już w pierwszym zdaniu, znaczy klasyczna Bodard. Bohaterka zamierza odzyskać szczątki córki, wykonując w tym celu a dangerous dive into deep spaces, well into layers of unreality that could kill them all. Nie żeby ze szczątków wiele pozostało, deep space kompresuje je bowiem w klejnoty, bo dlaczego nie. Poza tym ciężkie życie ubogich nurków kosmicznych, skazanych na śmierć, i upajanie się własną frazą (nie wykluczam, że jestem do niej nadmiernie uprzedzona).


Geoff Ryman "These Shadows Laugh". W połowie XIX wieku odkryto lud Colinas, małych brązowych kobiet, nie noszących ubrań. Na olimpiadzie w Monachium zdobyły 10 złotych medali, i zabroniono im dalszego udziału w igrzyskach, bo nie całkiem są kobietami. Założyły miasto Precinct, gdzie się znajdujemy. Stanowią podgatunek homo sapiens, rozmnażający się przez partenogenezę, i tu jest potrzebna pomoc narratorki, biolożki. Ta natomiast łamie obowiązuje w tej społeczności prawa. Niegłupio pomyślane i bardzo ładne.


Craig DeLancey "RedKing". Cyberpunk. Narrator jedzie z panią aresztować dzieciaka, który prawdopodobnie napisał tytułowego RedKinga. Betonowa wieża, pada deszcz, truck z koreańskim żarciem: jakby znajoma scenografia. Dalej też nienowo, moving hardware into the skull. Nic nowego, nic.


Sam J. Miller "Things With Beards" Czytałam je przy okazji nominacji do Nebuli


Shariann Lewitt "Fieldwork". Początek jest dość zawikłany, ale matka narratorki dostała medal Fieldsa, a jej matką była Tatyana Kolninskaya, eksploratorka Kosmosu, która poleciała na Europę. Wróciło stamtąd tylko dwoje dorosłych i wszystkie dzieci, w tym trzynastoletnia matka narratorki. Wszyscy cierpią na PTSD i to jest doskonale opisane, wychodząc poza sf. A teraz narratorka leci na Europę. To jest jednocześnie absurdalne (nastoletnie dzieci na Europie, trzynastoletnia nawigatorka??) i w pewnej warstwie cudownie realistyczne (zakładając, że mamy takie technologie i tyle paliwa, żeby do Jowisza dolecieć w pięć miesięcy, a nie sześć lat - co nadal jest znacznie bardziej prawdopodobne niż prędkości bliskie c). A w ogóle można by to brzytwą Lema potraktować, wystarczyłaby tutaj dowolna egzotyczna i niebezpieczna wyprawa na Ziemi.


David Gerrold "The Further Adventures of Mr. Costello". Narrator zwiedził 50 planet, aż znalazł Haven, bardzo podobną do Ziemi, z pięknymi zachodami dwóch słońc. I bounced lucky and ended up in a contract family with four beautiful wives and two strong husbands. Ale to nieistotne, bo ta opowieść is about Costello — him and his fancy orange suit. Przewidywalne, ale bardzo mi się podoba sprawna narracja i tonacja, coś z Heinleina, coś z sowizdrzalskiej retrofantastyki, ponieważ jest to kontynuacja opowiadania Sturgeona "Mr. Costello, Hero", z 1953, które jest jednak nadal bardzo aktualne.


Rich Larson "Innumerable Glimmering Lights". Rozmawiają obcy z mackami żyjący w oceanie, coś w rodzaju kałamarnic porozumiewających się ultradźwiękami. Jeden zamierza się przewiercić przez lodowy dach świata na mityczną drugą stronę, drugi go ostrzega. Autor nie używa zaimków "on" czy "ona", tylko za każdym razem trzywyrazowych imion. Świetnie zrobione, pomysłowe i wciągające (chociaż jak się czytało "Wykład profesora Mmaa" to doprawdy można tylko sobie westchnąć).


Steven Barnes "Fifty Shades of Grays". W krótkim wstępie narrator przyznaje się do winy, spisuje swój testament, a potem wraca do początków, czyli maja 2025, kiedy otrzymał wyzwanie "make ugly sexy", nie wiedząc nic więcej. Niestety ja domyśliłam się błyskawicznie, co uczyniło czytanie dość męczącym, ale tylko przez pierwszą część. Potem jest ciekawiej (choć rozwinięcie znów szybko robi się oczywiste), aż do zaskakującego końca.


Alastair Reynolds "Sixteen Questions for Kamala Chatterjee". Rzeczywiście w formie pytań i odpowiedzi udzielanych przez naukowiec badającą Słońce, natomiast nie są to pytania pochodzące z jednej linii czasowej, co znajduje swoje uzasadnienie w treści. Celowo dezorientujące. Część hard sf fajna, ale punkt kulminacyjny mocno z "Historii twojego życia" Chianga.


Pat Murphy & Paul Doherty "Cold Comfort". Bohaterka zakłada ładunki wybuchowe na zamarzniętym jeziorze arktycznym, żeby zwrócić uwagę na problem globalnego ocieplenia. Potem szczegółowo opisuje swoje dalsze działania, wychodzi z tego coś w rodzaju eko-cyberpunku. Zakończenie nie pozostawia złudzeń.


Nina Allan "The Art of Space Travel". Naratorka jest head of housekeeping w hotelu na Heathrow, gdzie za dwa tygodnie przyleci dwójka marsjańskich astronautów. "They’re going to Mars, and they won’t be coming back." Narratorka ma również umierającą matkę mitomankę, i nie zna swojego ojca. Wszystko splecione w subtelną opowieść. Żadna fantastyka, ale ładne.


Derek Künsken "Flight from the Ages". "3113 A.D. The artificial intelligence Ulixes-316 was the sole occupant of the memory banks" na statku podróżującym przez wormhole, a potem z kolegą Poluphemosem wysyłają go do zbadania anomalii w odległym systemie słonecznym. Imiona AI nie są przypadkowe, Poluphemos zostaje bowiem oślepiony (a na pytanie, kto go oślepił, Ulixes odpowiada oczywiście "nikt"). Potem nadchodzi Koniec Wszechświata. Niby hard sf, niby poetyczne. Dużo słów, dużo.


Samantha Henderson "My Generations Shall Praise". Narratorka z wyrokiem śmierci spotyka swoją umierającą bogatą kuzynkę, która zamierza zabrać jej ciało razem z mózgiem. Tylko jak ją do tego przekonać. Bardzo zwięzłe, bardzo mocne, jedno z najlepszych tutaj (choć nie została poruszona kwestia, że to będzie tylko kopia świadomości; ale właściwie nic by to zmieniło).


Stephen Baxter "Mars Abides". 4 lipca 2026: w 50 rocznicę pierwszego lądowania (w tej alternatywnej rzeczywistości lądowanie było załogowe) na Marsie został ostatni człowiek, narrator opowiadający swoje życie. W 1964 miał 21 lat i w obserwatorium w Los Angeles spotkał rok starszą pilotkę Verity, a sonda Mariner odkryła na Marsie lasy i atmosferę. Następnie wyścig kosmiczny był jeszcze bardziej zawzięty niż w rzeczywistości. Dobre do końca.


Ian R. MacLeod "The Visitor from Taured". Narratorka zaczęła studia na uniwersytecie w Leeds, w czasach kiedy uniwersytetów została zaledwie garstka. W dodatku studiowała Literaturę Analogową, i tak, naprawdę ma na myśli te stare papierowe obiekty pozbawione jakiejkolwiek interaktywności. Tam spotkała Roba Holma, który studiował astrofizykę. Niezwykle realistyczny w swojej skromności opis świata za jakies 60 lat. Długie rozwinięcie i dość nieoczekiwane zakończenie.


Bill Johnson "When the Stone Eagle Flies". Dla odmiany jesteśmy w 612 pne w Niniwie (Mezopotamia, wschodni brzeg Tygrysu). Bohater komunikuje się jednakże ze sztuczną inteligencją. Za chwilę się okazuje, że mamy tu podróżników z różnych linii czasowych, w tym oczywiście też z takich, gdzie są habitaty orbitujące wokół Saturna. Jak już ściągnęłam brew na miejsce, to zaczęło mnie nawet interesować, co jeszcze autor postanowił tam włożyć. Otóż już nic, i robi się całkiem ciekawe, kiedy wychodzi na jaw, że bohaterowie nie są całkiem zwyczajnymi podróżnikami w czasie. Ostatecznie lepsze, niż się zdawało na początku.


Lavie Tidhar "The Vanishing Kind". W latach 1950 odbudowano Londyn i postawiono tam diabelski młyn, przejażdżka kosztowała 2 Reichmarki... czyli w tej wersji historii alianci zapewne przegrali wojnę (czy przypadkiem dawno temu nie napisał czegoś takiego niejaki Dick?). "England’s a peaceful place, and a faithful servant of the Führer." Istotne jest jednak to, że narrator spotyka Gunthera Sloama, który przyleciał tu z Berlina za kobietą. A jeszcze bardziej interesujące jest, kim jest narrator. Znakomicie zrobiona atmosfera noir, nie spodziewałam się tego po autorze. Kompletnie inne od otwierającego ten zbiór.


James Patrick Kelly "One Sister, Two Sisters, Three". Planetary romance. Mówi jedna z sióstr bliźniaczek, urodzonych na planecie jednej z Tysiąca Światów, wyznawczyni the Divine Moya, do której modli się liczbami Fibonacciego. Ta druga siostra była tą ładną, i chciała się nauczyć Anglic, języka turystów, grzesznych ludzi. Matka natomiast, śmiertelnie chora, wyjechała do Skytown, odcinając sobie tym samym drogę powrotu, bo zdradziła religię i zdecydowała poddać się replikacji, czyli przeniesienia umysłu do nowego ciała. Ograne realia, ale historia jest jednak całkiem świeża i miejscami zaskakująca.


Ken Liu "Dispatches from the Cradle: The Hermit—Forty-Eight Hours in the Sea of Massachusetts". Przeczytałam tytuł i już jęknęłam ze zmęczenia. Ludzkość rozrzucona między trzema planetami, księżycem, i asteroidami, ma inwestować w terraformowanie Marsa i Ziemi. Tak, to nie pomyłka. Ziemię trzeba terraformować po skutkach globalnego ocieplenia, na razie można po niej wyłącznie pływać, co czyni bohaterka, która przyleciała tu z Wenus. Na Marsie jest natomiast Watney City, co mnie rozbawiło. Następnie mamy długi opis życia na zalanej Ziemi, przetykany melodramatycznymi rozważaniami kursywą, a "Wodny świat" to już był parę lat temu chyba (ale musi tak być, bo to z antologii "Drowned Worlds").


Eleanor Arnason "Checkerboard Planet". Bohaterka przylatuje do systemu słonecznego z żółtym karłem, sześć planet, w tym gazowe giganty, nic niezwykłego, jeśli nie liczyć jednej kamiennej planety, która ma tlen, wodę, i roślinność. Układającą się w perfekcyjną szachownicę. Jest tam również miasto z ludźmi, a bohaterka z Ai w głowie ma zbadać sytuację. W tle zwalczające się korporacje z sekretami, oczywiście. Przegadane, nic oryginalnego.


Karl Bunker "They Have All One Breath". Na pierwszej stronie bohater przywołuje klasyczne opowiadanie E.M.Forstera "The Machine Stops", w którym ludzkość żyje pod powierzchnią Ziemi w Maszynie zapewniającej komunikację Skype'm, fejsem i innymi social mediami (bez tych nazw, ale opis jest zdumiewająco dokładny jak na rok 1909). U Bunkera natomiast ludzkością rządzą/rządzi oczywiście wszechmogąca AI. Oglądamy w retrospektywie nadejście Singularity, trochę za dużo tu z "Ptaków czujników" Sheckleya, ale to opowiadanie robi się coraz lepsze, aż do przejmującego końca. Zastanawiam się tylko, dlaczego fxbeb NV qbpravnłl mqbyabśpv gjóepmr obungren, avr qbfgnł mrmjbyravn an cemrxnmnavr traój qnyrw. Natomiast w ogóle daje do myślenia. Widać, że jeśli kiedyś pojawi się inteligencja zdecydowanie przewyższająca naszą, to jedynym możliwym logicznym pomysłem będzie pozbycie się ludzkości. (Idąc dalej widać, że hipotetyczny bóg wszechmogący również nie mógłby się posługiwać logiką, skoro w ogóle zezwala nam na istnienie. Swoją drogą to też poniekąd widać w opowiadaniu Chianga "Piekło to nieobecność Boga").


Paolo Bacigalupi "Mika Model". Opowiada detektyw Rivera, do którego przychodzi Mika model, sexbot, i żąda adwokata, ponieważ zabiła właściciela. Tematyka nienowa, ale z interesującej perspektywy. Całkiem fajny klimat noir, drugi tutaj po Tidharze.

Carrie Vaughn "That Game We Played During the War". Pisałam o nim przy okazji nominacji do Hugo.


Charlie Jane Anders "Because Change Was the Ocean and We Lived by Her Mercy". To moje pierwsze zetknięcie z autorką powieści nagrodzonej Nebulą 2017, którą mam w kolejce do przeczytania. Świat post-apo, po Great Decimation i Dataclysm (to kolejny tekst z antologii "Drowned Worlds"). Narratorka mówi, że jest pierwszym pokoleniem, które przyjmuje za naturalne, że ludzkość przeżyje. Jej rodzice i dziadkowie spodziewali się końca świata w każdej chwili. Nic nowego: zalany świat, martwy ocean, zanieczyszczenia, próby stworzenia hipisowskiej komuny: ale znakomicie napisane, chociaż nic się tu nie dzieje.


Ted Kosmatka "The One Who Isn’t". Dziecko zamknięte w pokoju odwiedza kobieta. Wygląda na to, że dziecko jest chore, być może śmiertelnie. Dość szybko domyślamy się prawdy, pozostaje pytanie dlaczego. Nie jestem przekonana, niewiele z tego wynika.


Mercurio D. Rivera "Those Brighter Stars". Narratorka zwraca się do znienawidzonej matki, żeby ją poinformować o śmierci ojca, i żeby dotrzymując danej mu obietnicy opowiedzieć o swoim życiu. Pięć lat wcześniej z Obłoku Oorta wyłoniła się dziwna kometa, nadająca nieprzypadkowe sygnały i kierująca się w stronę orbity ziemskiej. Bohaterka ma pracować dla koalicji NASA i ESA przy badaniu potencjalnych Obcych. W tym celu porzuca dwunastoletnią córkę. Po pierwsze nie rozumiem, dlaczego w ogóle informacja o statku została ujawniona publicznie. Po drugie, dlaczego wszyscy podchodzą do pojawienia się statku hurraoptymistycznie, a nikt jakoś nie zakłada, że przylatują podbić Ziemię. Po trzecie narratorka ma szczególne zdolności, które pozwalają jej czytać emocje zwierząt, stąd pomysł, że będzie w stanie odczytywać Obcych. Tylko skąd niby wiadomo, że zwierzęta odczytuje prawidłowo? W tym momencie miałam już w zasadzie ochotę przestać czytać dalej. Poza tym jest to oczywiście historia o stosunkach matka-córka, która mogłaby być dobra, gdyby była dobra.


Maggie Clark "A Tower for the Coming World". Kiedy na szczycie budowanej windy kosmicznej wybucha zbiornik z ciekłym tlenem, Stanley Osik jest w Polsce, pod Lublinem, na pogrzebie swojego ojca Henryka. Autorka (Kanadyjka) zapewne ma jakieś polskie korzenie, bo w ogóle są tu wtrącenia polskich wyrażeń. Kolejni ludzie umierają, są grzebani, i w końcu poleci statek do gwiazd - wszystko w bardzo skromnej, niemal reportażowej, relacji.


Melissa Scott "Firstborn, Lastborn". Teoretycznie to świat z Finders , ale nie widzę oczywistego powiązania. Międzyplanetarna fantasy, ludzie dzielą się na Firstborn, Secondborn i Faciendi, budują plazmowe serca statków. Bohaterka, której umysłem i działaniami rządzi AI, przychodzi do swojej przyjaciółki powiedzieć jej, że znalazła statek kosmiczny jakoś powiązany z rodziną tamtej.


Ian McDonald "Women’s Christmas". Tytułowe święto it’s a thing from Cork and Kerry, chodzi o 6 stycznia, a obchodzi je pięć sióstr, Irlandek. W ogóle nie wygląda to jak fantastyka, chociaż pojawia się nieobecna ciotka, która poleciała na Księżyc (gdzie mieszka i pracuje pół miliona ludzi), i przysyła stamtąd pieniądze. Ale to mogłaby być równie dobrze osoba, która z Irlandii wyjechała do Stanów. Poza tym nie zrozumiałam sensu.


Alastair Reynolds "The Iron Tactician". Międzygwiezdna fantasy. Merlin (bohater znany z innych opowiadań autora, np. "Minla's Flowers") natyka się na wrak statku i zamierza go zbadać, choć obawia się, że to pułapka. Był to swallowship, pożerający interstellar gas, przetwarzający go na paliwo, i wiozący całe pokolenia ludzi. Następnie przemieszczamy się do układu planetarnego, gdzie toczona jest wojna lokalna, która jest jednak niczym wobec tej wielkiej w tle. Poza tym są tu księżniczki i królowie oraz coś z Kultury Banksa.

-> 33
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani