Z londyńskiego metra

dees (14.06.2018, 15:39)
kaja, to jest potężny almanach, a ponieważ "Kroków w nieznane" już nie ma...
kaja (13.06.2018, 14:44)
to byl dlugi i swietny wpis, dziekuje.



---
Ian McDonald "The Falls: A Luna Story". Ludzie żyją na Księżycu, AI jest wszędzie i ma emocje oraz wyobraźnię, nasze dzieci nie są nami i dokonują własnych wyborów; trochę nuda na otwarcie tego wydawanego co roku obszernego zbioru opowiadań anglojęzycznych.

Aliette de Bodard "Three Cups of Grief, By Starlight". Bohaterowi zmarła matka oraz ma siostrę, która jest statkiem kosmicznym, bo ludzie żyją na planetach i sztucznych satelitach. Poza tym ludzie przyjmują w siebie implanty zawierające pamięć i osobowość zmarłych, ale tej akurat zmarłej nie przyjął syn, tylko jej uczennica, była bowiem cenioną naukowiec. Jak to Bodard, nic odkrywczego, ale bogaty świat i ładnie napisane.

Eleanor Arnason "Ruins". Historia alternatywna, w której ludzie mieszkają na Wenus obracającej się jak Ziemia, a Związek Radziecki upadł, bo usilnie próbował ją zasiedlić, co mu się częściowo udało, tam przetrwała ostatnia republika radziecka. Poza tym na tej Wenus jest megafauna, a do bohaterki przychodzi pan z National Geographic proponując wyprawę.

Ann Leckie "Another Word for World". Dwie rasy ludzkie usiłują koegzystować na jednej planecie, wychodzi im średnio, i właśnie są na krawędzi wojny. Po zestrzeleniu ich samolotu przez las przedzierają się dwie przedstawicielki tych ras i próbują się porozumieć przy pomocy automatycznego translatora, który powoduje gigantyczne nieporozumienia. Stare, wszystko było, ale mam słabość do Leckie z jej detalicznymi światami, do których ma podejście jak Le Guin. Dowiedziałabym się, co było dalej.

Rich Larson "Meshed". Narrator chce podpisać kontrakt z młodym niewiarygodnie zdolnym koszykarzem. Częścią kontraktu jest tytułowy mesh, okablowanie w mózgu nagrywające biofeedback, który potem można odtwarzać jako VR. Bohater jednak odmawia.

Gwyneth Jones "Emergence". Narrator urodził się w 1998, ma prawie 300 lat, i mieszka na stacji orbitującej wokół Europy. Na tym świecie świadome AI są traktowane jako niezależne byty, natomiast na Ziemi są niewolnikami. Narrator więc gardzi Ziemią, ale po wypadku musi tam wrócić, bo tylko tam jest odpowiednia medycyna. Dobrze pomyślane, wykonanie mnie nie zachwyciło.

Carter Scholz "Gypsy". Z umierającej Ziemi - nic nowego, przeludnienie, zanieczyszczenia, wyczerpanie zasobów naturalnych - ucieka statek kosmiczny. Mają hibernację, reszta w miarę realistyczna, mocno techniczne, świetnie napisane, szkoda, że przegadane.

Chaz Brenchley "The Astrakhan, the Homburg, and the Red Red Coat". Zabawne, u Arnason chwilę wcześniej był Venusport, tu jest Marsport, umawiali się? Ale tam historia alternatywna, tu steampunk, aethership, dżentelmeni, a rzecz jest o porozumieniu z Marsjanami, którzy nie są małymi zielonymi ludzikami. Doskonałe stylistycznie, oryginalne, nastrojowe, chyba do tej pory moje ulubione w tym zbiorze.

Indrapramit Das "The Muses of Shuyedan-18". Ludzie na obcej planecie oglądają narodziny miejscowej istoty, gigantycznego kroczącego zamku, które na swojej skórze malują to, co widzą. Na przykład ludzkie obserwatorki, które mają romans, lecz non-het couples nie są na tym świecie mile widziane. Dość ładne z początku, potem raczej banalne.

Carrie Vaughn "Bannerless". Post-apo, gdzie apokalipsę spowodowało wszystko naraz: choroby spowodowane zmutowanymi mikrobami plus zepsucie środowiska. So, the world died. But people survived, here and there. They came together and saved what they could. They learned lessons. Po paru chwilach świat zabrzmiał mi znajomo, i owszem, ten sam co w nominowanym do Hugo 2011 opowiadaniu Amaryllis. Tutaj dwoje inspektorów idzie do gospodarstwa prowadzić dochodzenie, nie wolno bowiem mieć dzieci bez specjalnego zezwolenia - bannera. Niezwykle subtelne, bardzo ładne. Chociaż fakt, że wszystko tutaj jest rządzone przez komitety, powoduje u mnie nerwowe drgania policzka, ale autorka nie ma takich skojarzeń. Jest ubiegłoroczna powieść pod tym samym tytułem, potrzebuję jej.
W tym samym świecie jest też osadzone opowiadanie Astrophilia, w którym młoda dziewczyna musi opuścić podupadłe gospodarstwo rodziców i przenieść się do innego, gdzie spotyka astronomkę hobbystkę. Ale astronomia nie jest użyteczna w tym świecie, w którym wszystko powinno takie być.

Sean McMullen "The Audience". Piątka ludzi poleciała zwiedzić Abyss, planetę w obłoku Oorta, która jednak nie jest częścią Układu Słonecznego. Lecieli 20 lat z 1/200 prędkości światła, czyli dość realistyczne. Trochę kazało mi myśleć o Wattsie, ale bez porównania lżejsze: narrator jest dowcipnisiem i pisarzem. Przy okazji rozegrane tak, że przez chwilę przestałam oddychać, a potem trzymało moją uwagę aż do końca. Bardzo, bardzo fajne, mój kolejny faworyt.

James S. A. Corey "Rates of Change". Najpierw widzimy kobietę, z której syna został po wypadku mózg z systemem nerwowym, i nie wiadomo, czy uda go się włożyć w nowe ciało, a potem wędrujemy rok wcześniej, żeby się dowiedzieć, że ludzie się przenoszą do innych, sztucznych ciał, i syn bohaterki ma właśnie takie życzenie. Zrobione nieźle, interesujące pytania, ale jakoś przegadane.

Sam J. Miller "Calved". Kolejne post-apo ekologiczne. Narrator jest wygnańcem z zatopionego Nowego Jorku, pracuje przy odzyskiwaniu wody z lodowców i odwiedza swojego syna w pływającym mieście koło Grenlandii. Syn właśnie stał się nastolatkiem. To jest bardzo obiecujący młody pisarz (jego inne opowiadanie z tamtego roku było nominowane do Nebuli), a opowiadanie jest przejmujące i w zasadzie niefantastyczne.
 
Ian McDonald "Botanica Veneris: Thirteen Papercuts by Ida Countess Rathagan". Drugi tekst McDonalda tutaj, to naprawdę nie ma już innych pisarzy? Ale to jest bardzo ładne opowiadanie, wpisujące się w nurt fantastyki wenusjańskiej (ponieważ tak samo jak wcześniejsze "Ruins" pochodzi z innego zbioru Dozoisa, "Old Venus" nawiązującego do modnej w latach 1930-50 wizji Wenus jako ciepłej planety pełnej obfitej roślinności i zwierzyny), a poza tym poniekąd steampunkowe w klimacie: czyli XIX wiek, w którym były loty na Wenus. Opowiada arystokratka, której wycinanki przedstawiające wenusjańską florę przetrwały wiele lat, ale prawdziwy powód jej wyprawy na obcą planetę był inny.

John Kessel "Consolation". Kanada zagarnęła teren USA, Floryda zatonęła, nie ma już żadnej prywatności. W otwierającej scenie ktoś wrzuca granat do biura narratora pierwszoosobowego, po czym narracja przenosi się na kobietę, która ten granat wrzuciła, ładnie zrobione. Mam wrażenie, że potencjał tego świata zupełnie nie został wykorzystany.

Allen M. Steele "The Children of Gal". Sto sześćdziesiąt lat po przybyciu na planetę Eos potomkowie ludzi chodzą na przemian na czworakach i na dwóch nogach, mają błonę pławną między palcami, czczą Gal - czyli statek macierzysty, i surowo karzą za popełnianie herezji. Tak właśnie została odesłana matka bohatera. To oczywiście wszystko już  było, ale historia jest znacznie bardziej wciągająca, niż mi zdawało na początku. Świetnie nakreślony świat, fajni bohaterowie, za dużo wyjaśnień tego, czego się już domyśliliśmy na początku.

Martin L. Shoemaker "Today I Am Paul". Czytałam i pisałam o nim przy okazji nominacji do Nebuli.

Paolo Bacigalupi "City of Ash". Post-apo ekologiczne, oczywiście, jak to Bacigalupi. Phoenix pokryte czarnym popiołem, nie ma wody, a obok inteligentny samowystarczalny budynek, gdzie "you could live up high, safe from dust and gangs and rolling brownouts, and never be touched by the disaster of Phoenix at all" o ile oczywiście ma się pieniądze. Ale ojciec bohaterki ma pracę i wszystko już będzie dobrze. Bardzo zwięzłe. Jest to prequel do "Wodnego noża".

James Sarafin "Trapping the Pleistocene". Bohater jest traperem, poluje na bobry i wydry, jak mógłby jego prapradziadek, ale jesteśmy w Ohio przyszłości. Odtworzono populacje niedźwiedzi, pum i wilków, a bohatera prosi o współpracę rząd. W tym celu ten mieszkaniec tradycyjnej ziemskiej enklawy rolnicznej musi się udać do nowoczesnych wież, których wszyscy mieszkańcy mają wszczepy, i w których się czuje mniej więcej jak Hal Bregg. Potem, jak obiecuje tytuł, przenosimy się w odległą przeszłość. Dużo tematów, przedziwne jest to połączenie niemal cyberpunkowego początku z totalnie fantastyczną podróżą w czasie. Logika wewnętrzna zawiera błędy (naukowcy nic nie wiedzą, ale nie boją się efektu motyla - bo nie?). Wszystko dla sowizdrzalskiego zakończenia. Pierwszy raz tutaj zastanawiam się nad motywacją Dozois.

Nancy Kress "Machine Learning". Choroba zabiła mnóstwo dzieci, a bohater pracuje nad uczeniem AI pracy z dziećmi. Stracił swoją własną córkę i to ma na niego ogromny wpływ. Jak to Kress, trzyma poziom, inteligentne, wnikliwe, interesujące.

Kristine Kathryn Rusch "Inhuman Garbage". Kryminał na Księżycu. Prawidłowy, z trupem w kontenerze na odpadki i policjantami prowadzącymi dochodzenie. Wciąga, chociaż cały czas miałam w głowie pytania "ale PO CO to się rozgrywa na Księżycu wśród obcych, skoro mogłoby równie dobrze na Ziemi..?"

Paul J. McAuley "Planet of Fear". Znowu Wenus, znowu republika sowiecka. Z poduszkowca badają zwyczaje godowe miejscowych ogromnych ryb, ale otrzymują sygnał wezwania na pomoc, ponieważ osadę górniczą napadły potwory. Czy może jednak po prostu Amerykanie, jak chce Captain Chernov? Dość sympatyczne, nic oryginalnego.

Ned Beauman "It Takes More Muscles to Frown". "I had all the right muscles to be insincere. But I just couldn’t seem to array them very well or fix them for very long." Bohater ma jednakże wszczepiony prototypowy mechanizm i software wspomagający prawidłowe działanie twarzy, co mu bardzo pomaga, bo w firmie przeprowadzają regularne badania odczytujące z wyrazu twarzy, czy pracownik jest uczciwy. Protagonista nie jest. Zaskakujące do końca.

Joe Pitkin "The Daughters of John Demetrius". Mendel jest bogiem. W poplamionej krwią tunice przybiega do meksykańskiej wioski, żeby tam znaleźć dziewczynkę o zielonej skórze, córkę San Juana Demetrio. Chce ją zabrać do Pheonix, aby też mogła zostać bogiem. Matka się opiera. Szybko się domyślamy, o co chodzi - i więcej wiedzy nie dostaniemy. Można się czepiać, że autor sam nie wiedział więcej (i pewnie to prawda), że totalnie bez sensu robić tych genetycznie zmodyfikowanych, żeby krwawo walczyli; natomiast uświadomiłam sobie, jak odświeżające jest takie opowiadanie, w którym jest dużo do domyślenia się. Rzadkość ostatnio: wszyscy wszystko starannie tłumaczą, dla pewności trzy razy.

John Barnes "Silence Like Diamonds". Bardzo techniczne. Przyszłość, w której wszystko jest podłączone, Googla zastąpiła NameItCorp, a corporation managed by a suite of self-improving optimization algorithms, bohaterka jest wyjątkowo dobrym scheme architecture analyst, a sześć sekund po podpisaniu nowego kontraktu na jej inteligentny dom spada drona i wybucha. Cyberpunkowy thriller, fajne.

Nick Harkaway "Billy Tumult". "Billy Tumult, psychic surgeon, with six shooters on his hips, walks into the saloon." Operuje pacjentom pamięć i osobowość od środka, w scenerii jak VR, tutaj westernowej. Świetna narracja.

Seanan McGuire "Hello, Hello; Can You Hear Me, Hello". W bliskiej przyszłości narratorka pracuje jako komputerowa lingwistka, i używa uczącego się softu tłumaczącego język migany na mówiony (i na odwrót) do konwersacji video ze swoją głuchoniemą siostrą. Ma również dzieci. Siostra ma natomiast ptaki. Akcja jest w zasadzie oczywista, ale coś w tym opowiadaniu powoduje, że absolutnie wciąga, fascynuje, i każe wierzyć w prawdziwość. Autorka ma Hugo i Nebulę za minipowieść "Every Heart A Doorway" która została wydana jako pierwsza część chwalonego cyklu, ciekawe kiedy ja mam czas, żeby to czytać.

Geoff Ryman "Capitalism in the 22nd Century or A.I.r". AI rządzą światem, bohaterkami bliźniaczkami też, hologramy, VR, ojciec zbój, tajna podróż w kosmos, rozbuchana narracja: wszystko to dla bladawej puenty. "Tout ça pour ça?" jak mawiają Francuzi.

Rich Larson "Ice". Drugie opowiadanie autora w tej antologii. New Greenland, przeraźliwie zimny świat, szesnastolatek z czternastoletnim bratem wykradają się nocą z domu i z kolonii, żeby biegać po czarnym metanowym lodzie rozbijanym od spodu przez frostwhales. Żeby metan był lodem, musi być jakieś -190º, co czyni całość dość wątpliwą, a nie jest do niczego potrzebne, bo rzecz jest o relacji braci.

Benjamin Rosenbaum "The First Gate of Logic". Fift ma pięć lat i trzy ciała, co by mnie zapewne zachwyciło, gdybym nie czytała cyklu "Ancillary" Ann Leckie (był wydany wcześniej). Ma również co najmniej sześciu ojców, a dzisiaj specjalny dzień. W całym tym przedziwnym społeczeństwie problemy zostają te same co zwykle i zupełnie nie wiadomo, po co im ta wielociałowość oraz inne ozdobniki.
 
Michael F. Flynn "In Panic Town, on the Backward Moon". Na żaglach magnetycznych lata się na Marsa, lekko terraformowanego, oraz na Phobosa, w którym znajdują się artefakty pozostawione przez Gości. "Technically, Phobos is “outer space” and Mars “planetary surface,” so the Prague Convention covers one, but not the other. Go figure." Coś z "Gateway", coś z Heinleina, sporo klasycznego kryminału: mam wielką słabość do takich tekstów.

Kelly Robson "The Three Resurrections of Jessica Churchill". Rany, znowu 9/11?! Ratunku! Chyba wystąpię o sądowy zakaz pisania o tym opowiadań. Jednak po pierwszej stronie ten głos w moim mózgu umilkł, a potem... to jest pierwsze opowiadanie, które skojarzyło mi się z "Rozpaczą" Nesterienki, lekturą porównywalną z wrażeniami z wnętrza działającej maszynki do mięsa. Mocna rzecz, potrzebuję terapii.

Nick Wolven "No Placeholder For You, My Love". Pani poznaje pana. W pewnym świecie, w którym o północy dzwoni kurant. Było, ładne parę razy było. Ale opowiedziane z pasją, nawet jeśli nieco naiwną.

Kelly Link "The Game of Smash and Recovery" Rodzeństwo mieszka na orbicie obcej planety, i gra w grę. W tym opowiadaniu właściwie wszystkie desygnaty znajomych słów są nieco przesunięte (w stronę podczerwieni) względem tego co znamy: rodzice, rodzeństwo, gra, dom, wampiry, dojrzewanie itd. I jest to zrobione po mistrzowsku, oraz zadedykowane Iainowi M. Banksowi. Nie rozumiem braku nominacji do jakichś nagród, nagradzałabym.

Madeline Ashby "A Stopped Clock". Bohaterowie prowadzą restaurację, ale nikt już nie przychodzi jeść. W ogóle nikt już nie chodzi po ulicach, wszystko jest wewnątrz, wszystko jest zdalnie sterowane i pod nadzorem AI. Aż nagle zaczynają wariować światła uliczne. Szkoda, że robi wrażenie urwanego, czytałabym dalej.

Aliette de Bodard "The Citadel of Weeping Pearls". Drugie tej autorki w tym zbiorze. W dodatku ten sam wszechświat: implanty z pamięcią przodków, ludzie żyją na dworze cesarzowej, jej najmłodsza córka urodziła umysł statku kosmicznego, którego babcia właśnie tajemniczo zniknęła. Fantasy przebrane za sf, właściwie nie ma specjalnej różnicy między tym i Star Wars. Plus maszyna do podróżowania w czasie i mnóstwo fantazyjnych wewnętrznych sprzeczności (dlaczego mózgi statków są wielkie, skoro implanty są malutkie?). Szkoda, bo ona umie calkiem poprawnie pisać, ale jak ją czasem ponosi, to płuc do wzdychania nie wystarcza.

*
Bardzo wyrównany zbiór, choć gatunkowo różnorodny. Większość opowiadań warto przeczytać, resztę zdecydowanie można, rozczarowujące są tylko "The First Gate of Logic" i "Trapping the Pleistocene".

34 <--> 32
Londyn, chyba z metra

Tatry, ach Tatry...

Chata pod Rysmi

Z Norwegii od Ferity

Z Argentyny od Magdy

Szkockie góry od Bere

Od Kamenari

Golden Gate Bridge; od Ani

Z Krymu od Ani